Legia Warszawa sensacyjnie zremisowała w środę z Realem Madryt. Jak podkreślał trener Jacek Magiera, mogło się skończyć jeszcze lepiej dla Wojskowych. – Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni, czułem niedosyt – relacjonował.
Jacek Magiera może być dumny ze swoich piłkarzy
Warszawski zespół przegrywał po 35 minutach już dwiema bramkami. Przed przerwą nadzieję dał Wojskowym gol Vadisa Odjidji-Ofoe. Po zmianie stron gospodarze odważnie ruszyli do przodu, dzięki czemu udało im się wyjść na prowadzenie. Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem (3:3).
– Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni, czułem niedosyt. Po przemyśleniu, doceniam jednak ten punkt. Prowadzić z Realem 3:2 to wielka sztuka. Wielkie brawa dla drużyny, za to że podniosła się po trudnym wyniku 0:2. Każdy pokazał dzisiaj, jak ważna dla niego jest Legia Warszawa. To jest budujące. Drużyna ma prawo się cieszyć. Każdy zapamięta ten wieczór do końca życia – mówił trener Magiera.
– Wolałbym, żeby to był drużynotwórczy punkt. Ma on ogromne znaczenie. Nikt nie dawał nam szans na grę wiosną w europejskich pucharach, a grudniowy mecz ze Sportingiem może być spotkaniem o wszystko. Nie zdrzemniemy się, dalej będziemy pracować. Za chwilę kolejne mecze, w których trzeba udowodnić, że jesteśmy drużyną – dodał szkoleniowiec Legii.
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.