Leicester City po trzech kolejkach Ligi Mistrzów ma na koncie komplet zwycięstw. Podopieczni Claudio Ranieriego pokonali we wtorek FC Kopenhagę. W drugim spotkaniu Club Brugge uległ na własnym terenie FC Porto (1:2).
Riyad Mahrez trafił dziś do siatki
Przed rozpoczęciem dzisiejszych meczów w grupie G mistrzowie Anglii znajdowali się na jej czele. Lisy w Premier League spisują się w tym sezonie średnio, za to w Champions League jak na razie szło im bardzo dobrze. W pierwszej kolejce pewnie pokonały w delegacji Club Brugge, natomiast w drugiej zdobyły komplet punktów w starciu z FC Porto.
Na drugim miejscu był wtorkowy rywal podopiecznych Claudio Ranieriego – FC Kopenhaga. Duńczycy na początku rywalizacji zremisowali z Porto (1:1), a potem rozbili Brugię (4:0).
Od Lisów kibice oczekiwali dzisiaj trzeciej wygranej, która pozwoliłaby im na znaczne oddalenie się od rywali. Na początku najlepiej widoczni byli fani gości…
… ale wkrótce uwagę na sobie skupili piłkarze. Lisy prezentowały się początkowo nieco lepiej. Po kwadransie dobrą okazję na otwarcie wyniku zmarnował Islam Slimani. Więcej spokoju zachował natomiast niewiele przed przerwą Riyad Mahrez. Algierczyk otrzymał podanie właśnie od Slimaniego, a następnie sprytnie skierował piłkę do siatki Kopenhagi.
Po zmianie stron stroną przeważającą był Leicester. Wydawało się, że kolejny gol dla mistrzów Anglii jest kwestią czasu. I faktycznie, w 67. minucie piłka wpadła do siatki, ale bramka nie została uznana, ponieważ Slimani znajdował się na spalonym. Do końca wynik się już nie zmienił i gracze Ranieriego dopisali sobie do dorobku kolejne trzy punkty.
***
W tym samym czasie outsider z Brugii podejmował FC Porto. Kibicom gości miny rzedły już po kilkunastu minutach. Najpierw Iker Casillas poradził sobie z uderzeniem Ricardo van Rhijna, ale niewiele później Hiszpan skapitulował po strzale Hansa Vanakena.
I to właśnie gospodarze stwarzali sobie w następnych fragmentach pierwszej połowy lepsze sytuacje bramkowe, jednak następnych goli nie było. W przerwie trener Nuno Espirito Santo przemówił swoim zawodnikom do rozsądku. Efekt kibice zobaczyli w 68. minucie. Wówczas Miguel Layun uderzył w prawy róg bramki i zrobiło się 1:1.
W drugiej części zdecydowaną przewagę miało już Porto i wydawało się, że musi to przynieść efekt w postaci zwycięstwa. W doliczonym czasie gry rzut karny miał okazję wykonywać Andre Silva. 20-latek się nie pomylił, dzięki czemu Smoki zdobył trzy punkty!
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.