Legia Warszawa nie zamierza składać broni i chce wykorzystać wszelkie środki odwoławcze, by przekonać Europejską Federację Piłkarską do zmiany decyzji w sprawie zamknięcia stadionu przy Łazienkowskiej. UEFA postanowiła ukarać stołeczny klub za zachowanie jego kibiców w trakcie meczu z Borussią Dortmund.
Legia Warszawa zamierza się odwołać od decyzji UEFA (foto: Ł.Skwiot)
Federacja nie miała dla Legii litości i zadecydowała, że jej obiekt zostanie zamknięty na czas spotkania z Realem Madryt w trzeciej kolejce Champions League. Jakby tego było mało, Wojskowi będą musieli zapłacić 80 tysięcy euro grzywny.
Klub ma oczywiście możliwość odwołania się od decyzji UEFA i zamierza z niej skorzystać. – Decyzja nie ma charakteru ostatecznego. Klub zdecydował, że wykorzysta wszystkie środki odwoławcze, jakie są przewidziane w regulaminie UEFA – powiedział Seweryn Dmowski, dyrektor Legii ds. mediów i PR podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej.
– W pierwszej instancji Legia została ukarana zamknięciem stadionu na mecz z Realem oraz karą finansową w wysokości 80 tysięcy euro. Wystąpimy o pełne pisemne uzasadnienie decyzji, która została wydana przez Komisję Kontroli Etyki i Dyscypliny. Procedura jest bardzo skomplikowana. Potem nastąpi właściwe odwołanie. Przekażemy sprawę do Komisji Odwoławczej UEFA. Wtedy sprawa zostanie ostatecznie rozstrzygnięta – dodał.
Występujemy o pisemne uzasadnienie dzisiejszej decyzji i po analizie przygotujemy stosowne odwołanie, tu nic nie ulega zmianie.
Dopiero po otrzymaniu ostatecznej decyzji UEFA, Legia uruchomi procedurę związaną z biletami. Jeśli federacja nie zmieni zdania, to klub będzie musiał oddać kibicom pieniądze.
Burza po meczu Barcelony. UEFA ma podjąć radykalną decyzję
Nie milkną echa hitowego meczu Ligi Mistrzów. Atlético Madryt wygrało 2:0 z FC Barceloną na Camp Nou i jest o krok od awansu do półfinału. Jednak więcej niż o wyniku mówi się dziś o pracy sędziego.
Potężna kontrowersja w meczu Barcelony z Atletico. Sędziowie nie zauważyli ręki?
W drugiej połowie spotkania FC Barcelony z Atletico doszło do kuriozalnej sytuacji. Le Normand chwycił piłkę ręką po podaniu od swojego bramkarza. Żaden z sędziów nie zauważył tego zagrania.