Legia pracuje nad apelacją i czeka na decyzję UEFA
Już w najbliższą środę poznamy ostateczny wyrok Europejskiej Unii Piłkarskiej w sprawie kary nałożonej na Legię Warszawa. Stołeczny klub pracuje aktualnie nad apelacją, która ma przekonać federację do złagodzenia swojego stanowiska.
Czy apelacja warszawskiego klubu przyniesie zamierzony efekt? (foto: Ł.Skwiot)
Przypomnijmy, że UEFA postanowiła zamknąć stadion Legii na czas meczu z Realem Madryt w Lidze Mistrzów, a także nałożyć na klub grzywnę finansową w wysokości 80 tysięcy euro. Jest to pokłosie zachowania chuliganów, którzy w trakcie spotkania z Borussią Dortmund wszczęli na trybunach burdy.
Jako, że w przypadku Legii możemy mówić o recydywie (obiekt przy Łazienkowskiej był zamykany już kilka razy w ostatnich latach – red.), to UEFA nie miała dla warszawskiego klubu żadnej litości i zastosowała wobec niego praktycznie najsroższą karę.
Jak wynika z informacji „Przeglądu Sportowego” do siedziby Legii dotarło w końcu uzasadnienie wyroku, a klub mógł uruchomić swój departament prawny i pełną parą pracuje nad treścią odwołania. To musi być gotowe do piątku, a już 12 października (środa) będzie ono przedmiotem dyskusji w europejskiej centrali.
Podczas specjalnego posiedzenia, przedstawiciele odpowiedniej komórki UEFA wysłuchają również racji włodarzy Legii i po zapoznaniu się ze wszystkimi argumentami podejmą decyzję. Mecz Legia – Real zaplanowano na 2 listopada (godzina 20:45).
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.