Tylko jednego punktu potrzebował w czwartek Lokomotiw Moskwa, aby zapewnić sobie awans do kolejnej rundy Ligi Europy. Piłkarze rosyjskiego klubu wykonali swoje zadanie wzorowo.
Drugi w tabeli Lokomotiw na własnym terenie zmierzył się z trzecim Sturmem, który miał jeszcze iluzoryczne szanse na awans. Gospodarze przed czwartkowym meczem mieli sześć punktów przewagi nad rywalem.
Lokomotiwowi do awansu wystarczał remis. Gospodarze w 62. minucie wyszli na prowadzenie po trafieniu Bitencourta Maicona. Zaledwie po minucie goście wyrównali, a na listę strzelców wpisał się Florain Kainz.
Remis był korzystny dla gospodarzy, ale takim wynikiem w Moskwie nikt się nie zadowalał. W 72. minucie bramkę z rzutu karnego zdobył Dmitri Sychev. Na minutę przed końcem wynik meczu na 3:1 ustalił Denis Glushakov.
Po pięciu kolejkach Lokomotiw ma dwanaście punktów na swoim koncie. Wcześniej awans z tej grupy wywalczył sobie Anderlecht Bruksela.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.