Po trzech kolejnych spotkaniach bez zwycięstwa piłkarze Espanyolu wreszcie się przełamali. Podopieczni Quique Sancheza zdobyli komplet punktów w starciu z Granadą (3:1).
Obie ekipy nie prezentowały się ostatnio najlepiej, jednak ze względu na wcześniejsze osiągnięcia w tabeli dzieliło je bardzo dużo. Granada z 10 punktami na koncie wyprzedzała tylko o odrobinę ostatnią Osasunę, natomiast gracze Espanyolu mogli spać spokojnie, nawet po porażce z Valencią.
Na pustawym obiekcie w Barcelonie bardzo szybko na prowadzenie wyszli gospodarze. Już w 11. minucie Jose Antonio Reyes kapitalnie przymierzył z lewej nogi, a piłka po rękach bramkarza Granady wpadła do siatki.
Barcelończycy wyglądali na lepiej przygotowanych do meczu. Żwawiej poruszali się po placu boju, a ich akcje były składniejsze. Jednak przyjezdni zdołali wkrótce doprowadzić do wyrównania. W 23. minucie Andrea Pereira podszedł do piłki ustawionej tuż przed linią pola karnego Espanyolu, po czym uderzył po ziemi. Gracze z muru podskoczyli, bramkarz stał jak zaczarowany, a futbolówka wtoczyła się do bramki.
I to chyba na tyle, jeśli chodzi o pozytywy w grze ekipy ze strefy spadkowej. Po półgodzinie gry z małym okładem Reyes przytomnie podał do Jose Manuela Jurado, a ten oddał piłkę Pablo Piattiemu. Argentyńczyk uderzył lekko acz skutecznie i miejscowi znów prowadzili.
Po zmianie stron Reyesowi pozazdrościł Marc Navarro. 21-letni obrońca strzelił podobnie jak jego starszy kolega na początku spotkania i bramkarz Granady znów był bez szans. Jak się później okazało, był to ostatni gol w sobotnim meczu.
Piłkarze po trzech doliczonych minutach zeszli do szatni, na co zresztą wyraźnie pod koniec czekali. Espanyol awansował na 10. miejsce, natomiast Granada pozostaje na przedostatnim.
Wczoraj Real Madryt w niecodzienny sposób poinformował oficjalnie o ofercie za Juliana Alvareza. Argentyński dziennikarz twierdzi jednak, że takiej propozycji ze strony Królewskich nie było.