Rośnie temperatura przed czwartkowym spotkaniem Legii Warszawa z Hapoelem Tel Awiw w Lidze Europy. Atmosferę postanowił podgrzać nieco bramkarza „Wojskowych”, Dusan Kuciak, który jest jednym z pewniaków w ekipie Macieja Skorży.
– W ubiegłą sobotę przerwaliśmy fatalną serię porażek w lidze. Mam nadzieję, że niezłą dyspozycję z Bełchatowa potwierdzimy również w czwartek – wyznał Kuciak podczas rozmowy z oficjalną stroną internetową swojego klubu. – Zdajemy sobie sprawę, że GKS jest znacznie słabszy od Hapoelu, ale nie stoimy na straconej pozycji. W ostatnim spotkaniu nasi rywale zaprezentowali bardzo defensywny styl – dodał.
– Mecze w Lidze Europejskiej są inne. Drużyny przeciwne preferują grę do przodu i lubią atakować, a nam to odpowiada, co potwierdzają wyniki z eliminacji. Mam nadzieję, że po spotkaniu będziemy cieszyli się z wygranej – kontynuował bramkarz Legii. – W meczu z GKS-em pierwszy raz od momentu przyjścia do Legii zagrałem „na zero z tyłu”. Chcemy to powtórzyć w czwartek, ale najważniejsze są trzy punkty. Oczywiście jeżeli nie puszczę bramki, to do zwycięstwa wystarczy nam jedno trafienie, ale możemy stracić nawet cztery gole, obyśmy tylko wygrali – zakończył.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.