UEFA odrzuciła apelację Legii Warszawa, w związku z czym Wojskowi domowy mecz z Realem Madryt rozegrają przy pustych trybunach. – Przynajmniej nie trzeba się będzie więcej wstydzić – komentuje były zawodnik warszawskiego klubu, Wojciech Kowalczyk.
Legia słono zapłaci za zachowanie części swoich kibiców (foto: Łukasz Skwiot)
Legia odwołała się od kary nałożonej na nią przez UEFA za zamieszki podczas spotkania w Lidze Mistrzów z Borussią Dortmund. Federacja okazała się jednak nieugięta. Warszawianie sondują jeszcze możliwość odwołania się do Trybunału Arbitrażowego w Lozannie, ale szanse na pozytywne zakończenie sprawy są bliskie zeru.
Dziennikarze „Przeglądu Sportowego” o zdanie na temat sytuacji postanowili zapytać wspomnianego Kowalczyka. 44-latek nie szczędzi cierpkich słów. – Bardzo dobrze się stało. Kto dałby kibicom Realu gwarancję, że jeśli przyjadą do Warszawy, nie zostaną zagazowani? – pyta były piłkarz. – Trzeba zrozumieć, że prawo jest prawem i obowiązuje w całej Europie, także w Warszawie. UEFA odrzuciła apelację i dobrze, przynajmniej nie będzie się trzeba więcej wstydzić. Kto wie, czy gdyby odwieszono karę, nie byłoby jeszcze większej kompromitacji niż podczas spotkania z BVB – zastanawia się głośno Kowalczyk.
Domowe spotkanie Legii z Królewskimi zaplanowane jest na 2 listopada. Wcześniej Wojskowi zagrają z Realem na jego terenie.
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.