Koniec ery Kloppa. Przybliży się do ostatniego trofeum?
Juergen Klopp doszedł do muru, którego nie dało się ani przeskoczyć, ani przebić głową. Po siedmiu szalonych latach kończy się era człowieka, który w Dortmundzie stał się legendą za życia. We wtorek, ustępujący trener BVB rozegra niezwykle ważne spotkanie – spotkanie, które może go przybliżyć do ostatniego tytułu w roli szkoleniowca Borussii. Będzie to półfinał Pucharu Niemiec z Bayernem Monachium.
Informacja podana kilkanaście dni temu przez dziennik „Bild” była szokiem. Wydawało się przecież, że po przezwyciężeniu najpoważniejszego kryzysu i opuszczeniu strefy spadkowej klub będzie wegetować do końca sezonu, być może wykona jeszcze zryw w kierunku europejskich pucharów, a w lecie dokona kadrowej rewolucji, rzecz jasna nadzorowanej przez nierozerwalne trio Klopp – Hans-Joachim Watzke – Michael Zorc.
Od sielanki do tragedii
Ten pierwszy miał mieć pozycję w klubie niepodważalną. I istotnie tak było, bo ani Watzke nie chciał się go pozbyć, ani Zorc nie pomyślał o jego zluzowaniu. Wpadł na to sam zainteresowany: – Zawsze mówiłem, że gdy tylko poczuję, że nie będę odpowiednim trenerem dla tego klubu, od razu zrezygnuję.
Dlaczego decyzję o odejściu Klopp podjął właśnie teraz? – W przeszłości niektóre decyzje dotyczące piłkarzy podejmowaliśmy zbyt późno i nie byliśmy w stanie odpowiednio reagować. Teraz zaczynamy planowanie następnego sezonu, stąd taki ruch – tłumaczył na konferencji. Szkoleniowiec dorzucił do tego, że jego odejście nie ma nic wspólnego z aktualną sytuacją sportową zespołu.
Trudno jednak dawać wiarę takiemu tłumaczeniu, przecież kilka dni wcześniej Borussia w bardzo marnym stylu poległa w starciu ze swoją imienniczką z Moenchengladbach. Trener starał się reagować na boiskową mizerię, przesuwał swoich podopiecznych, wciąż krzyczał zza linii, ale zdawało się to na nic – patrząc na bezradnego szkoleniowca, można było dostrzec w nim pilota, który stracił panowanie nad maszyną. Zresztą nie jest to teoria nowa, mówiło się o tym i pisało od miesięcy.
Na artykuły traktujące o przyczynach dortmundzkiej katastrofy zużyto do tej pory ocean atramentu, przypadki losowe mieszały się w nich ze złymi decyzjami sztabu szkoleniowego oraz deficytem szczęścia. Z ubytkami najlepszych piłkarzy musiał sobie radzić w zasadzie bezustannie. Borussia nie należała i nie należy do wąskiej grupy najlepszych klubów świata, stąd ciągłe ucieczki gwiazd z Signal Iduna Park. Sahin, Kagawa, Goetze – Klopp w szczytowym dla klubu momencie radził sobie z tym znakomicie, wszelkie wyrwy w składzie zasypywał z mistrzowską precyzją i wyczuciem. Jak się jednak okazało, dobra passa nie mogła trwać wiecznie, wszystko posypało się, gdy z zespołem pożegnał się Robert Lewandowski, a do drużyny nie ściągnięto żadnego piłkarza tej klasy. Nałożyły się na to kontuzje, obniżka formy kilku zawodników – nieszczęście poganiało nieskuteczność. Swoją przygodę z Borussią Kloppo zakończy na dwóch mistrzostwach, finale Ligi Mistrzów, jednym Pucharze Niemiec i dwóch Superpucharach – to już pewna pula. I kto wie, czy na piękny koniec nie dopisze jeszcze jednego, krajowego pucharu. Zadanie będzie niezwykle trudne, bo w półfinale BVB przyjdzie powalczyć z Bayernem.
– Wpłynął nie tylko na klub, ale także całe miasto i region – tłumaczy Arthur Wackermann, Polak, który wyjechał jako dziecko do Niemiec, były tłumacz tria Błaszyczkowski – Piszczek – Lewandowski z czasów wspólnej gry w żółto-czarnych barwach. – Trafił do Dortmundu w 2008 roku, przejmując finalistę Pucharu Niemiec i 13 zespół poprzedniego sezonu, kiedy losy utrzymania ważyły się do jednej z ostatnich kolejek. Klub niedługo wcześniej wyszedł z finansowego zakrętu, który mógł skończyć się bankructwem. Żyliśmy w cieniu nie tylko Bayernu Monachium, ale też innych zespołów. Potrzebne były zmiany i ten człowiek pchnął do nich cały klub: BVB zaczęła grać atrakcyjnie, ofensywnie, wypromowano nowe gwiazdy światowego futbolu. Kibice ponownie mieli być z czego dumni, a powodem była zapowiedziana i spełniona przez Kloppa obietnica z pierwszej konferencji prasowej stylu Vollgas-Fussball (futbol z maksymalną prędkością – przyp. red.). Tak jak w 1997 roku za czasów Ottmara Hitzfelda ponownie staliśmy się przykładem dla innych klubów w Europie.
Epoka liczona od lata 2008 roku to dla BVB ogromny jakościowy skok. Nie tylko na polu sportowym. Przez siedem lat nie do poznania zmienił się ośrodek treningowy wybudowany na byłym lotnisku wojskowym w Brackel, gdzie pierwsza drużyna doczekała się odciętego od oczu ciekawskich zakątka godnego finalisty Ligi Mistrzów i poważnych inwestycji w piłkarską akademię. Na wzorze i drodze do pierwszej drużyny Mario Goetzego i Marco Reusa zespół wygrywa popularnością w Zagłębiu Ruhry z liczną i silną konkurencją. JK wykręcił finał Ligi Mistrzów i mistrzostwa kraju w warunkach tak dużego rozdrobnienia klubowych akcji, że coroczne spotkanie udziałowców musiało odbywać się na Signal Iduna Park, aby zapewnić miejsce dla wszystkich posiadaczy w liczbie kilkudziesięciu tysięcy. Za jego czasów znów chodzenie na Borussię stało się modne nie tylko w gronie kibiców z trybuny południowej, ale też w sektorach VIP, gdzie ponownie zaczęło tętnić życie towarzyskie miasta i regionu. Pamiętając przykład z początku wieku i otarcie się o bankructwo, tym razem pieniędzy nie przejedzono. Podkład położył pod to Klopp, prowadząc w zrównoważony sposób politykę transferową. Urosły działy marketingu i sprzedaży, którym trzeba było wybudować nowe siedziby. Podobnie było w przypadku sklepu z pamiątkami przy stadionie – dziś to kilkupiętrowy megastore – czy biura prasowego i trybuny dla mediów. Borussia wróciła na miejsce najpopularniejszych marek piłkarskich świata. Człowiek anegdota
Dortmund w czerwcu za nim zapłacze, bo chyba nigdy nie było tutaj trenera, który doprowadziłby zespół do tak wielkich sukcesów, ale również utożsamiałby się z tym klubem w tak wielkim stopniu, a kibice traktowaliby go jak jednego ze swoich. Gdy żegnał się z fanami FSV Mainz, płakał rzewnymi łzami. W mediach pojawiły się nawet komentarze, że pokonując drogę z Moguncji do Dortmundu w 2008 roku, wyglądał tak, jakby maszerował tam za karę. W nowym klubie zakochał się jednak bardzo szybko z wzajemnością. – Gdy pokonuję ostatnie metry tunelu prowadzącego na murawę, czuję się tak, jakbym za każdym razem rodził się tutaj na nowo – mówił niedawno Klopp.
Kibice kochają go za jego naturalność, pozytywne nastawienie do rzeczywistości. Był totalnym przeciwieństwem swojego poprzednika, zamkniętego w sobie i wypranego z poczucia humoru Thomasa Dolla. To postać tak barwna, że wije się za nim rzeka cytatów i anegdot. Wymieniać można bez końca. Na konferencji prasowej przed meczem z Realem Madryt w Lidze Mistrzów wszystko przebiegało bez zakłóceń do momentu, aż jednego z pytań nie zadał dziennikarz z Hiszpanii pracujący dla ESPN. Reporter z niskim, niezwykle charakterystycznym, na dodatek chrypliwym głosem tak rozbawił szkoleniowca Borussii, że do zakończenia spotkania z dziennikarzami Klopp nie potrafił opanować śmiechu. Zanim wyszedł z sali konferencyjnej, rzucił do Hiszpana: – Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Gościu, masz niezwykły głos, bardzo chciałbym taki mieć. Wydarzenie podniosłe, za niespełna 24 godziny gra toczyć się miała o najwyższą stawkę, reporterzy czekali na słowa patetyczne i podkreślające doniosłość chwili. Rozbroił tę bombę w kilkanaście sekund, sala ryczała ze śmiechu.
Zresztą po tym samym meczu, w którym BVB pokonała Królewskich 4:1, zapytany o niesamowity wyczyn Roberta Lewandowskiego, chwalił Polaka, ale na sam koniec rzucił tylko: – Ludzie, przecież ja też kiedyś strzeliłem cztery gole. W 1990 roku w Erfurcie! Nie wiem jak Lewy, ale ja takiego wydarzenia nie zapomnę do końca życia!
Bardzo podobna sytuacja, konferencja przed wielkim finałem Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium na Wembley. Dziennikarz zadaje niekonwencjonalne pytanie o to, czy trener lubi karaoke. Klopp się zapala, opowiada o tym, jak zdobył osiem tysięcy punktów, śpiewając jedną z piosenek country. Gdy tłumacz przekłada przekaz z niemieckiego na angielski, Klopp wtrąca się z poważną miną: – Koniecznie powiedz mu, że miałem osiem tysięcy punktów! Kabaret…
Kolejna konferencja, ta odbywa się tuż po tym, jak Kevin-Prince Boateng podpisał kontrakt z Schalke, odwiecznym rywalem BVB. Klopp poproszony o komentarz przyznaje: – Wysłałem mu SMS o treści „Dlaczego Schalke????????” – wyraźnie podkreśla przy tym obecność ośmiu znaków zapytania. – A to był taki dobry chłopak… – dorzuca z ironią.
Nie grał nawet przed dziennikarzami. Poproszony o komentarz przez wysłanników „PN” do nagrody Piłkarza Roku 2010 dla Kuby Błaszczykowskiego powiedział: – Tylko nie róbcie zdjęć. Jest zimno, mam czerwony nos i wszyscy w Polsce pomyślą, że prowadzę treningi po alkoholu – mówił, śmiejąc się i jednocześnie klepiąc Kubę po plecach. Przy kolejnej wizycie, kiedy statuetka powędrowała do Roberta Lewandowskiego, z dumą prezentował zdjęcie żony Ulli na tapecie smartfona, z zadowoleniem podkreślając, że za godzinę jest umówiony na randkę z tą pięknością.
– Kiedy w klubie był jeszcze tylko Kuba, nazywał nas Bolek i Lolek. Później mój pseudonim został oddany Łukaszowi Piszczkowi, bo byli nierozłączni. Do legendy przeszedł wywiad, który z trenerem przeprowadził Kuba, gdzie padły słowa po polsku: rusz d… To profesjonalista w każdym celu, więc przede wszystkim wymagał, ale często pokazywał prawdziwą twarz fajnego, dowcipnego faceta. Byłem przy jego pierwszej rozmowie z Robertem. Zadał wiele pytań, aby poznać go lepiej jako człowieka. Nie skupiał się tylko na sporcie, bo naprawdę dbał, aby BVB tworzyła prawdziwą drużynę – wspomina Wackermann.
Dortmund będzie za nim tęsknił, oby nie musiała za nim tęsknić Bundesliga. Pytanie bowiem brzmi, z jakim następnym klubem postanowi się związać charyzmatyczny szkoleniowiec. Według brytyjskich bukmacherów będzie to Manchester City, który w ostatnich tygodniach spisuje się grubo poniżej oczekiwań. – Na pewno nie zrobię sobie roku przerwy. Nie czuję się zmęczony – powiedział Klopp. Jego nazwisko zostało błyskawicznie połączone w mediach z kilkoma przedstawicielami Premier League, gdzie wreszcie na rynku nieruchomości mógłby działać bardziej w stylu Bayernu niż dalej walczącej o wyniki finansowe i budującej silne fundamenty organizacyjne BVB. Na plotki o objęciu posady przez Niemca w Arsenalu Londyn głośno zareagował Arsene Wenger. Menedżer Kanonierów może cieszyć się z trwającego w tym roku festiwalu dobrych wyników w angielskiej ekstraklasie, ale rozliczany i tak będzie ze zdobycia tytułu mistrza kraju i sukcesu w europejskich pucharach. Na obu polach zawiódł na całej linii. – Duża część kibiców Borussii widzi Kloppa w Arsenalu. Przecież przez lata chcieli wielu zawodników BVB, sam Wojtek Szczęsny długo namawiał Roberta Lewandowskiego na transfer właśnie tam. City to w ich rozumieniu… odbicie Bayernu, gdzie w grze są ogromne pieniądze i sięga się po zawodników już znanych. To scenariusz mało prawdopodobny, patrząc na charakter trenera, podobnie jak możliwość, że zostanie szkoleniowcem w Monachium. Nawet po przypadkach Goetzego i Lewandowskiego to po prostu w Dortmundzie science fiction – dodaje były tłumacz.
Pytanie, czy Kloppo sprawdziłby się w jednym z największych klubów świata (ostatnio mówiło się o nim także w kontekście przejęcia Realu Madryt), pojawia się w mediach mimo opinii kibiców. Załączona aplikacja obrazuje dość jasno, że Klopp osiągał swoje najlepsze wyniki w czasach, w których nie musiał dokonywać wielomilionowych transferów. Gdy w klubie odmrożono dziesiątki milionów euro na wzmocnienia formacji ofensywnej, w zasadzie wszystkie podjęte decyzje okazały się błędne. Ostatni sezon to duża rysa na wizerunku Kloppa. Podobny model
– Jedno jest pewne: Juergen Klopp jest i pozostanie już na zawsze legendą kibiców Borussii – mówi były tłumacz Polaków w klubie. – Wszyscy w Dortmundzie uważają, że w 2013 roku finał w Londynie zostałby wygrany, gdyby nie zagrywka Bayernu z ogłoszeniem transferu Goetzego kilka dni wcześniej. To był element zapowiadanej przez Ulego Hoenessa zemsty po wygranej 5:2 w finale Pucharu Niemiec na Stadionie Olimpijskim w Berlinie.
Od lipca pracę w Dortmundzie rozpocznie Thomas Tuchel. Historia chce więc do wszystkich kibiców puścić oko, bo przecież już raz taka zmiana miała miejsce – Tuchel przejął po Kloppie miejsce na trenerskiej ławce Mainz, gdy ten wyjeżdżał do Dortmundu.
Jeśli ktoś zdobywa się na cedzenie sloganów o Tuchelu jako kopii Kloppa, powinien zamilknąć na wieki. Jaki jest Kloppo, każdy wie, świadczyć może na ten temat kilka przytoczonych wcześniej anegdot. Tuchel to z kolei człowiek wycofany, żartujący z rzadka, niezbyt dobrze czujący się przed kamerami, do medialnej gwiazdy mu daleko. I to bardzo. Podczas konferencji prasowej po jednym z ligowych meczów BVB – Mainz pierwszy o komentarz poproszony został Tuchel. Gdy składał słowa w kolejne zdania, Klopp zaczął mieszać herbatę i celowo uderzał łyżeczką w brzegi kubka, aby wytrącić kolegę z równowagi. Doskonale zdawał sobie sprawę, że trener Mainz długo tego nie wytrzyma. I miał rację, Tuchel zakończył zdanie, jąkając się i rzucając porozumiewawczy uśmiech w kierunku Kloppa. Ten odpowiedział donośnym śmiechem.
Więcej podobieństw odnaleźć można w stosowanej przez obydwu szkoleniowców taktyce. Wysoki, agresywny pressing, dynamiczne przedostawanie się pod bramkę rywala to w zasadzie wierna kopia gry BVB. Coraz częściej można jednak słyszeć pytania, czy styl ten rzeczywiście pasuje do dzisiejszej Borussii. Należy bowiem się zastanowić, czy od zespołu, który w ostatnim czasie fantastycznie spisywał się w Lidze Mistrzów, a w Bundeslidze był zdolny do zdetronizowania Bayernu Monachium na dwa lata, nie powinno wymagać się gry bardziej wyrachowanej. Ostatnie miesiące pokazują dobitnie, że Borussia jest łatwa do przeczytania, jak otwarta książka, na dodatek ma duże problemy z kreowaniem ataku pozycyjnego, czyli takiego, jakiego często wymaga się od ekip z czołówki tabeli.
– Kiedy po konferencji opadły emocje, w prasie pojawili się także inni faworyci do posady trenera BVB. Tuchela miał namaścić sam Klopp w rozmowie z zarządem klubu i tak jak inni widzi w nim siebie z 2008 roku, kiedy przechodził do Dortmundu, startując do kariery na innym poziomie. W mediach przewijało się także nazwisko Portugalczyka Paulo Sousy. W Borussii ma dobry PR, bo kojarzy się z Pucharem Mistrzów zdobytym w 1997 roku, kiedy był zawodnikiem Hitzfelda. Dodatkowo ciekawą karierę trenerską: od portugalskiej młodzieżówki przez Anglię do FC Basel. To pokazuje, że władze klubu szukały następcy charakterologicznie podobnego do Kloppa – dodaje Wackermann.
Tuchel trafi na podobny grunt jak jego kolega w 2008 roku. O pakietowej sprzedaży Matsa Hummelsa z Ilkayem Guendoganem do Manchesteru United pisze się od początku sezonu, a ostatnie doniesienia mówią o przesądzeniu sprawy. Przedłużenie kontraktu nie zamyka furtki do odejścia łączonego od miesięcy z Realem Madryt Marco Reusa. Na wylocie jest Ciro Immobile, Arsenal Londyn miał wysłać zapytanie o Pierre’a-Emericka Aubameyanga. Nowy szkoleniowiec będzie musiał zmierzyć się z legendą poprzednika, ale rozdając karty po swojemu. Z tego rozdania Klopp wycisnął, ile mógł. Czasem wydawało się, że grając blefem, ale zawsze o pełną pulę. I tego nie zapomną mu nigdy kibice z trybuny południowej – największego młyna w Europie.
Michał CZECHOWICZ Paweł KAPUSTA
Cały artykuł został opublikowany w Tygodniku „Piłka Nożna” nr 16
Kacper Potulski to jeden z młodych Polaków wzbudzających w ostatnim czasie największe emocje. 18-latek przebojem wdarł się do pierwszej drużyny Mainz, zbierając dobre recenzje.