Czasu do mistrzostw świata coraz mniej a kibice mogą mieć znacznie więcej niepokoju. Reprezentacja Polski zagrała słabe spotkanie i poległa z Holendrami 0:2. Pozytywów z gry biało-czerwonych nikło szukać.
Lewandowski z rekordową serią bez gola na PGE Narodowy (fot. 400mm.pl / Piotr Kucza)
Dla reprezentacji Polski starcie z Holendrami było niezwykle ważne. Pomijając wątek pozostania w Dywizji 1 Ligi Narodów, dla Michniewicza to jeden z ostatnich testów kadry przed mistrzostwami świata. W tym celu selekcjoner wystawił jeden z mocniejszych składów i liczył na zebranie jak największej ilości informacji w starciu z wyżej notowanym przeciwnikiem.
Już na samym początku spotkania potrzebna była kilkuminutowa przerwa. Teun Koopmeiners mocno ucierpiał po przypadkowym starciu z Karolem Linettym i gracz Holandii tuż po pierwszym gwizdku musiał zostać zniesiony na noszach przez możliwy uraz szyi. W jego miejsce pojawił się Steven Berghuis.
Po wznowieniu gry Holendrzy prezentowali się o wiele lepiej od Polaków. Już w 12. minucie goście mogli objąć prowadzenie, jednak Blind nie zdołał wykończyć składnej akcji. Udało się dwie minuty później. Oranje rozklepali polską defensywną jak adeptów futbolu. Świetną i przede wszystkim składną akcję wykończył Cody Gakpo. Przy straconej bramce można niestety wyliczyć szereg błędów po stronie Polaków. Zabrakło dojścia do rywala, pokrycia i skutecznego zatrzymania zamiarów Holendrów.
W pierwszej połowie niewiele się działo, jednak optycznie znacznie lepiej prezentowali się Holendrzy. Trzeba jednak zaznaczyć, że goście tego spotkania grali bardziej pół-pressingiem i nie byli wymagającym przeciwnikiem. To jednak wystarczyło, aby kontrolować przebieg meczu. Polska grała źle. Akcje biało-czerwonych były bardzo niedokładne, pozbawione jakiegokolwiek pomysłu i wiele elementów było opartych na chaosie. Wyróżniającymi się piłkarzami w szeregach Polaków był przede wszystkim Piotr Zieliński i Nicola Zalewski. Gracz Romy miał jedyną okazję do zdobycia gola, jednak wahadłowy oddał patetyczne uderzenie, z którym holenderski bramkarz bez problemu sobie poradził.
Po przerwie Michniewicz zdecydował się na zmianę systemu gry w swoim zespole. W tym celu zmienił Karola Linettego na Arkadiusza Milika, przez co ustawienie Polaków z 1-3-4-3 przeszło na formację z dwójką wysuniętych napastników. Efekty tuż po przerwie były niezłe. Polacy byli aktywni w ataku i świetną okazję zmarnował Arkadiusz Milik, nie trafiając piłki z kilku metrów od bramki. Futbolówka tuż przed nim się podbiła, czego efektem było fatalne uderzenie.
W 60. Holendrzy objęli prowadzenie i wykorzystali te same środki co przy pierwszej bramce. Po raz kolejny oklepali całą obronę i Steven Bergwijn wpisał się na listę strzelców.
Przy wyniku 2:0 mecz ostygł. Brakowało akcji po obu stronach i żadna z drużyn nie miała klarownych sytuacji do strzelenia gola. Gra reprezentacji Polski nie uległa znaczącej poprawy. Znów nie widać było pomysłu na składną akcję ofensywną i po raz kolejny Piotr Zieliński był najbardziej wyróżniającą się postacią w naszej drużynie.
Holandia wygrała 2:0 i wraca do domu z kompletem punktów. Reprezentacja Polski przegrała trzeci mecz z rzędu na PGE Narodowy, który do niedawna był prawdziwą, biało-czerwoną twierdzą. Czesław Michniewicz ma niemały ból głosy przed mundialem, bowiem jego drużyna nie wykazała dziś pozytywów przez mistrzostwami świata.