Cóż to było za święto w maju ubiegłego roku. Kolonia z wielką pompą witała się z piłkarską Europą, a duet macherów Joerg Schmadtke – Peter Stoeger uchodził za wzorcowy w niemieckiej piłce. Nieczęsto bowiem się zdarza, by dyrektor sportowy i trener tak znakomicie się ze sobą rozumieli. Z każdym kolejnym sezonem Kozły pod ich wodzą notowały progres. Marsz rozpoczął się w 2. Bundeslidze, a zakończył w europejskich pucharach. No właśnie. Zakończył.
TOMASZ URBAN
Na powstanie z popiołów potrzebowano czterech lat. Długich lat, w trakcie których załatwiono mnóstwo spraw organizacyjnych wokół klubu. Przede wszystkim udało się go praktycznie całkowicie oddłużyć, co w maju z dumą obwieszczał dyrektor finansowy Alexander Wehrle, nadmieniając, że jeszcze cztery lata temu zobowiązania wynosiły blisko 50 milionów euro. Wiodło się tak dobrze, że zaczęto nawet myśleć o budowie nowego stadionu, bo RheinEnergie, czyli dawny Muengersdorfer, będzie obchodził niebawem setne urodziny, a i jego pojemność przestała zaspokajać potrzeby zarówno klubu, jak i kibiców.
Jednak to, co tak przez ostatnie lata z mozołem budowano, może w ciągu kilku najbliższych miesięcy runąć niczym domek z kart, bo zespół jest na najlepszej drodze ku temu, by powrócić do punktu wyjścia, czyli do 2. Bundesligi. Dziewięć meczów, dwa punkty, bramki 3-17… Takiego startu sezonu nikt nigdy w Bundeslidze nie zaliczył. Nawet legendarna Tasmania Berlin, czyli absolutnie najgorsza drużyna w dziejach rozgrywek, miała w analogicznym momencie sezonu trzy punkty na koncie i sześć strzelonych goli.
SIEROTY PO MODEŚCIE
Stwierdzenie, że wszystko posypało się z chwilą sprzedaży Anthony’ego Modeste’a, to mimo wszystko uproszczenie, ale na pewno też jeden z głównych powodów sportowej degrengolady. Transfer ciągnął się tygodniami, a nawet i miesiącami, bo Azjaci byli chętni na Francuza już zimą ubiegłego roku. Schmadtke uznał jednak, że nie może pozbywać się najlepszego piłkarza w połowie sezonu, kiedy to zespół jest na najlepszej drodze do europejskich pucharów, tak tęsknie oczekiwanych przez lokalne środowisko. Uznał, że przez te kilka miesięcy jego wartość wcale nie musi spaść. Miał rację, Modeste’a udało się sprzedać za niewyobrażalną wręcz na warunki klubu kwotę 40 milionów euro. I wbrew temu, co mówi dziś Francuz – nie było żadnych szans, by zatrzymać go nad Renem na dłużej. Pieniądze oferowane przez wysłanników Quanjian były tak nieprzyzwoite, że Modeste zdecydował się na wyjazd, nawet kosztem rozłąki z rodziną, która postanowiła pozostać w Niemczech. Dziś opowiada w mediach głodne kawałki, że był gotów zostać w ekipie, gdyby tylko otrzymał podwyżkę, na jaką zasłużył po ubiegłym sezonie, czym tylko jeszcze bardziej nadwyręża skołatane nerwy Schmadtkego. Nikomu bowiem w Kolonii takie słowa do niczego nie są dziś potrzebne.
O tym, że Modeste był kluczowym zawodnikiem Kolonii w zeszłym sezonie, nikogo specjalnie nie trzeba przekonywać. Wystarczy spojrzeć na liczby. Nie jest łatwo zastąpić snajpera, strzelającego w sezonie ligowym aż 25 goli, tym bardziej że trafienia Modeste’a częstokroć pozwalały tuszować słabości drużyny. Francuz trafiał w nieprawdopodobnych wręcz sytuacjach, był mistrzem w balansowaniu na granicy spalonego. Do tego doskonale grał głową, a jego siła fizyczna sprawiała, że łatwo grało się z nim „na ścianę”. Nie masz co zrobić z piłką? Kopnij ją do przodu w kierunku Modeste’a. Już on coś z nią zrobi – tak z grubsza wyglądał plan B Kozłów w sytuacjach, gdy plan A nie funkcjonował jak należy. Tyle że w bieżącym sezonie nie funkcjonuje ani plan A, ani plan B, a planu C po prostu nie ma.
BYŁA KASA, NIE MA KASY
Problemem Kolonii nie jest jednak sprzedaż Modeste’a do Chin, ale brak właściwego zastępcy. Za pieniądze od Chińczyków Schmadtke mógł się latem bawić w najlepsze na rynku transferowym. Miał sporo czasu, by podjąć odpowiednią decyzję. Ale jak często w takich sytuacjach bywa – jeśli przez lata grzebiesz „w śmieciach i odpadach” i nagle dostajesz do ręki kupę kasy, dzięki której możesz przebierać w piłkarzach niczym sędzia Jaskóła w łódzkich fankach futbolu w „Piłkarskim pokerze”, to twoja czujność zostaje wystawiona na ciężką próbę. Nie po raz pierwszy okazuje się, że najtrudniej transfery robi się wtedy, kiedy ma się na nie pieniądze. Kolonia przemieliła latem ponad 30 milionów euro, pozyskując za gotówkę trzech piłkarzy i zrobiła to tak nieudolnie, że żaden z nich nie jest wzmocnieniem drużyny. Dwóch nie mieści się nawet w podstawowym składzie. Modeste’a miał zastąpić Jhon Cordoba z Mainz. Piłkarz, który stylem gry rzeczywiście przypomina Francuza – jest silny, szybki, nieustępliwy i trudny do powstrzymania przez obrońców. Ma tylko jeden feler. Nie strzela goli, a przynajmniej nie tyle, ile strzelał poprzednik. W ciągu dwóch lat spędzonych na niemieckiej ziemi udało mu się zdobyć ledwie 10 bramek. Schmadtke nie zminimalizował więc ryzyka. Wydał na Kolumbijczyka 17 milionów euro w nadziei, że ten nagle odpali. Na razie jest jednak jednym, wielkim niewypałem.
Podobnie rzecz się ma z inwestycjami na przyszłość, czyli Jorge Merem czy Jannesem Hornem. Ten pierwszy nie potrafi wygrać rywalizacji z popełniającym dużo błędów w tym sezonie Frederikiem Soerensenem, drugi zaś nie wykorzystał szansy i siedzi na ławie, mimo iż grający zamiast niego na lewej obronie Konstantin Rausch notorycznie poddawany jest mocnej krytyce. O tym, jak źle wydano w lecie pieniądze, świadczy też chociażby fakt, że za zbawcę zespołu ma dziś robić ściągnięty w trybie awaryjnym i niemal prosto z plaży 38-letni Claudio Pizarro. To też pokazuje, że w Kolonii nie liczy się już na sprowadzonego rok temu za kwotę 5 milionów euro Francuza Sehrou Guirassy’ego. Ogólnie rzecz ujmując, bilans transferowy Schmadtkego nikogo w Kolonii nie zadowala, bo poza Modeste’em, którego i tak już w klubie nie ma, żaden ze ściągniętych przez niego piłkarzy nie stanowi o sile drużyny i nie należy do jej liderów.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze drastyczna obniżka formy u zawodników, którzy w zeszłym roku wraz z Modeste’em współdecydowali o obliczu drużyny. Przykład? Choćby Yuya Osako. W poprzedniej kampanii przebojowy i dynamiczny, w tej apatyczny i zagubiony, a przede wszystkim nieskuteczny. W analogicznym momencie ubiegłego sezonu miał na koncie dwa gole i trzy asysty, dziś natomiast ma w dorobku zaledwie jedną zdobytą bramkę i zupełnie nie przypomina samego siebie sprzed kilku miesięcy.
Nie jest to też zbyt dobry okres dla Lukasa Kluentera, który przebojem wszedł w minionym sezonie do składu, pozbawiając złudzeń Pawła Olkowskiego, dziś zaś prezentuje się co najwyżej przeciętnie. Mimo to ciągle gra, co też jest dowodem na to, że o sytuacji Olkowskiego w zespole niekoniecznie musi decydować boisko. Plotki głoszą, że Polak poróżnił się latem z kierownictwem. Chciał odejść, miał oferty, ale klub postawił zaporowe warunki, których żaden potencjalny kontrahent nie chciał spełnić. Naszemu zawodnikowi pozostało czekać na takie szanse jak w meczu z Werderem Brema i pokazywać się w traktowanej po macoszemu Lidze Europy. Dlaczego po macoszemu? Dziennikarz „Kickera” zapytał Schmadtkego przed meczem w Borysowie z BATE, czego oczekuje po wyjeździe na Białoruś: – Tego, żeby się nie przeziębić – odparł dyrektor sportowy Kolonii. I to w zasadzie mówi wszystko. Europa, do której klub tak bardzo chciał awansować, jest w obecnej sytuacji jedynie balastem i przykrym obowiązkiem do odbębnienia. Priorytetem jest Bundesliga. Reszta przestała mieć znaczenie.
PROBLEMOWA DEFENSYWA
Wracając jednak do wątku przewodniego – z powyższego zestawienia widać wyraźnie, że problemy Kolonii są dziś o wiele głębsze niż tylko brak snajpera. Równie wielkim kłopotem jest znacząco gorsza postawa formacji defensywnej. Dowody? Choćby stałe fragmenty. W całym ubiegłym sezonie Kozły dały sobie po nich wbić 14 goli, co dawało średnią 0,41 gola na mecz. W tym natomiast w ośmiu kolejkach straciły ich już aż sześć, czyli 0,75 gola na mecz, a zatem niemal dwa razy tyle co w poprzedniej kampanii. Wiele mówi także średnia traconych bramek. W zeszłym sezonie wynosiła 1,23 gola na mecz, w obecnym zaś aż 2,12! Wynika to z faktu, że Kozły dopuszczają przeciwników do oddawania średnio aż 16,8 strzału na własną bramkę. Gorszy w tym względzie jest tylko Freiburg. To blisko trzy strzały więcej niż w ubiegłym roku. Do tego dochodzą cztery gole stracone po kontrach (najwięcej w lidze). A przecież linia defensywna nie została w żaden sposób osłabiona. I o ile mówimy, że ofensywa ucierpiała na wytransferowaniu Modeste’a, o tyle dla defensywy równie bolesny jest brak Jonasa Hectora, jedynego niemieckiego internacjonała w kadrze Kozłów. W reprezentacji grywa on najczęściej jako lewy obrońca, w klubie jednak Peter Stoeger ustawiał go od jakiegoś czasu przeważnie na pozycji defensywnego pomocnika obok Matthiasa Lehmanna. I Hector spisywał się na niej doskonale. Wygrywał średnio 61 procent pojedynków, co jak na środkowego pomocnika jest wręcz doskonałym wynikiem i podawał do kolegów ze skutecznością 84 procent. Dziś Lehmann nie ma takiego wsparcia w środku pola. Ani ze strony Marco Hoegera, ani utalentowanego Saliha Oezcana. Zresztą, żaden z nich nie ma pewnego miejsca w składzie. Trener Stoeger wciąż szuka dla Lehmanna najodpowiedniejszego partnera.
Paradoksalnie Kolonia wcale nie gra w tym sezonie aż tak źle, jak wskazywałaby na to tabela. Widać to też zresztą w szczegółowych statystykach. W wielu meczach Kozły wcale nie były gorsze od rywali. Potyczki z Hannoverem, Eintrachtem – a nade wszystko ze Stuttgartem – mogły zakończyć się zgoła innymi wynikami. Również za występ w Lidze Europy z Arsenalem piłkarze – w przeciwieństwie do kibiców – wstydzić się nie muszą. Jest w tym zatem też i trochę pecha, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie okoliczności kilku porażek i przygód z wdrażanym w bólach w Bundeslidze systemem powtórek wideo. Schmadtke, z wyczuwalną pogardą w głosie, o sędziach zasiadających w studiu przy monitorach nie mówi inaczej niż „tamci w Kolonii”. I o ile w tym przypadku Kozły mają prawo czuć się pokrzywdzone przez los, bo Kolonia Kolonii parę razy faktycznie zaszkodziła, o tyle dużym uproszczeniem byłoby zrzucanie odpowiedzialności za bieżące niepowodzenia na sędziów. Podobnie zresztą jak i na brak Modeste’a.
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ TAKŻE W NAJNOWSZYM WYDANIU „PIŁKI NOŻNEJ” (NR 43/2017)
Żukowski znów strzela i oddaje hołd Jackowi Magierze [WIDEO]
Mateusz Żukowski ma fantastyczny sezon i zaliczył już szesnastego gola dla swojej drużyny w tym sezonie. Po bramce Polak oddał hołd Jackowi Magierze. Żukowski prowadzony był przez trenera Magierę w Śląsku Wrocław.
Historia dzieje się na naszych oczach. Kobieta po raz pierwszy poprowadzi klub Bundesligi
Union Berlin ogłosił, że do końca sezonu pierwszą drużynę poprowadzi Marie-Louise Eta. To pierwsza taka sytuacja w historii piłki niemieckiej na jej najwyższym poziomie.