UEFA nie rozpatrzyła pozytywnie odwołania Legii Warszawa, w związku z czym Wojskowi zagrają z Realem Madryt przy pustych trybunach. – W pewnym stopniu interpretujemy to tak, że Legia jest klubem niechcianym w europejskich pucharach – komentuje dyrektor ds. komunikacji, Seweryn Dmowski.
Kibice Legii nie obejrzą na Ł3 meczu z Realem (foto: Łukasz Skwiot)
Kara dla klubu jest konsekwencją zamieszek, do jakich doszło podczas pierwszego grupowego spotkania Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund. UEFA postanowiła zamknąć stadion na meczu z Realem, a także nałożyła grzywnę w wysokości 80 tysięcy euro. Legia się odwołała, ale bez skutku.
Wspomniany Dmowski jest rozczarowany podejściem europejskiej federacji. – Były podstawy, by nasze odwołanie rozpatrzeć pozytywnie. Tak się nie stało, co w pewnym stopniu interpretujemy tak, że Legia jest klubem niechcianym w europejskich pucharach – mówi dyrektor.
Kibice Wojskowych nie obejrzą z wysokości trybun spotkania z Realem (2 listopada). – Bierzemy za to pełną odpowiedzialność. Oczywiście zwrócimy fanom pieniądze za bilety, o procedurze poinformujemy w oddzielnym komunikacie – dodaje Dmowski.
Legia może stracić na zamknięciu stadionu nawet 10 mln złotych. W związku z tym klub ma zamiar pociągnąć po odpowiedzialności chuliganów, którzy w trakcie mecz z Borussią doprowadzili do zamieszek przy trybunie gości. Ponadto warszawianie sondują jeszcze możliwość złożenia apelacji do Trybunału Arbitrażowego w Lozannie.
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.