Łatwo nie było, ale dobrze się skończyło. Liverpool pokonał West Ham, a kolejne trafienie zanotował Diogo Jota.
Juergen Klopp może być dumny ze swoich piłkarzy. (fot. Reuters)
The Reds przystępowali do meczu z nadzieją na utrzymanie szansy na wyrównanie, a następnie pobicie klubowego rekordu dotyczącego serii spotkań ligowych bez porażki na Anfield. Podopieczni Juergena Kloppa nie przegrali żadnego z poprzednich 61 takich starć. Lepsi w tym względzie byli jedynie piłkarze Boba Paisleya, którzy w latach 1978-81 nie ulegli rywalom w 63 kolejnych potyczkach domowych.
Mohamed Salah i spółka wygrali 27 z ostatnich 28 meczów Premier League na Anfield. Dziś chcieli pokonać West Ham, który w minionych tygodniach radził sobie znakomicie. Na tle Wolverhampton, Leicester, Tottenhamu i Manchesteru City Młoty wypadły na tyle dobrze, że sięgnęły po osiem punktów. Liverpoolowi nie zamierzały kłaniać się w pas.
Wyraz swojej determinacji gracze prowadzeni przez Davida Moyesa dali już w 10. minucie. Pablo Fornals przejął piłkę wybitą przez Joe Gomeza i uderzył ją tak precyzyjnie, że ta po odbiciu od słupka zatrzepotała w siatce.
Zadowoleni z wyniku goście cofnęli się na własną połowę i bronili dostępu do bramki. Długo czynili to z powodzeniem, lecz tuż przed przerwą Arthur Masuaku sfaulował w polu karnym Salaha, a ten pewnie wykorzystał jedenastkę. Łukasz Fabiański rzucił się w swoje lewo, futbolówka poleciała w środek.
W drugiej połowie utrzymała się przewaga The Reds, lecz ci nie byli w stanie udokumentować jej w postaci zdobycia kolejnej bramki. Kiedy zaś piłka wylądowała już w siatce, po skorzystaniu z systemu VAR sędzia dopatrzył się faulu na Fabiańskim i anulował trafienie Diogo Joty.
Co się wówczas odwlekło, to w 85. minucie nie uciekło. Tym razem Portugalczyk otrzymał podanie od Xherdana Shaqiriego i pewnie pokonał golkipera Reprezentacji Polski. To trzeci kolejny gol Joty na Anfield.
Dzięki wygranej Liverpool awansował na pozycję lidera Premier League. West Ham zajmuje pozycję numer trzynaście.
Z hukiem spadli z Premier League. To może być ich nowy trener
Burnley nie ma już nawet matematycznych szans na utrzymanie się w Premier League. Do końca sezonu zespół poprowadzi Michael Jackson, który tymczasowo przejął schedę po Scottcie Parkerze. Tymczasem media wskazały menedżera mogącego od przyszłego sezonu na stałe przejąć stery w ekipie The Clarets.