Der Klassiker dla Bayernu! Borussia walczyła do końca
Bayern Monachium pokonał Borussię Dortmund 2:1. Po słabej pierwszej połowie goście nawiązali walkę w drugiej, ale nie wystarczyło to nawet na remis.
Gospodarze szybko narzucili swoje warunki. W 4. minucie z dystansu uderzył Joshua Kimmich, ale skutecznie interweniował Gregor Kobel. Bawarczycy wyszli na prowadzenie w 22. minucie. Wówczas Kimmich dośrodkował z rzutu rożnego, a główką do bramki trafił Harry Kane. W kolejnych minutach Bayern kontynuował dominację i tworzył kolejne okazje. Najbliżej był Michael Olise, który w 36. minucie trafił w słupek. Borussia do przerwy była bezradna i nie wykreowała żadnej sytuacji. Jednobramkowe prowadzenie Bayernu było dla niej niskim wymiarem kary.
Po przerwie Borussia zaczęła dochodzić do głosu, ale w jej grze brakowało konkretów. W 65. minucie doskonałą okazję zmarnował Karim Adeyemi po stracie Kimmicha, gdy pośliznął się i uderzył nieczysto niewykorzystując nieprzygotowania obrony Bayernu. Gospodarzom udało się jednak podwyższyć prowadzenie. W 79. minucie Kane zagrał progresywne podanie do Luisa Diaza, który następnie dograł w pole karne. Tam piłkę próbował wybijać Jobe Bellingham, ale wślizgiem natarł Olise i wbił piłkę do bramki. Po 5 minutach wstrzeliła się Borussia. W pole karne dośrodkował Julian Ryerson, a na piłkę nabiegł Julian Brandt i pewnie pokonał Manuela Neuera. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry spotkanie mógł zamknąć Diaz, ale nie przegrał pojedynek z Kobelem. Borussia nie była już w stanie wyrównać i przegrała to spotkanie jedną bramką. (AC)
Historyczny debiut trenerki w Bundeslidze. Jak wypadł Union Berlin pod wodzą Marie-Louise Ety?
W Berlinie napisała się historia. Po raz pierwszy w historii zespół z TOP5 poprowadziła kobieta. Marie-Louise Eta zadebiutowała w roli trenera Unionu Berlin. Drużyna pod wodzą 34-latki przegrała z Wolfsburgiem.
Manuel Neuer nigdy nie został nowym Oliverem Kahnem. Stał się kimś znacznie lepszym
Transfer Manuela Neuera do Bayernu wykraczał daleko poza klubowe gabinety. Dyskutowano o nim nie tylko na trybunach, ale stał się sprawą quasi polityczną. Dla kibiców Schalke był reinkarnacją Judasza, dla fanów Bayernu najemnikiem i uzurpatorem niegodnym miejsca w ich klubie.