Olympique Marsylia minimalnie pokonał 1:0 Stade Rennes w zaległym meczu dwudziestej drugiej kolejki francuskiej Ligue 1. Siedemdziesiąt jeden minut na boisku spędził Arkadiusz Milik.
Na Stade Velodrome gol padł dopiero na dwie minuty przed końcem. (fot. Reuters)
Marsylczycy mogli objąć prowadzenie bardzo szybko, bo już w piątej minucie, kiedy to Gerzino Nyamsi dopuścił się zagrania piłki ręką w obrębie pola karnego. Początkowo sędzia wskazał na wapno, a Arkadiusz Milik przymierzał się do oddania strzału z jedenastu metrów, lecz koniec końców po interwencji VAR arbiter odwołał pierwotną decyzję.
W minucie trzydziestej czwartej Milik ponownie stanął przed szansą na wpisanie się na listę strzelców. Tym razem jednak doszło do uderzenia, ale strzegący dostępu do bramki Rennes Alfred Gomis staną na wysokości zadania. Reprezentant Polski oddał strzał z pola bramkowego w kierunku dalszego słupka, lecz golkiper wykazał się i skuteczną obroną udaremnił jego próbę.
W pięćdziesiątej piątej minucie gracze Olympique znów mogli otworzyć wynik spotkania. No właśnie, mogli, ale tego nie zrobili, ponieważ futbolówka po uderzenie tuż sprzed pola karnego w wykonaniu Floriana Thauvina minimalnie przemknęła obok słupka. W odpowiedzi na to Rennes postraszyło w siedemdziesiątej szóstej minucie za sprawą strzału z dystansu w poprzeczkę autorstwa Martina Terriera.
Ostatecznie pierwsze i jedyne trafienie padło dopiero w na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Luis Henrique Tomaz de Lima posłał dośrodkowanie w kierunku pola karnego, gdzie na piłkę czyhał Mickael Cuisance, który najpierw wysoko wyskoczył w powietrze, a następnie głową bezproblemowo skierował piłkę między słupki bramki bezradnego Gomisa.
Zwycięstwo z punktu widzenia graczy „OM” jest niezwykle cenne. Nie dość, że rzutem na taśmę skompletowali trzy punkty, przez co awansowali z ósmego na szóste miejsce, to na dodatek przerwali niechlubną serię czterech meczów z rzędu bez wygranej. Jeśli zaś chodzi o Rennes, to jego położenie w tabeli nie uległo jakiejkolwiek zmianie i dalej plasuje się w środku tabeli na dziesiątej lokacie.
Oskar Pietuszewski poza kadrą Porto. Powrót jednak coraz bliżej!
Oskar Pietuszewski wciąż czeka na pierwszy występ w tym sezonie, ale jego powrót do gry jest coraz bliżej. 18-latek od kilku tygodni zmaga się z urazem mięśniowym, którego nabawił się jeszcze podczas przygotowań do rozgrywek.
Edward Iordanescu kompletnie nie poradził sobie w Legii Warszawa. Rumuński szkoleniowiec stracił pracę w klubie z Łazienkowskiej zaledwie po kilku miesiącach. Od tego czasu pozostaje bezrobotny. Niewykluczone, że w najbliższym czasie przejmie jednak kolejny klub, ponieważ zainteresowanie jego usługami przejawiać ma Dynamo Kijów.
Rekord frekwencji. Tylu kibiców przyszło na mecz Chicago Fire
W nocy ze środy na czwartek Chicago Fire Roberta Lewandowskiego podzieliło się punktami z Interem Miami. Spotkanie, które reklamowane było jako starcie kapitana reprezentacji Polski z Leo Messim, przyciągnęło na Soldier Field ponad 63 tysiące widzów.