Sankcyjny mur wokół sportowej Moskwy kruszeje coraz bardziej. Kolejnym przełomem był niedawny start reprezentacji Rosji we włoskich igrzyskach paraolimpijskich. Rosjanie wystartowali tam pod swoją flagą, ze swoim hymnem, a końcowe podium wyglądało jak nowa Jałta: Chiny, Stany Zjednoczone i Rosja.
Sportowa Rosja objęta jest sankcjami od ponad dekady: zaczęły się one jednak nie wraz z aneksją Krymu i zaatakowaniem Ukrainy w 2014 roku, a aferą dopingową, którą wykryto zaraz po Soczi. Kamieniem milowym był jednak rok 2022 i początek pełnoskalowej wojny – przełomem zwłaszcza dla piłki nożnej. A stało się to raptem kilka lat po całkiem już zaawansowanych próbach połączenia lig ukraińskiej i rosyjskiej (wówczas obie plasowały się w TOP 10). Jako że w sporcie czas płynie szczególnie szybko, już drugie pokolenie rosyjskich kibiców żyje pod sportowymi sankcjami.
Cztery lata temu Rosję ukarano jednak nieszczególnie dotkliwie. Rosjanie nie zostali wyrzuceni z FIFA, a jedynie ich reprezentacja oraz kluby nie mogą brać udziału w rozgrywkach międzynarodowych. Rosja gra więc dalej w najlepsze, czasem nawet pnie się w rankingu FIFA. Np. w ubiegłym roku wyprzedziła Polskę awansując o kilka pozycji. To możliwe, gdyż Rosjanie regularnie rozgrywają mecze towarzyskie. W Rosji, gdzie ministerstwo sportu pełni często rolę ministerstwa spraw zagranicznych, Rosjanie czasem grają z drużynami dobrymi jak Kamerun, Serbia czy Iran, a na ogół ze słabszymi, dzięki którym ciułają rankingowe punkty. Tymczasem nałożone na Moskwę sankcje mogłyby być znacznie bardziej dotkliwe: można by na przykład zakazać innym drużynom rozgrywania z Rosją spotkań lub zablokować transmisję czołowych europejskich lig na jej terytorium – bo to mecz Manchester City – Arsenal jest ważniejszy dla rosyjskiego kibica niż Rosja – Bhutan.
Normalnie funkcjonuje też liga rosyjska – oczywiście: uciekło stąd wielu zagranicznych zawodników (choć po rosyjskich boiskach wciąż biegają nieporównywalnie drożsi zawodnicy niż po polskich), uciekł kapitał, ale liga nie zdezorganizowała się w takim stopniu jak ukraińska. Pojawiają się tu nawet ciekawe wątki: np. wielka kariera niedawnej królowej strzelczyń żeńskiej ligi, zawodniczki Zenitu Petersburg, Polki Gabrieli Grzywińskiej.
W światowym sporcie zmienia się jednak stosunek do Rosji. Sprzyja temu upływ czasu, sprzyja też pojawianie się innych konfliktów, o wyższej dziś intensywności, na które FIFA nie reaguje – np. inwazja Izraela na Palestynę, Liban czy Izrael i pytania o to, dlaczego Rosja została ukarana, a Izrael nie. Sprzyja też fakt, że coraz mniej krajów opowiada się jednoznacznie po stronie Ukrainy – pokazują to np. kolejne głosowania w ONZ. Przeciwko rezolucji o potępieniu Rosji w wojnie z Ukrainą głosował m.in. Waszyngton – a niedawno byliśmy świadkami pierwszej w historii sytuacji, gdy gospodarz mundialu bombardował jego uczestnika.
Rosjanie od lat powoli wracają do światowego sportu, a różne federacje prowadzą różną politykę: od liberalnej jak w przypadku boksu przez ugodową jak w przypadku tenisa po bardziej asertywną jak w przypadku hokeja. Inna sprawa, że o ile nieobecność Rosjan czy Białorusinów w tenisie zmieniłaby oblicze tej dyscypliny, o tyle w piłce jest ona symboliczna (FIFA Białorusi sankcjami zresztą nie objęła).
Niewykluczone, że za jakiś czas Rosjanie wrócą i do futbolu. Czy będzie wówczas dochodziło do regularnych „niemeczów” i dyktowanych na korzyść Sbornej walkowerów? Gdy w polskiej grupie eliminacyjnej do Euro 2008 dwukrotnie nie udało się zorganizować spotkań Armenii i Azerbejdżanu, UEFA postanowiła wyznaczyć pary krajów, które z powodów politycznych nie powinny ze sobą grać (dziś jest ich kilka). Z iloma państwami nie będzie w stanie grać Rosja? Taki problem miał pół wieku temu Izrael i dlatego przeniósł się do UEFA. Jasne, polityka nie determinuje wszystkiego, a Słowacja odpadła w barażu z Kosowem, choć Bratysława należy do kilku stolic unijnych, które nie uznają kosowskiej niepodległości. Jak miałby wyglądać jednak mecz Rosji z Litwą, Polską czy Finlandią? Dobrze o tym pomyśleć, bo Gianni Infantino nie kryje, że gdyby zależało to od niego, Rosja już dawno byłaby przywrócona w pełni praw jako członek FIFA – nawet jeśli on sam dobrze wie, że hasło oddzielenia sportu od polityki jest naiwnością. Z jakiegoś bowiem powodu zawsze w historii wysuwa je nie ofiara, a agresor.
Hiszpania świętuje awans do finału MŚ i zachwyca się swoją reprezentacją
– Tak miało być. Zaczęliśmy w Atlancie, a skończymy w Nowy Jorku. Jest już blisko. Idziemy po to! – krzyczał w szatni po zwycięstwie nad Francją najlepszy na boisku Dani Olmo. Słowa te oddają nastrój euforii w zespole Luisa de la Fuente oraz w całym kraju – wszyscy Hiszpanie zgadzają się z gwiazdą zespołu: po czymś takim, jak obalenie Francji, nie można przegrać finału, ktokolwiek byłby rywalem.
RL 2028, czyli co transfer Lewandowskiego oznacza dla reprezentacji Polski
Nie interesuje mnie, czy Robert Lewandowski zarobi w Chicago 10, 20 czy 50 milionów dolarów. Nie interesuje mnie, czy zbuduje swoją markę na amerykańskim rynku. Interesuje mnie tylko jedno – co przenosiny do Fire oznaczać będą dla reprezentacji Polski?
Mbappe na mundialu trafia z łatwością. Mówią, że trudniej trafić do samego Kyliana. Być może, z tym że na pewno nie Deschampsowi. A gdyby Les Bleus zostali mistrzami świata, to kto w ich szeregach najmocniej zasłuży na Złotą Piłkę – Mbappe, czy może jednak Olise?
To już prawie rok, od kiedy Cezary Kulesza stanął w świetle kamer i powiedziało mu się, że baza treningowa Polskiego Związku Piłki Nożnej zostanie wzniesiona w Karczewie pod Warszawą. Do zdarzenia doszło zaraz po ponownym wyborze Kuleszy na stanowisko prezesa federacji, czyli dokładnie 30 czerwca 2025 – no a bazy nie ma.
FIFA przesadziła z listą uczestników MŚ – to oczywiste. Natomiast jeśli ktoś może się cieszyć z pomysłu centrali, to na pewno Afrykańska Konfederacja Piłkarska. Na dziesięć drużyn z tego kontynentu, aż dziewięć przebrnęło fazę grupową.