Pochodzi z Wrocławia, więc logiczne, że musiał trafić do tamtejszego Śląska. W jego barwach w Ekstraklasie zdobył jednak tylko jedną bramkę w sezonie 2008-09. Został za to wtedy królem strzelców Młodej Ekstraklasy. Później grał w innych polskich klubach, lecz o tym, że potrafi być groźnym napastnikiem, przypomniał dopiero grając w Żalgirisie Wilno. Sezon 2013 zakończył jak drugi snajper ligi litewskiej. Wkrótce podpisał kontrakt z Dinamem Bukareszt i teraz jest jednym z pretendentów do strzeleckiej korony w Rumunii, gdzie trwające rozgrywki rozpoczął od hat-tricka w meczu z Otelulem Galati.
Kiedy Biliński doczeka się powołania do reprezentacji Polski?
– Jak ocenia pan swoje szanse na wywalczenie tytułu najlepszego snajpera Ligi I? – Cały czas ciężko pracuję, żeby tak się stało. Do końca sezonu zostało jeszcze osiem kolejek, dotychczas strzeliłem 11 goli, a prowadzący w tej klasyfikacji Bogdan Mitrea z Viitorulu Mamaia ma na koncie zaledwie dwa więcej, więc szanse na wywalczenie korony są całkiem realne – ocenia Kamil Biliński. – Tym bardziej że wspomniany główny konkurent do tytułu nie jest napastnikiem, lecz lewym obrońcą. Na dodatek aż 10 bramek zdobył z rzutów karnych, a pozostałe z wolnych.
– Czy przypadkiem nie zapomniał pan jednak o dzielącym was Claudiu Keseru? – Nie zapominałem, ale liderujący przed zimową przerwą w rozgrywkach w tabeli strzelców z 12 golami napastnik Steauy Bukareszt w ostatnim oknie transferowym przeszedł do katarskiej drużyny Al-Gharafa i dlatego już nie powiększy swojego dorobku.
– Jak widać, wyjazdy do krajów arabskich są modne wśród piłkarzy Steauy, bo przecież kilka tygodni wcześniej reprezentant Polski Łukasz Szukała przeszedł do zespołu Al-Ittihad z Arabii Saudyjskiej. Pana nie kuszą kluby z Bliskiego Wschodu? – Na razie takiej propozycji nie miałem, a oni wyjechali, bo otrzymali oferty interesujące pod względem finansowym. Poza tym pamiętajmy, że pod koniec ubiegłego roku w klubie Steaua doszło do konfliktu między rumuńską armią, która go założyła niedługo po drugiej wojnie światowej, a obecnym właścicielem kontrowersyjnym biznesmenem Gigi Becalim o nazwę, logo i trofea wywalczone przed rokiem 1999. W konsekwencji od niedawna grają jako FCSB, na nowym logo jest inna gwiazda, ale wciąż zajmują pierwsze miejsce w tabeli Ligi I.
– Steaua jest rekordzistą Rumunii pod względem liczby tytułów mistrzowskich, zaś Dinamo, w którym pan gra, zajmuje drugie miejsce w tym zestawieniu, tyle że po raz 18 i zarazem ostatni najlepsze w lidze było osiem lat temu. A o co walczycie w tym sezonie? – Chcielibyśmy zakwalifikować się do Ligi Europy, co nie będzie łatwe, bo ostatnio brakuje nam szczęścia. Zajmujemy szóstą pozycję ze sporą stratą punktową do trzeciego miejsca premiowanego udziałem w tych rozgrywkach. Mamy dobrych zawodników, gramy całkiem nieźle, ale nie tworzymy jeszcze kolektywu. W przerwie zimowej przyszło aż 12 zawodników i potrzeba czasu, żeby zespół był zgrany. Na dodatek mieliśmy serię meczów, w których nie potrafiliśmy strzelić gola. Natomiast sami straciliśmy je po kuriozalnych błędach defensywy. Sobotnie zwycięstwo z Rapidem Bukareszt powinno jednak być dobrym prognostykiem.
– Dlaczego pracę stracił trener Mihai Teja? – Trenerem Dinama był zaledwie od stycznia. Za jego kadencji przegraliśmy trzy mecze z pięciu, szefom klubu nie podobała się nasza gra i go zwolnili.
– 12 marca ponownie drużynę objął Flavius Stoican. Ten sam, który mnie tutaj sprowadził na początku ubiegłego roku i był naszym trenerem do końca listopada 2014 roku. Nie wydaje się panu, że Teja popełnił jednak błędy w czasie zimowych przygotowań? – Byliśmy na dwóch zagranicznych zgrupowaniach, najpierw w Turcji, a potem w Hiszpanii. Ciężko pracowaliśmy i rozgrywaliśmy wiele sparingów, między innymi na początku lutego przegraliśmy 2:4 z Legią Warszawa przygotowującą się do meczów z Ajaksem Amsterdam w Lidze Europy. Tyle że jak wspomniałem, w okresie zimowym przyszło wielu zawodników, z których nie udało się w tak krótkim czasie zrobić zespołu. Taki proces musi potrwać o wiele dłużej i z okresu przygotowawczego przeniósł się na rozgrywki ligowe. Przypomnijmy sobie, jakie problemy na jesieni ubiegłego roku miała w ten sposób przebudowywana Lechia Gdańsk, a teraz spisuje się już o wiele lepiej. Zawodnicy, którzy się nie nadawali, musieli odejść i tak pewnie stanie się w przypadku mojego klubu.
– Jak układają się stosunki z jednym z tych nowych graczy – Gordanem Bunozą, którego dobrze pamiętamy z krakowskiej Wisły? – Reprezentant Bośni i Hercegowiny spędził w naszym kraju cztery lata, więc bez problemów możemy dogadać się w języku polskim. Mogę powiedzieć, że jest to nie tylko bardzo dobry obrońca, ale i świetny kolega, z którym można miło spędzić wolny czas.
– W lutym odpadliście w półfinale Pucharu Ligi. – Niestety, przegraliśmy oba mecze z Pandurii Targu Jiu, w którym bardzo dobrze spisuje się w bramce Michał Gliwa. Wprawdzie ma groźnego konkurenta Razvana Stancę, który ma już 35 lat i powoli schodzi ze sceny. W finale Pucharu Ligi drużyna Michała zagra 20 maja z FCSB.
– Jak się czuje Kamil Biliński po uhonorowaniu tytułem piłkarza marca w rumuńskiej ekstraklasie? – Bardzo dobrze, bo niezwykle przyjemnie jest zostać wyróżnionym w taki sposób. Prestiżowa nagroda jest przyznawana przez stację telewizyjną Digi Sport, która jest w Rumunii takim medium jak u nas Canal+. Transmituje nie tylko wszystkie mecze w krajowych rozgrywkach, ale również można w niej obejrzeć spotkania z czołowych lig zagranicznych.
– Kto wręczał trofeum? – Nasz dyrektor sportowy Ionel Danciulescu. To legendarny napastnik nie tylko Dinama, ale też Steauy, który w rumuńskiej ekstraklasie zdobył 214 bramek i to jest drugi wynik w jej historii. Dla mnie jako środkowego napastnika było ogromnym zaszczytem, że nagrodę otrzymałem właśnie z jego rąk.
– Szkoda tylko, że w reprezentacji Rumunii od 1999 roku przez 10 lat rozegrał zaledwie osiem meczów. A kiedy pan nareszcie zadebiutuje w naszej drużynie narodowej? – Moim największym marzeniem jest występ w reprezentacji Polski, ale na razie nie słyszałem, żeby ktoś ze sztabu selekcjonera obserwował mnie w Rumunii. Przynajmniej nie otrzymałem takich sygnałów, ale pracuję, żeby zasłużyć na powołanie.
– Z ligi rumuńskiej do reprezentacji Polski jeszcze za kadencji Waldemara Fornalika trafił Łukasz Szukała, więc może i pana ktoś doceni. – Nie tylko on, bo powoływany był przecież także Piotrek Celeban, gdy grał w Vaslui, więc nie tracę nadziei i ja. Liga rumuńska nie odstaje poziomem od naszej ekstraklasy. Kluby z tego kraju o wiele częściej uczestniczą w Champions League niż nasze. Zdaję sobie jednak sprawę, że selekcjoner Adam Nawałka ma swoją koncepcję, a także grupę napastników, na których postawił, z Robertem Lewandowskim na czele, a są jeszcze Arkadiusz Milik i Łukasz Teodorczyk.
– Może łatwiej byłoby o miejsce w kadrze, gdyby grał pan jednak w silniejszej lidze? – Teraz koncentruję się, żeby zająć jak najwyższą pozycję z Dinamem na koniec rozgrywek. Moim marzeniem jest sprawdzić się kiedyś w niemieckiej Bundeslidze, ale na razie oferty stamtąd nie otrzymałem.
– A powrót do kraju nie wchodzi w rachubę, na przykład do GKS Bełchatów, którego trenerem jest od niedawna Marek Zub, dobrze panu znany z Żalgirisu? – Poza krajem jestem już prawie trzy lata, ale kiedyś trzeba będzie wrócić do Polski, więc takiej ewentualności nie mogę wykluczyć. Tymczasem świetnie czuję się jednak w Rumunii, gdzie jestem z żoną i 16-miesięcznym synkiem Nikodemem. Bukareszt bardzo mi się podoba, z tym że piłkarzom klub wynajmuje mieszkania pod miastem, tak żebyśmy mieli blisko do ośrodka treningowego Dinama. Na pewno ma to swoje plusy.
– Na ile prawdziwe były doniesienia mediów kilka miesięcy temu o kłopotach finansowych Dinama? – Przed rozpoczęciem rozgrywek był jakiś problem, gdy właściciele dowiedzieli się o dodatkowym zadłużeniu klubu, o którym wcześniej ich nie poinformowano. Szybko wszystko zostało jednak uregulowane, chociaż trzeba było nieco odchudzić budżet na ten sezon. Klub wychodzi na prostą i teraz potrzebny jest sukces sportowy. Od kilku lat Dinamo nie było bowiem w pierwszej trójce na koniec rozgrywek. Właściciel Ionut Negoita marzy o tym, żeby wróciły złote czasy, gdy zespół nie tylko kolekcjonował trofea krajowe, ale był nawet w półfinale Pucharu Mistrzów.
– A pan jest zadowolony ze swojej sytuacji w Dinamie? – Jak najbardziej, obiecane pieniądze otrzymuję na czas. Nic, tylko dobrze grać!
Wywiad ukazał się także w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”
Jak wygląda sytuacja z bramkarzami w kadrze? Tak źle nie było od lat
Lada moment Jan Urban ogłosi powołania na jedno z najdłuższych zgrupowań reprezentacji Polski w ostatnich latach. Przed nami aż cztery mecze w Lidze Narodów, a między słupkami w kadrze wygląda na najgorszą od dłuższego czasu.
Ellis Simms zostanie powołany do reprezentacji Polski? [WIDEO]
Ellis Simms zgłasza akces do gry z orzełkiem na piersi. Czy waszym zdaniem napastnik Coventry City powinien być brany przez Jana Urbana pod uwagę jako opcja na pozycji numer dziewięć?
Jakub Piotrowski został zmieniony już w 15. minucie ligowego meczu Udinese z Lazio. Chwilę wcześniej reprezentant Polski złapał się za brzuch i sygnalizował problemy zdrowotne. Po spotkaniu klub przekazał szczegóły dotyczące jego stanu.
Moder przekazał nowe wieści o zdrowiu. „Wciąż mam dolegliwości w kolanie”
Jakub Moder wciąż nie jest zdolny do gry, a ponadto jego kariera w klubie stanęła pod znakiem zapytania. Reprezentant Polski odniósł się do wszystkich kwestii w rozmowie z Foot Truck.