Czy da się sprzedać na pniu cały nakład wydania magazynu,
które poza okładką liczy 99 pustych stron? Owszem, pod warunkiem,
że to kolportowany w Anglii fanzin poświęcony futbolowi.
A ściślej dało się w latach 80. ubiegłego wieku, czyli złotej erze tego środka przekazu. Obecnie, w trudnych czasach dla mediów drukowanych, jego popularność jest znacznie, znacznie mniejsza. Ale specyficzna prasa nie wyginęła. Więcej, nadal sprawuje ważne funkcje.
NIEODŁĄCZNY ELEMENT SUBKULTURY KIBICOWSKIEJ
Choć termin ukuto – z połączenia słów fanatic i magazine – w 1940 roku, pierwsze niezależne, nieoficjalne, nieprofesjonalne publikacje przygotowywane przez fanów dla fanów – bo właśnie tym są fanziny – powstały dekadę wcześniej. Kolebkę stanowiły Stany Zjednoczone i tamtejsze środowisko osób pochłoniętych przez science fiction. Prymitywnymi z dzisiejszej perspektywy metodami, a w konsekwencji w ekskluzywnie niskich liczbach kopii, wydawało opowiadania, zbiory wierszy, recenzje oraz relacje. Pomysł chwycił i szybko przedostał się do Europy. Na najżyźniejszy grunt trafił w Wielkiej Brytanii. Plony najpierw zebrała scena muzyczna, konkretnie punkowa, a zaraz potem sportowa, zwłaszcza piłkarska, lecz także rugby.
Futbol był wówczas w zupełnie innym miejscu niż jest teraz, również medialnie. W gazetach, radiu i telewizji poświęcano mu niewiele uwagi. Jeśli już, pisano i mówiono o chuligańskich wybrykach ludzi utożsamiających się z poszczególnymi klubami. Prawdziwi kibice odczuwali z tego powodu niesprawiedliwość, zmarginalizowanie oraz niedosyt treści. Skutecznym antidotum na wszystko okazały się fanziny.
Autorzy zamieszczanych w nich przekazów – felietonów, analiz, wywiadów, komiksów, obrazków satyrycznych – podjęli walkę z demonizowaniem sympatyków piłki nożnej jako ogółu. Poruszali i wciąż poruszają sprawy ważne dla danego klubu lub generalnie ich ulubionej dyscypliny sportu, jak obecne na stadionach rasizm i homofobia, rosnące ceny biletów na mecze, niekompetentność osób zarządzających drużynami czy nabierający na sile prymat nadawców telewizyjnych. Z punktu widzenia kibica. Bez owijania w bawełnę. Nie trzymając się sztywnych konwencji. W kontrze do mediów lokalnych i krajowych, a także treści publikowanych przez kluby. Często z wyraźnym nacechowaniem emocjonalnym. Trochę poważnie, trochę humorystycznie. Do nabycia za symboliczną kwotę, w okolicach stadionów, przed meczami i po nich, zazwyczaj w formie miesięcznika.
Tak fanziny zostały bardzo istotnym, wręcz nieodłącznym elementem subkultury kibicowskiej w Anglii. Mówi się, że zagwarantowały fanom futbolu szansę zabrania głosu, jakiej długo nie gwarantowały media publiczne i komercyjne. Poświęcona im wystawa – dostępna dla odwiedzających między majem a sierpniem ubiegłego roku w Bibliotece Głównej Leeds – nosiła zresztą tytuł „Głos kibiców”. Od dekad organizowane są plebiscyty na najlepszy fanzin w kraju bądź lidze.
Szacuje się, iż w złotych latach 80. nad Tamizą regularnie wydawano od 300 do 400 fanzinów piłkarskich. W zasadzie każdy klub miał dedykowany przynajmniej jeden, te największe kilka albo nawet kilkanaście. Ponadto funkcjonowały przygotowywane przez kibiców środki przekazu dotyczące futbolu w ogóle. W sumie sprzedaż przekraczała milion kopii rocznie.
Obecnie regularnie wydawanych fanzinów piłkarskich jest w Anglii około 60. Wyparł je – lub przekonwertował w tak zwane e-ziny, ewentualnie webziny, czyli strony www – powszechny dostęp do internetu. Dzięki niemu wszelkiej maści materiały są tańsze w produkcji i docierają do większej liczby osób, w krótszym czasie, natomiast informacje są na wyciągnięcie ręki dla każdego, kto ich szuka. Swoje zrobił spadek czytelnictwa prasy. No i pandemia koronawirusa, komplikująca, a momentami wprost uniemożliwiająca kolportowanie fanzinów.
Kilkadziesiąt jednak przetrwało. Mają wierne grono odbiorców, hołdujących tradycji nabywania treści tworzonych specjalnie dla nich, przez ludzi, obok których siedzą na trybunie i w pubie i z którymi dzielą pasję do wspierania określonego klubu.
GŁOWA JAK PLANETARIUM I WOJNA MONSTER TRUCKÓW
„The Gooner” poświęcony Arsenalowi, „Red All Over the Land” dedykowany Liverpoolowi, „King of the Kippax” przeznaczony dla sympatyków Manchesteru City, „Red News” i „United We Stand” adresowane do kibiców Manchesteru United, „Dogma” dla fanów Brighton & Hove Albion, „The Square Ball” związane z Leeds United, „A Love Supreme” opisujące Sunderland, „Fly Me To The Moon” tworzone z myślą o Middlesbrough – to tylko niektóre z aktualnie rozprowadzanych tytułów.
Najstarszym z nadal prowadzonych fanzinów piłkarskich jest „The City Gent”, którego korzenie sięgają 1984 roku. Od przeszło czterech dekad sumiennie relacjonuje wydarzenia dotyczące Bradford City (obecnie występującego na trzecim szczeblu rozgrywkowym). To jego autorzy wpadli na pomysł wydania numeru z 99 pustymi stronami, na okładce pisząc „Wszystko, co chcesz wiedzieć o Leeds United”, wszak Pawie to rywale Kogutów. Niezbędny dodruk nosił dopisek „Skrupulatnie zaktualizowane”. Słynny angielski banter w najczystszej postaci.
Pierwszym futbolowym faniznem kolportowanym nad Tamizą był „Foul” (pierwszym na świecie natomiast poświęcony Celtikowi „The Shamrock”, powstały w roku 1963). W latach 1972-1976 pracowali nad nim studenci uniwersytetu w Cambridge. Zainspirował ich „Private Eye”, funkcjonujący do dziś dwutygodnik znany głównie z satyrycznego kpienia z osób publicznych. Oni kpili z piłkarzy, trenerów oraz sędziów. Nie powtórzyli jednak fenomenu pierwowzoru, zakończyli działalność po wyprodukowaniu 34 wydań.
Za najbardziej kultowy i najbardziej zasłużony dla branży fanzin piłkarski uchodzi dwumiesięcznik „When Saturday Comes”. Obecnie jedyny tego typu środek przekazu o charakterze ogólnokrajowym. Sprzedający się w 20 tysiącach egzemplarzy. W latach 80. minionego wieku członkowie redakcji mocno wspierali kolegów po fachu tworzących fanziny dedykowane klubom, pomagając im w całym procesie.
Być może załapali się na to autorzy „Brian Moore’s Head Looks Uncannily Like London Planetarium” („Głowa Briana Moore’a wygląda zadziwiająco podobnie do londyńskiego planetarium”), periodyku adresowanego do kibiców Gillingham. Na pewno mieliby duże szanse na zwycięstwo w plebiscycie na fanzin o najdziwniejszym tytule (Brian Moore to były dyrektor klubu, a reszta pochodzi z utworu kapeli rockowej Half Man Half Biscuit). Nie lada konkurencję stanowiłoby jednak rozprowadzane wśród sympatyków Sheffield Wednesday „War of the Monster Trucks” („Wojna monster trucków”). Nazwę wzięło od programu wyemitowanego przez telewizję tuż po zakończeniu finału Pucharu Ligi, w którym Sowy pokonały Manchester United, co odebrało fanom nieobecnym na stadionie możliwość obejrzenia świętowania sensacyjnego sukcesu przez ich ulubieńców. Nie zapomnieli tego.
Ideę fanzinu najlepiej oddaje działalność sunderlandzkiego „A Love Supreme”. To nie tylko regularne, pełne pasji opisywanie losów klubu (ponad 300 numerów sprzedanych w przeszło dwóch milionach kopii). Także wydawanie książek – sztuk 43 – i przeznaczanie nabytego z nich dochodu na fundację charytatywną Czarnych Kotów. Produkowanie wlepek oraz koszulek zawierających antyrasistowskie hasła, przekazując zarobione na tym pieniądze organizacjom dążącym do zwalczenia dyskryminacji na tle rasowym. Zachęcanie odbiorców do dbania o zdrowie psychiczne. Wynajmowanie autokaru dla kibiców udających się na mecz wyjazdowy – nieprzerwanie od 1998 roku! Promowanie utalentowanych w dziedzinie komponowania tekstów piłkarskich osób; dla „A Love Supreme” pisał, a nawet sprzedawał je pod stadionem, Jonathan Wilson, ten od, między innymi, „Odwróconej piramidy” i „Aniołów o brudnych twarzach”, dziś współpracujący z „The Guardian” i „World Soccer”, kiedyś również z „The Independent”, „FourFourTwo”, „Sports Illustrated” oraz „Financial Times”. W skrócie – od fanów, dla fanów, zgodnie z ogólnie przyjętą definicją fanzinu.
Julian Alvarez jest jednym z najbardziej pożądanych piłkarzy wśród europejskich gigantów. Według medialnych doniesień w wyścigu o usługi Argentyńczyka przeewodzi Chelsea.
Manchester United poprawił swoje wyniki, ale wciąż szuka sposobu na powrót do dawnej świetności. Czerwonym Diabłom ma w przyszłości pomóc w tym nowy pomocnik.
Manchester City nie odpuszcza Arsenalowi! Tak wygląda tabela Premier League
Zarówno Arsenal, jak i Manchester City wygrały swoje spotkania w 25. kolejce tego sezonu Premier League. Tym samym w ligowej tabeli oba kluby nadal dzieli różnica 6 punktów.