Jakiś czas temu na okładce hiszpańskiego dziennika „AS” pojawił się Raheem Sterling z przewieszoną przez ramię koszulką Realu Madryt. Pytanie czy to faktycznie o jego usługi Florentino Perez powinien powalczyć w pierwszej kolejności podczas najbliższego lata?
Real powinien sięgnąć po Kevina De Bruyne?
Grzegorz Garbacik
Młody Anglik znakomitym piłkarzem jest i basta, ale w tym tekście pełni jedynie rolę pomocniczą. Królewskim przydałby się bez wątpienia, tak samo jak kilku innym wielkim klubom w Europie. W Madrycie powinni się jednak bardzo poważnie zastanowić, czy Sterling jest właśnie tym graczem Manchesteru City, którego nazwisko powinno znaleźć się na szczycie listy życzeń. A jeśli nie on, to kto? Oczywiście Kevin De Bruyne.
Madrycka noc
Po tym jak w lidze angielskiej Liverpool odjechał Obywatelom na dystans, którego odrobić się już po prostu nie da, cała uwaga Pepa Guardioli skupiła się na Champions League. Upragnione trofeum Hiszpana, które ten pożąda ponad wszystko, a którego nie może zdobyć od rozbratu z Barceloną. W 1/8 finału Manchester City trafił właśnie na Real, a pierwsze starcie gigantów odbyło się na Estadio Santiago Bernabeu. Do przerwy nic nie wskazywało na to, by Królewscy mieli mieć jakiekolwiek problemy z odniesieniem zwycięstwa. Ich wyrachowanie na tle słabo prezentującego się przeciwnika miało wystarczyć, ale Zinedine Zidane nie przewidział jednego – goście mieli w swoim składzie prawdziwego asa. Właściwie wszystko co dobre w Manchesterze podczas tego wieczoru wychodziło od Kevina De Bruyne. To on uruchomił znakomitym prostopadłym podaniem Gabriela Jesusa, którego przed zdobyciem gola powstrzymał Courtois, to również on dośrodkował w pole karne i o mały włos nie zaliczył asysty przy trafieniu Riyada Mahreza. Tym razem gospodarzy uratowali jednak do spółki Sergio Ramos i Casemiro, którzy zablokowali piłkę na linii bramkowej.
W drugiej połowie znakomity Belg również nadawał ton grze swojej ekipy i to on zakręcił rywalem w polu karnym, a jego wrzutkę na gola zamienił Jesus. W końcówce pomocnik wziął również na swoje barki ciężar wykonania rzutu karnego, co we wcześniejszych meczach nie udało się aż czterem jego kolegom. Urzędujący mistrz Anglii wygrał w Madrycie, a nad grą architekta tego zwycięstwa i głównego dyrygenta City zachwytom nie było końca. To wtedy, jak donoszą angielskie media, w głowie Florentino Pereza miała zakiełkować myśl, że to właśnie kogoś takiego potrzebuje jego klub. Czy będzie to idea, którą w najbliższych miesiącach uda się przekuć w czyny? Nie można tego wykluczyć, szczególnie, jeśli kara nałożona na City zostanie utrzymana w mocy i drużyna Guardioli nie będzie mogła zagrać w dwóch najbliższych edycjach Ligi Mistrzów.
Maestro Kevin
Zainteresowanie Realu reprezentantem Belgii nie byłoby zresztą niczym nowym, ponieważ przed dwoma laty w mediach pojawiły się informacje na temat jego tajemnego flirtu z Los Blancos. Sprawa została jednak bardzo szybko ucięta podpisaniem przez Belga lukratywnej sześcioletniej umowy z Manchesterem City, która gwarantowała mu zarobki na poziomie 280 tysięcy funtów tygodniowo. Patrząc przez pryzmat czasu, na Etihad Stadium nie żałują zapewne ani pensa przelanego na konto piłkarza.
– To jest obecnie najlepszy pomocnik. Nie tylko w Anglii, ale w całej Europie. Chcieliby go w Realu, Barcelonie, Bayernie czy Liverpoolu. Za każdą cenę – powiedział na antenie Virgin TV Greame Souness i trudno mu w tej kwestii odmówić racji. Szczególnie, jeśli spojrzy się na liczby De Bruyne.
Tylko w tym sezonie Belg wystąpił już w 35 meczach, zdobywając w nich dziewięć goli i notując na swoim koncie 20 asyst! Aż 17 z nich zaliczył w Premier League, co sprawia, że jest już o krok od wyrównania swojego najlepszego wyniku z kampanii 2016-17, ale także ustanowienia rekordu całej ligi. Ten należy od niemal dwóch dekad do Thierry’ego Henry’ego, który grając w Arsenalu był w stanie zgromadzić w jednym sezonie aż dwadzieścia decydujących podań przy bramkach kolegów. Jako, że Manchester City ma jeszcze do rozegrania dziewięć meczów (jeśli rozgrywki ligowe w Anglii zostaną dokończone, co z powodu bardzo poważnej sytuacji epidemiologicznej nie jest wcale takie pewne), to wynik ten jest jak najbardziej do pobicia.
Same suche liczby to jednak nie wszystko, ponieważ wpływ De Bruyne’a na Manchester City i w dużej mierze uzależnienie drużyny od kierowanego przez Belga departamentu kreacji, widać właśnie w statystyce szans, które stworzył on swoim kolegom w tym sezonie. Squawka wyliczyła, że było ich łącznie 96 (2154 minuty na boisku), podczas gdy drugi w tej klasyfikacji Trent Alexander-Arnold ma ich w dorobku 75 (2550 minut). Znamienne jest, że w czołowej dziesiątce takiej klasyfikacji nie ma żadnego innego zawodnika Obywateli, a przecież mówimy o wiceliderze tabeli i jednej z najbardziej ofensywnie usposobionych ekip na świecie.
Nigdy się nie poddawaj
Teza, że Manchester City jest uzależniony od Kevina De Bruyne nie wydaje się ryzykowana. W tym sezonie opuścił on zaledwie dwa ligowe mecze – oba zakończyły się porażkami mistrzów Anglii. W obu zespół Belga nie zdobył nawet gola. Nie jest to jednak pierwszy taki przypadek, kiedy dana drużyna karmiła się z tego, co „wytworzył” 29-latek. Tak samo było przecież po odrzuceniu go przez Chelsea, kiedy znalazł swoje miejsce na ziemi w Niemczech. W swoim najlepszym sezonie w Bundeslidze, grając wtedy jako zawodnik Wolfsburga, wystąpił w 51 meczach, zdobywając 16 bramek i dokładając do tego 28 asyst, z czego 21 w samej tylko lidze, co do dziś pozostaje jej rekordem.
Co ciekawe, kiedy w trakcie ubiegłej kampanii pomocnik opuścił aż 30 spotkań City, a jego zespół i tak w znakomitym stylu sięgnął po mistrzostwo, pojawiły się głosy, że to uzależnienie od Belga wcale nie jest takie duże. Olivier Kay zauważa jednak na łamach „The Athletic”, że wtedy ciężar gry rozkładał się na większą liczbę piłkarzy. W tym sezonie De Bruyne dzierży batutę już sam i jeśli jest na boisku, to każda akcja ofensywna musi otrzymać jego stempel jakości. Nic więc dziwnego, że nazwisko złotowłosego pomocnika łączy się z Realem Madryt i nie dziwi, że coraz głośniej to właśnie Belga wymienia się w gronie mocnych kandydatów do Złotej Piłki. Zwycięstwo w Lidze Mistrzów (o ile rozgrywki zostaną dokończone) i dobry wynik na Euro 2020 (o ile turniej dojdzie do skutku) bardzo by go do tego celu przybliżyły.
W samej tylko Premier League kandydatów do otrzymania nagrody dla Piłkarza Sezonu jest przynajmniej kilku. Najczęściej w tym kontekście wymienia się dwóch liderów The Reds, a więc Sadio Mane oraz Virgila van Dijka, ale zdaniem wielu fachowców, to nie oni, a właśnie De Bruyne powinien zgarnąć nagrodę dla najlepszego zawodnika ligi.
– Kiedy pojawia się na boisku, to na jego głowie i barkach spoczywa ciężar nieporównywalny z tym, który dźwigają inni piłkarze – powiedział podczas wizyty w studio Sky Sports Jamie Redknapp, były pomocnik m.in. Tottenhamu i Liverpoolu. – Wokół niego zawsze widać pewną aurę mocy i pewności swoich poczynań. Tak jakby nikt nie był w stanie go zaatakować, a jego podania są po prostu niewiarygodne. Praktycznie zawsze dochodzą celu i są w stanie rozpruć każdą obronę – dodał.
– Wiem, że wielkim faworytem do nagrody jest Van Dijk, znakomity sezon rozgrywa Jordan Henderson, a osobiście jestem fanem gry Sadio Mane, ale kiedy patrzę na De Bruyne, to nie mam wątpliwości, że to obecnie najlepszy piłkarz w Premier League. On wyprzedza resztę o mile – zakończył Redknapp. Wtórował mu Micah Richards, były reprezentant Anglii. – Wygrana Liverpoolu w rozgrywkach ligowych oznacza, że nagrodę dostanie zapewne, któryś z jego zawodników, ale bądźmy szczerzy – nie ma tam żadnego piłkarza o standardach Kevina De Bruyne – stwierdził.
Trzeci po piłkarskich bogach
Teza, że Belg zapracował sobie na miano największej gwiazdy Premier League jest dość powszechna. Pomocnika broni wszystko – od boiskowej inteligencji zaczynając, a na liczbach kończąc. Pojawiają się jednak również głosy, że można go już stawiać w jednym rzędzie z największymi piłkarzami naszych czasów, a więc Leo Messim i Cristiano Ronaldo, których czas powoli dobiega końca.
Sam zainteresowany zdaje się być pewny swoich umiejętności i nie ukrywa, że jest już bardzo bliski wejścia na poziom nieosiągalny dla zwykłych śmiertelników.
– Myślę, że nie jestem tak daleko – powiedział podczas rozmowy ze Sky Sports. – Zawsze staram się robić na boisku wszystko tak dobrze jak tylko potrafię. Nie wiem, kto dokładnie decyduje o tym, kto jest najlepszy, ale ktokolwiek nie byłby na topie, to nie jestem zbyt daleko za nim. Na pewno dziś jestem dużo bardziej kompletnym piłkarzem niż byłem jeszcze kilka lat temu – dodał.
Walka o schedę po Messim i Ronaldo toczy się już od dłuższego czasu. Ich wielkim następcą może zostać Kylian Mbappe z Paris Saint-Germain, wielu widziało na ich miejscu Edena Hazarda z Realu Madryt, ale jeśli ta dwójka pozostaje w grze, to rozgrywający Manchesteru City tym bardziej.
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.