Ze skrajności w skrajność. Ile znaczy finał Ligi Europy dla Tottenhamu?
Finał Ligi Europy jest dla Tottenhamu Hotspur najważniejszym meczem nie tylko w bieżącym sezonie, ale też w ostatnich latach. Na jego rozstrzygnięciu może wiele zyskać lub wiele stracić.
Według powszechnie panującej opinii Koguty nie przystąpiły do równie istotnego starcia od 2019 roku, kiedy w finale Ligi Mistrzów zmierzyły się – i przegrały – z Liverpoolem. Mimo że jej arenę stanowi europejski puchar niższej kategorii, dzisiejsza potyczka z Manchesterem United ma nawet większą stawkę.
Jej rezultat zdefiniuje trwający sezon w wykonaniu londyńczyków. Jeśli odniosą zwycięstwo, rozgrywki 2024-25 zostaną zapamiętane jako te, w których wreszcie zakończyli trwające od 17 lat – i triumfu w Pucharze Ligi – oczekiwanie na zdobycie trofeum. – Czuję, że to może być punkt zwrotny, jeśli chodzi o postrzeganie tego klubu, lecz także tego, jak on sam siebie postrzega, co moim zdaniem jest najważniejsze. Niezależnie, co osiągniesz, dopóki niczego nie wygrasz, ludzie będą o tym mówić, w naszym sporcie to znaczy najwięcej dla oceny miejsca, w którym jesteś – twierdzi Ange Postecoglou. Jeśli jednak jego podopieczni poniosą porażkę, sezon 2024-25 będzie wspominany jako jeden z najgorszych w historii klubu. Ten, w którym przegrali 21 (albo 22) z 38 meczów ligowych, zajęli być może ostatnie bezpieczne miejsce w tabeli, a na pewno nie wyższe niż 14. i nie musieli drżeć o utrzymanie tylko dzięki obecności w stawce najsłabszych beniaminków w dziejach Premier League. Ze skrajności w skrajność.
Wynik rywalizacji na San Mames zdefiniuje także następny sezon w wykonaniu Tottenhamu. W przypadku pokonania Manchesteru United zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. W przypadku zostania pokonanym nie wystąpi w europejskich pucharach. Znów – ze skrajności w skrajność.
Wcześniej będzie jeszcze letnie okno transferowe, również zdefiniowane przez rozstrzygnięcie finału Ligi Europy. Z uzyskanymi pieniędzmi – 70, może nawet 80 milionów funtów, wliczając premie od UEFA i sponsorów oraz przychody z dni meczowych – i przepustką do Ligi Mistrzów londyńczycy łatwiej wzmocnią kadrę. Bez nich przyjdzie to znacznie trudniej.
Czy rezultat zmagań z Czerwonymi Diabłami zdefiniuje przyszłość Postecoglou? Niekoniecznie. Porażka na pewno zakończy jego kadencję na stanowisku szkoleniowca Kogutów. Zwycięstwo nie zagwarantuje mu jej przedłużenia. Drużyna nie rozwija się pod wpływem stosowanych przez niego metod, wprost przeciwnie. Relacje na linii trener – kibice są napięte, naszpikowane wzajemnymi uszczypliwościami werbalnymi i gestykulacyjnymi. Zarząd klubu to dostrzega i latem prawdopodobnie położy kres.
Czuję, że to może być punkt zwrotny, jeśli chodzi o postrzeganie tego klubu, lecz także tego, jak on sam siebie postrzega, co moim zdaniem jest najważniejsze. Niezależnie, co osiągniesz, dopóki niczego nie wygrasz, ludzie będą o tym mówić, w naszym sporcie to znaczy najwięcej dla oceny miejsca, w którym jesteś.
Niestety dla Tottenhamu, tak istotny mecz zastał go w fatalnym momencie pod względem stanu zdrowotnego kadry. Na boisku zabraknie Dejana Kulusevskiego, Jamesa Maddisona i Lucasa Bergvalla – kluczowych zawodników zespołu. Gdyby nie byli kontuzjowani, każdy zagrałby od pierwszej minuty i zwiększyłby szansę na triumf.
Czy ich nieobecność zaważy na wyniku? A może Tottenham już po raz czwarty w bieżącym sezonie pokona Manchester United? Ogromna stawka starcia go uskrzydli czy przytłoczy? Odpowiedzi już niebawem.
Gol w 29. sekundzie! Aż ciężko w to uwierzyć [WIDEO]
Celtic nie dał rady odrobić strat z pierwszego meczu I przegrał w dwumeczu ze Stuttgartem. W drugim meczu wygrał jednak 1:0 po golu Luke'a McCowana w 29. sekundzie.