Dokładnie dwadzieścia pięć lat temu, 10 maja 1995 roku, Real Saragossa wygrał Puchar Zdobywców Pucharów. Zwycięstwo hiszpańskiej drużynie zapewnił niewyobrażalnym wręcz strzałem z dystansu w ostatniej minucie dogrywki Mohamed Ali Amar – szerzej znany jako Nayim.
(fot. Reuters)
Dla przypomnienia – Puchar Zdobywców Pucharów to nieistniejący już europejski turniej piłkarski organizowany przez UEFA w latach 1961-1999. W zmaganiach uczestniczyły wszystkie drużyny ze Starego Kontynentu, którym w poprzednim sezonie udało się sięgnąć po krajowy puchar.
Nie inaczej było w przypadku Realu Saragossa. Klub ze stolicy Aragonii w 1994 roku nie miał sobie równych w rozgrywkach Pucharu Króla, co automatycznie oznaczało uzyskanie przepustki na międzynarodową rywalizację.
Piłkarze prowadzeni wówczas przez Victora Fernandeza (który, co ciekawe, aktualnie również jest szkoleniowcem ekipy z Estadio La Romareda) obrali sobie ambitny, choć nie do końca określony i mglisty cel – zajść jak najdalej. I konsekwentnie go realizowali.
Rumuńska Gloria Bystrzyca w pierwszej rundzie przekonała się na własnej skórze o sile biało-niebieskich przegrywając boleśnie 2:5 w dwumeczu. W następnej fazie również słowacki Tatran Preszów dostał solidną lekcję futbolu od saragosyjczyków, tracąc w dwóch spotkaniach łącznie sześć bramek, jednocześnie strzelając raptem jedną.
Dopiero w ćwierćfinale i półfinale podopiecznym Fernandeza przyszło zmierzyć się z drużynami znacznie poważniejszego formatu, lecz ani holenderski Feyenoord Rotterdam, ani angielska Chelsea Londyn nie zdołały – mimo rewanżowych victorii – przerwać zwycięskiego marszu w wykonaniu „Blanquillos”, ponosząc w dwumeczu porażkę odpowiednio w stosunku 1:2 i 3:4.
W taki oto sposób Fernandez i spółka znaleźli się w upragnionym finale rozgrywanym na wypełnionym po brzegi paryskim Parku Książąt. Już tylko jeden mecz dzielił ich od powiększenia klubowej gabloty przeznaczonej na trofea. Aby to uczynić, musieli pokonać Arsenal Londyn.
W 68. minucie spotkania przybysze z Półwyspu Iberyjskiego wyszli na prowadzenie za sprawą piekielnie mocnego, a zarazem precyzyjnego uderzenia autorstwa Juana Esnaidera. Dziewięć minut później londyńczycy doprowadzili do wyrównania, sprawnie przeprowadzając zespołową akcję, którą skutecznie sfinalizował John Hartson.
Dziewięćdziesiąt minut gry okazało się być niewystarczająca ilością czasu, by wyłonić zwycięzcę finałowego pojedynku. Wszystko wskazywało na to, że kolejnych trzydzieści w ramach dogrywki również. Snujący się po boisku na resztkach sił piłkarze wydawali się być pogodzeni z koniecznością rozegrania konkursu rzutów karnych.
Na stadionowym zegarze wybiła sto dwudziesta minuta.
Przez nikogo niepilnowany Nayim wszedł w posiadanie piłki w środkowej strefie boiska. Hiszpański zawodnik o marokańskich korzeniach dostrzegł wysoko ustawionego w bramce Davida Seamana. Nayim – niewiele się zastanawiając – postanowił spróbować swoich sił strzałem z dystansu. Uderzona mocno futbolówka nabrała widowiskowej trajektorii lotu, wznosząc się najpierw wysoko w górę, by następnie równie gwałtownie zacząć opadać tuż pod poprzeczkę. Rozpaczliwie interweniujący Seaman nie zdołał nic wskórać.
Na widok piłki w siatce część stadionu zajętą przez saragosyjczyków ogarnęła niepohamowana fala euforii, z kolei londyńscy fani ze smutkiem, ale i podziwem spoglądali na cieszących się piłkarzy przywdzianych w biało-niebieskie stroje. Hiszpańscy komentatorzy niczym mantrę powtarzali dla wszystkich zrozumiała frazę. „Gol De Nayim!” było słychać zewsząd. Sędziujący mecz arbiter Piero Ceccarini po tym zagraniu nie wznowił już gry. Właśnie w takich okolicznościach Real Saragossa sięgnął po drugie i – jak dotąd – ostatnie trofeum na europejskiej arenie w historii.
Sukces Ewy Pajor! Wygrana w El Clasico i kolejne trofeum do kolekcji
Barcelona Femeni sięgnęła po szósty tytuł Superpucharu Hiszpanii, odprawiając w sobotnim spotkaniu Real Madryt z kwitkiem. W podstawowym składzie Blaugrany wyszła napastniczka reprezentacji Polski, Ewa Pajor.
Michał Nalepa znalazł nowy klub! Opowiedział o życiu w Turcji
Był bez klubu od września, kiedy to rozwiązano z nim kontrakt ze względu na limit obcokrajowców, a po kilku miesiącach czekania wiemy, gdzie będzie kontynuował swoją karierę. Opowiedział nam o tym, jak żyje się w Kraju Półksiężyca.