Siedem lat. Właśnie tyle już minęło od dnia, w którym Sir Alex Ferguson po raz ostatni poprowadził Manchester United. Słynny Szkot był architektem wielkości klubu, który od momentu jego odejścia nie może wrócić na należne mu miejsce.
Człowiek, który odmienił oblicze Manchesteru United (fot. Reuters)
Kiedy w listopadzie 1986 roku Ferguson otrzymał nominację na menedżera Czerwonych Diabłów, nikt nie mógł przewidzieć, że była to jedna z najważniejszych decyzji w historii klubu. Szkot prowadził wcześniej z sukcesami Aberdeen, wygrywając z nim Puchar Zdobywców Pucharów i Superpuchar Europy, jednak na Old Trafford mogli mieć wątpliwości, czy jest to właściwy człowiek do tego, by po wielu latach posuchy przywrócić Manchesterowi blask.
Pierwsze sezony w nowym klubie nie były dla Fergusona łatwe i gdyby jego szefowie nie wykazali się cierpliwości, to kto wie, czy doczekaliby momentu powrotu na tron. Co prawda Manchester United już w sezonie 1989-90 wygrał rozgrywki Pucharu Anglii, ale nie było żadną tajemnicą, że najważniejszym celem było mistrzostwo kraju, którego na Old Trafford nie widziano od końcówki lat 60. Udało się podczas kampanii 1992-93 i był to początek wielkiej dominacji klubu na krajowej arenie.
Łącznie, pod wodzą Sir Alexa Fergusona, Manchester United sięgnął po 38 trofeów. 13 mistrzostw Anglii, 5 zwycięstw w FA Cup i 4 Puchary Ligi – taki dorobek pokazuje, że Czerwone Diabły było bardzo trudno pokonać, a ich menedżer nie lekceważył żadnych rozgrywek. Czym jednak byłby jego dorobek i wielka spuścizna, bez triumfów na arenie międzynarodowej?
United po wodzą Szkota dwukrotnie wygrywali Ligę Mistrzów, a do legendy przeszedł ich mecz z 1999 roku, kiedy to na Camp Nou pokonali po dramatycznej końcówce Bayern Monachium, wydzierając zwycięstwo w doliczonym czasie gry. Po końcowym gwizdku menedżer wypowiedział jedne z najbardziej ikonicznych słów w historii całej dyscypliny, czyli słynne „Football, bloody hell”.
Ferguson to jednak nie tylko gablota pełna pucharów, lata sukcesów i wiele pamiętnych meczów. To również całe zastępy bardzo dobrych piłkarzy, którzy wyszli spod jego skrzydeł. Cała Klasa 92, a więc David Beckham, Ryan Giggs, Paul Scholes, bracia Gary i Phil Neville oraz Nicky Butt to oczywiście te najbardziej znane nazwiska, ale przecież w drużynie Szkota grali także Cristiano Ronaldo, Wayne Rooney, Eric Cantona czy Ruud van Nistelrooy.
Szkoleniowiec Manchesteru United nie uznawał świętości i nigdy nie szedł na kompromisy. Kiedy zauważał, że któryś z jego graczy zaczyna wyrastać ponad klub, nie miał żadnych skrupułów, by się go pozbyć. Przy tym wszystkim potrafić utrzymać odpowiedni balans w zespole, dobierając do niego gwiazdy, wprowadzając młodzież i dopieszczając ludzi od czarnej roboty.
Jego 27-letnia kadencja na Old Trafford pokazała, że nigdy nie przestał się uczyć, cały czas adaptował swoją filozofię futbolu do zmieniających się czasów. Piłka stawała się szybsza, bardziej kombinacyjna, do Premier League zaczęła napływać kontynentalna myśl trenerska, kluby przejmowali zagraniczni miliarderzy, ale on cały czas trwał na posterunku.
Kiedy 8 maja 2013 roku Ferguson ogłosił decyzję o przejściu na emeryturę, dla wielu – chociaż mogli się tego spodziewać – był to szok. Kilkanaście dni później Szkot poprowadził Manchester United do boju po raz ostatni, a na zakończenie jego pięknej epoki Czerwone Diabły zremisowały po szalonym meczu z West Bromwich (5:5).
– Moja emerytura nie oznacza końca – mówił łamiącym się głosem podczas swojej pożegnalnej przemowy. – Przez te wszystkie lata mieliście okazję oglądać gole w ostatnich sekundach meczów, wielkie powroty i zwycięstwa, ale przecież były również porażki. W tym trudnych chwilach szczególnie czułem jednak, że klub zawsze stał za mną murem. Piłkarze stali za mną murem i kibice także. Waszym zadaniem jest teraz stać murem za nowym menedżerem – dodał.
Jak się jednak okazało, wejście w buty legendarnego trenera nie było łatwe. Zadanie to przerosło Davida Moyesa, Louisa van Gaala i Jose Mourinho. Obecnie z pomnikiem, który zbudował w Manchesterze Ferguson mierzy się jego były podopieczny, strzelec zwycięskiego gola podczas wspomnianego finału w Barcelonie – Ole Gunnar Solskjaer.
Tak jak kiedy Szkot, także i młody Norweg dostał swoją szansę i kredyt zaufania. Czy ją wykorzysta? To już temat na zupełnie inną opowieść.
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.