Bitwa o Norymbergę. Właśnie pod taką nazwą przeszedł do historii futbolu mecz 1/8 finału mistrzostw świata w 2006 roku, w którym Holendrzy zmierzyli się z Portugalczykami. Sędzia pokazał podczas niego szesnaście żółtych kartek i aż cztery czerwone, jednak warto pamiętać, że kilka lat wcześniej – także na niemieckiej ziemi – odbyło się równie brutalne spotkanie.
Mecz w Dortmundzie przeszedł do historii niemieckiej piłki (fot. Reuters)
7 kwietnia 2001 roku za naszą zachodnią granicą kibice emocjonowali się wyścigiem o tytuł mistrzowski. Rozgrywki Bundesligi wchodziły powoli na ostatnią prostą, a liderujący w tabeli Bayern Monachium miał przewagę jednego punktu nad drugą Borussią Dortmund. Bezpośrednie starcie zapowiadało się wyjątkowo emocjonująco i mogło przesądzić o tym, która z tych drużyn sięgnie po srebrną paterę, która tradycyjnie jest przyznawana najlepszym za dany sezon.
Atmosfera na długo przed pierwszym gwizdkiem była bardzo gorąca i nikt nie miał wątpliwości, że na boisku będzie podobnie. W końcu mowa była o wielkim klasyku, którego stawka była nadzwyczajna. Jedni i drudzy chcieli utrzeć nosa przeciwnikowi, a dodatkowo znaleźć się na pole position w wyścigu o tytuł.
Mecz zaczął się w najlepszy z możliwych sposobów dla gości z Monachium, którzy już w 4. minucie wyszli na prowadzenie dzięki trafieniu Roque Santa Cruza. Od tego momentu gra bardzo mocno się zaostrzyła, a piłkarze po obu stronach barykady nie szczędzili sobie „uprzejmości”. Efekt był taki, że jeszcze przed przerwą arbiter był zmuszony do pokazania dziewięciu żółtych kartek, z czego aż dwie zobaczył Bixente Lizarazu, który po nieco ponad pół godzinie został odesłany pod prysznic.
W tym momencie było pewne, że Borussia rzuci się na Bayern niczym wygłodniała bestia i chociaż w pierwszej połowie kibice na Signal Iduna Park (stary Westfalenstadion) kolejnych goli się nie doczekali, to tuż po zmianie stron gospodarze odpowiedzieli z pełną mocą. Po podaniu Larsa Rickena do siatki trafił Fredi Bobić i cała zabawa zaczęła się od nowa.
Na murawie zapanował jednak chaos i wzajemna agresja, z którą sędzia Hartmut Strampe nie był sobie w stanie poradzić. Kilka minut po tym jak Borussia doprowadziła do remisu, czerwoną kartką ukarany został Stefan Effenberg i Bayern musiał grać już w podwójnym osłabieniu.
Podopieczni Matthiasa Sammera napierali, jednak rywale desperacko i szczęśliwie się bronili. Posypały się kolejne kartki, w tym następna czerwona. Już w doliczonym czasie gry otrzymał ją Evanilson, który był sfrustrowany tym, że jego zespół nie mógł strzelić zwycięskiego gola.
Łącznie, arbiter musiał pokazać dziesięć żółtych i dwie czerwone kartki dla piłkarzy Bayernu Monachium, a także dwie żółte i jedną czerwoną dla zawodników Borussii Dortmund. Jest to niechlubny rekord Bundesligi, którego do dzisiaj nikt nie poprawił.
Jeśli zaś chodzi o finalne rozstrzygnięcia we wspomnianym sezonie, to tytuł mistrzowski padł łupem Bawarczyków, a Borussia zakończyła rozgrywki dopiero na trzeciej pozycji.
Tuchel zaskoczył powołaniami. Po raz kolejny brakuje gwiazdora
Thomas Tuchel ogłosił powołania na Ligę Narodów. W reprezentacji Anglii po raz kolejny zabraknie gwiazdora Manchesteru City. Kogo zobaczymy w kadrze Anglików?
Reprezentacja Polski straci potencjalnego reprezentanta? Otrzymał powołanie
Julian Zakrzewski Hall był piłkarzem przymierzanym do reprezentacji Polski ze względu na swoje korzenie. Coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że nie będzie mu dane zagrać w biało-czerwonych barwach.