– Można – napisał na Twitterze Bogusław Leśnodorski po golu, którego strzelił Vadis Odjidja-Ofoe. Real Madryt w Warszawie zagrał sobie gierkę taktyczną, ćwicząc ofensywne ustawienie. I choć przepaść w umiejętnościach jest porażająca, żadna to wina zawodników mistrza Polski, iż Hiszpanie przyjechali na sparing. Myśleli, że będzie tak łatwo jak na Santiago Bernabeu, więc postanowili zmęczyć się jeszcze mniej. Za to zapłacili.
Trener Jacek Magiera może być zadowolony z postawy swoich piłkarzy (foto: G.Wajda)
Zespół Jacka Magiery nie był przestraszony, szukał swoich szans. Tyle że to jest tak, jakby szef chwalił kierowcę autobusu, że nie przyszedł do pracy pijany. Co prawda pomylił trasę, o mało nie przejechał ludzi na przystanku, za to był trzeźwy! Naprawdę nie ma się czym specjalnie ekscytować, I tak właśnie było w Hiszpanii. Przy Łazienkowskiej zmienił się jednak wynik, choć w dużej mierze zależało to tylko od zawodników Królewskich.
Czym innym jest jednak doznać pogromu z plażującym Realem 1:5, czym innym jest zremisować z plażującym Realem 3:3. Dlatego nie opowiadajmy historii o meczu Legii, pełnym walki i motywacji, bo za chwilę będziemy chwalić polskie zespoły, że nie spóźniły się na mecz. A żaden to wyczyn, raczej obowiązek, nikt tu nikomu łaski nie robi, zwłaszcza że legioniści za darmo nie grają.
Chwalmy natomiast za wynik. Bo to jest konkret, punkt i kasa, która w jakimś stopniu zrekompensuje puste trybuny na stadionie mistrzów Polski. Swoją drogą to chichot losu, że prawdziwi kibice nie mogli zobaczyć trzech goli legionistów w spotkaniu z przeciwnikiem o najwyższej renomie, że nie mogli zobaczyć, jak ich zespół z wyniku 0:2 wychodzi na 3:2, jak zdobywa punkt w Lidze Mistrzów, pierwszy od 1995 roku. Warto pamiętać, komu to zawdzięczacie.
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.