Niedzielne derby Londynu zakończyły się remisem. Tottenham Hotspur prowadził pod zaledwie kwadransie z West Hamem United różnicą trzech goli, ale nie zdołał dowieź korzystnego wyniku do końca. Mecz zakończył się ostatecznie wynikiem (3:3).
Drużyna Fabiańskiego zanotowała wielki powrót (fot. Reuters)
W dwóch ostatnich ligowych meczach West Ham odniósł dwa efektowne zwycięstwa, odprawiając z kwitkiem kolejno Wolverhampton i Leicester City. Tottenham rozgromił z kolei Manchester United na jego terenie i można było w ciemno zakładać, że w niedzielne popołudnie w północnym Londynie zobaczy dobre zawody.
Już jednak pierwsze minuty pokazały, że gospodarze ani myślą, by pozwalać rywalom na cokolwiek i bardzo szybko pokazali im ich miejsce w szeregu.
Od rozpoczęcia zawodów minęło zaledwie kilkadziesiąt sekund, a Harry Kane obsłużył znakomitym podaniem Heung-min Sona. Ten zdołał wyprzedzić obrońcę, nabrać go na prosty zwód i mierzonym uderzeniem pokonać Łukasza Fabiańskiego.
West Ham nie zdołał się otrząsnąć po stracie pierwszego gola, a już Fabiański musiał wyciągać piłkę z siatki po raz drugi. Tym razem do Son podał do Kane’a, a ten najpierw posłał piłkę między nogami jednego rywala, a następnie strzelił między nogami drugiego. Efekt był taki, że bramkarz zobaczył futbolówkę w ostatniej chwili i mógł jedynie odprowadzić ją wzrokiem.
Tottenham ani myślał, by zwalniać tempo i już po kwadransie miał nad rywalem zapas aż trzech goli. W roli głównej po raz kolejny wystąpił Kane, który celnym uderzeniem głową sfinalizował wrzutkę z lewego skrzydła. Fabiański po raz kolejny nie miał absolutnie nic do powiedzenia.
8 – Harry Kane and Son Heung-min have combined for eight @premierleague goals this season; only Teddy Sheringham and Darren Anderton (1992-93 & 1994-95) and Sheringham and Chris Armstrong (1995-96) have ever combined for more in a single PL season for Spurs (all 9). Telepathic. pic.twitter.com/JyL2XvX3eP
Podopieczni Jose Mourinho przez cały czas byli stroną dominującą, ale po wyjściu na tak wysokie prowadzenie nie musieli już tak bardzo forsować tempa. Tottenham pozwalał rywalowi na grę, a sam wyczekiwał na swoje szanse, by już definitywnie go znokautować szybkim wypadem.
Kiedy portugalski menedżer zauważył, że jego zawodnicy zbyt mocno sobie pofolgowali, uznał, że nadszedł czas na zmiany. Na boisku pojawił się m.in. Gareth Bale, dla którego był pierwszy mecz od momentu powrotu do Tottenhamu.
Na kolejne gole w derbach musieliśmy czekać do 83. minuty. To właśnie wtedy Aaron Cresswell dośrodkował w pole karne gospodarzy z rzutu wolnego, a piłkę do siatki strzałem głową skierował Fabian Balbuena.
Wydało się, że niemożnością jest, by Młoty zdołały nacisnąć rywala jeszcze mocniej, ale wystarczyło zaledwie kilka minut, a Hugo Lloris musiał skapitulować po raz drugi. Niefortunną interwencją we własnym polu karnym popisał się Davinson Sanchez, który przy próbie wybicia piłki, skierował ją do bramki, podłączając West Ham do tlenu.
Kiedy sędzia spoglądał już na zegarek i nosił się z zamiarem zakończenie zawodów, do odbitej przed pola karne piłki dopadł Manuel Lanzini, który huknął bez przyjęcia. Futbolówka trafiła idealnie w okienko, odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki. Niesamowity powrót West Hamu!
Z hukiem spadli z Premier League. To może być ich nowy trener
Burnley nie ma już nawet matematycznych szans na utrzymanie się w Premier League. Do końca sezonu zespół poprowadzi Michael Jackson, który tymczasowo przejął schedę po Scottcie Parkerze. Tymczasem media wskazały menedżera mogącego od przyszłego sezonu na stałe przejąć stery w ekipie The Clarets.