Niedzielne starcie z Islandią, portal sport.ua określił jako "mecz roku". Choć długo zanosiło się, że Ukraina nie udźwignie presji, to jednak w samej końcówce niemal "wydarła" 2. miejsce w grupie D.
Optyka ukraińskiego serwisu sportowego była całkowicie słusznie, gdyż definiował on przyszłość „Zbirnej”.
Skazani na baraże
Zwycięstwo oznaczało udział w barażach do finałów MŚ 2026. A na mundialu, żółto-niebiescy gościli po raz ostatni (i jedyny zarazem) 20 lat temu. W Niemczech podopieczni Olega Błochina nie grali może porywającego futbolu, ale sensacyjnie doszli do ¼ finału, gdzie zatrzymali ich dopiero przyszli mistrzowie świata, Włosi. W kolejnych czterech edycjach nie brali już udziału, przegrywając aż trzykrotnie w barażach (z Grecją w 2009 r., Francją w 2013 r. i Walią w 2022 r.).
Jeśli chodzi o kwalifikacje MŚ 2026, już we wrześniu jasnym było, że Ukraińcy znów mogą być skazani na play-offy. Rywalizację w czterozespołowej grupie D rozpoczęli bowiem od porażki z Francją (0:2) i zawstydzającego remisu z Azerbejdżanem (1:1). W kolejnych trzech meczach zdołali jednak wywalczyć sześć „oczek” (w listopadzie polegli z „Trójkolorowymi”, ale zrewanżowali się Azerom i wydawało się, że odnieśli ważne zwycięstwo w wyjazdowym meczu z Islandią aż 5:3). Zdawało się, że triumf w Reykjavíku jest na wagę 2. miejsca w grupie D. Po dramatycznym boju na Laugardalsvollur (piłkarze Siergieja Rebrowa najpierw roztrwonili przewagę 3:1 na kwadrans przed końcem meczu, by dwie zwycięskie bramki zdobyć w ostatnich pięciu minutach).
Pięć goli strzelonych w „krainie gejzerów” to jednak aż 62% całego dorobku bramkowego Ukrainy w eliminacjach przyszłorocznego mundialu. Dla porównania, Islandczycy w pięciu meczach trafili do siatki rywali aż 13 razy (tyle samo, co Francuzi) i to oni przed decydującym bojem, ustawili się na „pole position” w walce o drugą lokatę. – Musimy pokazać ten sam futbol, co na Islandii. Szybko atakować tak jak wówczas w pierwszej połowie i być skutecznym jak w drugiej. Jednocześnie powinniśmy być też zdecydowanie bardziej agresywni niż wtedy – podkreślił Rebrow na przedmeczowej konferencji prasowej.
Rebrow grał o posadę
Zasłużony reprezentant Ukrainy (75A-15 goli, uczestnik MŚ 2006) jako selekcjoner zbiera skrajne recenzje. Z jednej strony awansował do EURO 2024, z którego Ukraina odpadła pechowo (jako pierwszy zespół od momentu zwiększenia liczby uczestników do 24, nie awansowała do fazy pucharowej, mimo zdobycia czterech punktów). Z drugiej nie dała również rady wrócić do Dywizji A Ligi Narodów (porażka w play-offach z Belgią 3:4, mimo zwycięstwa w pierwszym spotkaniu 3:1). Prezentuje się również nierówno w eliminacjach MŚ 2026. Zdaniem ekspertów i fachowców, Rebrow marnuje zdolne pokolenie ukraińskich graczy, a bój o mundial w Ameryce Północnej to dla niego ostatnia szansa. – Jeżeli przegra z Islandią, powinien podać się do dymisji – stwierdził Iwan Hecko, strzelec pierwszego gola w historii Ukrainy.
Fala krytyki względem Rebrowa wzmogła się po czwartkowej klęsce w Paryżu z Francją (0:4), w którym Ukraińcy nie oddali choćby jednego celnego strzału. Kibice i fachowcy nie mieli wątpliwości – to był jeden z najsłabszych meczów „Zbirnej” w 33-letniej historii. Były gwiazdor m.in. Dynama Kijów i Tottenhamu wie jednak, jak wygrywać z Islandią w meczu o dużą stawkę. W marcu 2024 także w Polsce (na Tarczyński Arena we Wrocławiu), Ukraina pokonała „Strakarnir okkar” 2:1. Z tamtego spotkania, w pierwszym składzie żółto-niebieskich ostało się sześciu podopiecznych Rebrowa.
Serce do gry wystarczyło
Spotkanie z zespołem Arnara Gunnlaugssona wśród ukraińskiej diaspory zamieszkałej w Polsce budziło duże zainteresowanie. Choć stadion przy ul. Łazienkowskiej 3 nie wypełnił się w 100%, to nie miało to wpływu na atmosferę. Publika żywo reagowało na kolejne akcje ukraińskich piłkarzy, bo ci prezentowali się tak, jak życzył sobie tego Rebrow – aktywnie i agresywnie. Mecz rozpoczął się jednak organizacyjnego zgrzytu. W trakcie grania hymnów ukraińscy fani zaprezentowali sektorówkę z ukraińskim żołnierzem, za którym w tle znajdował się płonący Kreml. Wypada zadać pytanie, jak to się ma do sytuacji z piątku, kiedy polskim kibicom w starciu z Holandią, uniemożliwiono zaprezentowanie swojej sektorówki.
FOT. MACIEJ KANCZAK
Wracając już do aspektów czystko piłkarskich to najwięcej zagrożenia Islandczykom groziło ze strony Wiktora Cygankowa. Skrzydłowy Girony FC w 24. minucie trafił w poprzeczkę. Świetnie również współpracował z prawym obrońcą Juchymem Konoplą. Po kombinacyjnej akcji defensor Szachtara Donieck wystawił również piłkę Władysławowi Wanatowi, który uderzał piętką, ale zbyt lekko, aby zaskoczyć islandzkiego golkipera. W pierwszych 45 minutach widać było, że nasi wschodni sąsiedzi grają „o życie”. W ich przypadku jednak „serce”, którego wkładali w grę, nie szło jednak w parze ze skutecznością i dokładnością.
Druga połowa zaczęła się od ataków Islandczyków, którzy zdali sobie sprawę, że „tańczą na ostrzu noża”. Anatolij Trubin musiał się wysilić Brynjolfura Willumssona. To był jednak tylko jednorazowy wyskok przybyszów z północy Europy, bo z czasem inicjatywę znów przejęli gracze Rebrowa. Nie mogli jednak znaleźć sposobu na pokonanie Eliasa Olafssona, mimo, że ukraiński selekcjoner do boju posłał kolejne „strzelby” – Romana Jaremczuka i Mykołę Szaparenkę.
I gdy wydawało się, że islandzki mur już nie skruszeje, gola na wagę awansu do barażów MŚ 2026 strzelił w 83. minucie Aleksandr Zubkow, który w tym spotkaniu momentami raził nieskutecznością. Dla skrzydłowego Trabzonsporu to dopiero trzeci gol w narodowych barwach i pierwszy od ponad trzech latach. Ale z pewnością najważniejszy i najcenniejszy. A załamanych Islandczyków w doliczonym czasie gry dobił już Ołeksij Huculak.
Szwedzi wybrali stadion na potencjalny finał baraży o mundial
Jeżeli Szwecja upora się z Ukrainą w półfinale baraży o udział w mistrzostwach świata to będzie gospodarzem finału. Decydujący mecz może odbyć się w Solnie.