Ansi Agolli był członkiem reprezentacji Albanii, która wywalczyła historyczny awans do finałów mistrzostw Europy w 2016 r. Na francuskim Euro zaś, w związku z czerwoną kartką dla Lorika Cany w meczu ze Szwajcarią, pełnił funkcję kapitana kadry. Przed barażowym półfinałem z Polską porozmawialiśmy z nim o szansach na awans do MŚ 2026 obu drużyn. – Musicie uważać na cały nasz zespół, a nie pojedyncze jednostki – przestrzega przed starciem na PGE Narodowym.
Jaka atmosfera panuje w Albanii przed półfinałowym barażem z Polską?
Atmosfera jak zawsze jest podniosła, zwłaszcza w obliczu ogromnej stawki spotkania.
Biało-czerwonych pokonaliście przy okazji rywalizacji w eliminacjach Euro 2024, wygrywając zresztą grupę E. Czy daje to Albanii przewagę?
Przeszłość to przeszłość i nie sądzę, żeby miała ona teraz jakiekolwiek znaczenie. Czwartkowy mecz będzie zupełnie inny. Tym bardziej że gramy na wyjeździe i będzie to tylko jedno spotkanie, bez możliwości rewanżu.
A co w ogóle sądzi Pan o reprezentacji Polski?
Jestem pełen szacunku do Polski. Zawsze jako kraj produkowaliście wielu piłkarzy o uznanej klasie, a jednocześnie waszą siłą była gra zespołowa. Poza tym imponujący jest dla mnie fakt, że od 10 lat zawsze kwalifikowaliście się na kolejne turnieje ME czy MŚ.
Zmiana mentalności
Albania z kolei teraz rywalizować będzie w barażach o udział na mundialu, wcześniej dwukrotnie kwalifikowała się na mistrzostwa Starego Kontynentu. Co stoi za jej gigantycznym progresem w ostatnich latach?
Naszą główną siłą jest konsekwencja. Nigdy nie brakowało nam dobrych, świetnie wyszkolonych technicznie piłkarzy, ale dopiero od paru lat nasz zespół jest zdyscyplinowany. Zawdzięczamy to zagranicznym selekcjonerom, Gianniemu De Biasiemu i Sylvinho, którzy zmienili naszą mentalność i zaczęli kłaść większy nacisk na grę zespołową. Miks dyscypliny i talentu sprawił więc, że zaczęliśmy osiągać najlepsze wyniki w naszej historii.
A jak oceniłby Pan dotychczasową pracę Sylvinho?
Wprowadził do drużyny narodowej wysoką kulturę pracy, która owocuje sukcesami w kolejnych eliminacjach. Awansował do Euro 2024, teraz szykuje się do baraży o MŚ. Żyje na co dzień w Albanii, co pokazuje, jak poważnie traktuje pracę tutaj. Chce grać nie tylko defensywnie, przykłada również dużą wagę do posiadania piłki, aby wykorzystać cały potencjał swoich podopiecznych. Nie tylko on jednak stoi za sukcesami Albanii, bo dużą rolę odgrywają również członkowie jego sztabu szkoleniowego – Doriva i Pablo Zabaleta. Ich wpływ na poprawę jakości także jest ogromny.
Francuskie wspomnienia
Który zespół Pana zdaniem jest silniejszy – Albania z EURO 2016 czy obecna drużyna narodowa?
To są kompletnie różne zespoły. Jeśli miałbym jednak wybierać, to wskazałbym na obecną kadrę. Oczywiście drużyna z 2016 także była mocna, ale jej sukcesy wynikały przede wszystkim z ciężkiej pracy. Aktualny zespół ma więcej indywidualności i jakości.
Jak wspomina Pan udział w finałach Euro 2016? Był to debiut reprezentacji Albanii na imprezie tej rangi.
To był wspaniały moment dla całej Albanii, na który czekaliśmy latami. Zawsze mieliśmy dobrych piłkarzy, ale głównym problemem w osiąganiu dobrych wyników było to, o czym wspomniałem wcześniej, a więc brak gry zespołowej. Brakowało nam dyscypliny. Wyciągnęliśmy jednak błędy z przeszłości. Ogromną rolę w naszej przemianie odegrał w tamtym czasie Gianni De Biasi, który zunifikował naszą grę. Do tego stworzył zespół, w którym każdy się lubił i poszedłby za sobą w ogień. To był przełomowy moment w naszej historii. Od tamtego czasu wszystko już było łatwiejsze.
Na ME we Francji pełnił Pan rolę kapitana reprezentacji Albanii, po czerwonej kartce Lorica Cany w meczu ze Szwajcarią. Co ta funkcja oznaczała dla Pana?
Gra dla drużyny narodowej od dziecka była moim marzeniem. A bycie kapitanem albańskiej kadry, w dodatku na turnieju tej rangi, było szczytowym momentem kariery reprezentacyjnej.
Zasłużone baraże
Na koniec wróćmy do teraźniejszości. Na kogo polscy piłkarze w czwartek będą musieli zwrócić najbaczniejszą uwagę?
Musicie uważać na cały nasz zespół, a nie pojedyncze jednostki. Mamy oczywiście ciekawą mieszankę młodości z rutyną, ale jedni i drudzy bez siebie nic nie znaczą.
A jaki wynik spotkania w Warszawie Pan przewiduje?
Nie jest łatwo rozmawiać o końcowym rezultacie przed meczem. To będzie ciężki bój dla nas, zważywszy, że gramy na wyjeździe i z dobrze zorganizowanym rywalem. Poza tym zawsze byliście mocni u siebie. My jednak nie mamy nic do stracenia. Chcemy się cieszyć momentem, w którym jesteśmy, bo zasłużyliśmy, aby grać w barażach. Na tym etapie o końcowym wyniku będą już decydować detale.