Praca Ilji Gerkusa na
stanowisku prezesa, a później dyrektora generalnego Lokomotiwu
Moskwa w latach 2016-18, wydawała się owocnym czasem. Wkrótce
jednak moskiewski Sąd Arbitrażowy ma zadecydować czy sukcesy nie
były odnoszone zbyt dużym kosztem. „Sprawdzam” powiedzieli ci,
z którymi Gerkus współpracował.
Grzegorz Krychowiak dobrze odnalazł się w klubie, za kulisami którego dużo się dzieje. (fot. Reuters)
Na dobrą opinię złożyło
się między innymi mistrzostwo i Puchar Rosji, zatrudnienie klubowej
legendy w roli trenera, transfery Farfana, Hoewedesa, Krychowiaka i
Smołowa, częściowa renowacja stadionu i reorganizacja klubowej
akademii.
Przewrót
Klubowa gablota wzbogaciła
się o nowe trofea, frekwencja na meczach rosła, Lokomotiw
regularnie zaczął grać w Lidze Mistrzów, a futbol prezentowany
przez zespół, przynajmniej na rodzimych arenach, bywał atrakcyjny.
Gdy Gerkus nagle ogłosił
odejście w połowie sezonu 2018-19, Lokomotiw był mistrzem Rosji,
walczył o kolejny tytuł oraz kolejny krajowy puchar, więc
zdziwienie było powszechne. Tym większe, że o decyzji poinformował
w grudniu 2018 roku na łamach „Sport-Ekspressu”. W tym samym
czasie ze stanowiska zrezygnował też dyrektor sportowy Lokomotiwu z
nadania Gerkusa – Erik Stoffelshaus. Klubowe media milczały –
nie było podziękowań i kwiatów na do widzenia. Dopiero na drugi
dzień sporządzono oficjalny komunikat z informacją o zatrudnieniu
nowego dyrektora i z podziękowaniami dla ustępującego. Gerkus na
odchodne deklarował pomoc we wdrożeniu nowego zarządcy, którym 29
grudnia 2018 został Wasilij Kiknadze, jeden z członków komitetu
transferowego Lokomotiwu, związany z klubem od 2013 roku, były
współpracownik zwolnionego dyrektora podczas spotkań Rady
Dyrektorów – najważniejszego organu decyzyjnego Lokomotiwu i…
inicjator pozwu sądowego przeciwko Gerkusowi.
I ty, Brutusie?
Szybko okazało się, że
Kiknadze nie ma ochoty na spotkanie z Gerkusem. Nie odpisywał też
na SMS-y byłego dyrektora, ani nie oddzwaniał. W czerwono-zielonej
części Moskwy czuć było ogólną niechęć do wspominania o byłym
już działaczu. W powietrzu coś wisiało, a dziennikarze od razu
łączyli to „coś” z audytem w klubie, który uruchomiono po
zmianie na stanowisku dyrektora. Bomba wybuchła jednak dopiero 28
stycznia 2020, rok po odejściu Gerkusa i Stoffelshausa, gdy
Lokomotiw na bazie audytu wniósł pozew do Sądu Arbitrażowego w
Moskwie przeciwko Gerkusowi, w którym domaga się od pozwanego
zwrotu prawie 145 mln rubli (1,75 mln euro). Jeszcze w 2019 roku
otrzymał pismo z jednej z kancelarii z wezwaniem do zwrotu tejże
kwoty w ciągu miesiąca. Nie było w nim jednak żadnego
uwierzytelnienia ze strony klubu, potwierdzenia tego, że to istotnie
sprawa związana z Lokomotiwem. Gerkus tłumaczy, że próbował
skontaktować się z kimś z władz klubu, ale było to niemożliwe.
Klub natomiast twierdzi, że nie otrzymując żadnego oficjalnego
pisma od byłego dyrektora, zdecydował się na skierowanie sprawy do
sądu.
Co składa się na kwotę
zawartą w pozwie? 109 mln na premie dla pracowników administracji
klubu, 22 mln na premię dla Gerkusa, 4 mln za opłaty na
przyspieszoną procedurę uzyskania rosyjskiego paszportu dla
serbskiego obrońcy Nemanji Pejcinovicia i niecałe 5 mln na kwotę
odszkodowania za zwolnienie rzecznika prasowego. Gerkus tłumaczy, że
najpierw po zdobyciu Pucharu Rosji przyznano premie wszystkim
pracownikom, a kolejne kwoty otrzymali oni za wypełnienie celów
biznesowych na 2017 rok oraz za tytuł mistrzowski w 2018. Krótko
mówiąc – klub osiągał sukcesy sportowe oraz biznesowe, więc
nagrodzono za to sztab ludzi pracujących nad tymi sukcesami nie na
boisku. On, jako głowa całego procesu, również zasłużył na
nagrodę (przynajmniej w swoim mniemaniu). Sprawa audytu jest o tyle
ciekawa, że władze klubu nie chciały wcześniej pokazać Gerkusowi
dokładnych ustaleń, dokumentu potwierdzającego wnioski, które
stały za pozwem. Dopiero po wejściu na drogę sądową, zyskał on
prawo do wglądu w audyt. Były dyrektor generalny zwraca uwagę, że
każdego roku zlecał dużym korporacjom, jak KPMG czy BDO, audyty w
klubie – nigdy nie wskazywały na jakiekolwiek nieprawidłowości,
a dostęp do ich wniosków miał choćby Kiknadze, jako członek Rady
Dyrektorów. Mało tego, aby móc takie premie przyznać, musiała je
według Gerkusa zatwierdzić ta sama Rada Dyrektorów.
Circus Maximus
Nie chodzi tu zatem o
szastanie pieniędzmi na kontrakty i transfery, choć w jednym z
ostatnich, głośnych wywiadów dotyczącym sporu, Kiknadze
stwierdził, że beztroski sposób działania Gerkusa i Stoffelshausa
pokazuje kwota, za którą zatrudnili tylko jednego zawodnika (w
domyśle Grzegorza Krychowiaka) w porównaniu do dziewięciu, którzy
przyszli do Lokomotiwu za podobne pieniądze już za jego
prezydentury. Gerkus w odpowiedzi dopytywał, co przez 15 miesięcy
pracy na stanowisku dyrektora klubu osiągnął Kiknadze, bo za jego
kadencji po takim czasie było liderowanie w lidze, podniesienie
frekwencji, remont boiska dla drugiego zespołu, otworzenie szkoły
czy też start programu dnia meczowego dla kibiców, który był
jedną ze składowych potrojenia zysków ze sprzedaży biletów z 80
do 240 mln rubli w dwa lata. Co prawda Kiknadze dostając drużynę w
spadku po Gerkusie, zdobył po kilku miesiącach Puchar Rosji i
Superpuchar w 2019 roku, ale stało się to raczej na zasadzie
przypięcia cudzego orderu do własnej piersi.
Prasa zaciera ręce, bo
panowie z każdym wywiadem ujawniają coraz więcej szczegółów
funkcjonowania klubu, a bohaterowie sporu łapią się za słówka,
chcąc udowodnić nieporadność działań adwersarza. Oczywiście
nie w sposób bezpośredni, a za pomocą mediów. Doszli już nawet
do rozmowy o wydatkach na performans artystyczny, jakim było
pomalowanie w klubowe barwy ogromnej powierzchni parkingu przed
stadionem przez bardzo popularnego w Rosji artystę Pokrasa Lampasa.
Gerkus mówi: Wydaliśmy na to kilka milionów rubli, Kiknadze
odpowiada: Po sprawdzeniu dokumentacji koszt to 14,5 mln rubli.
W tle tej sprawy mamy
nawet rozmowę o braku modernizacji rur doprowadzających ciepłą
wodę do budynków zarządzanych przez klub, a co za tym idzie częste
awarie wodociągowe. Kiknadze: – Zamiast na malowanie asfaltu,
trzeba było to przeznaczyć na wymianę rur. Gerkus: – Wymiana rur
to koszty przekraczające 100 mln rubli. Kiknadze: – Zrobiliśmy to
niedawno za 2,5 mln rubli.
I tak w kółko.
Ave Cezar!
A przecież w całej
sytuacji jest jeszcze postać równie ważna, czyli Jurij Sjomin –
legendarny trener Lokomotiwu, trzykrotny mistrz Rosji z klubem i aż
sześciokrotny zdobywca krajowego pucharu, a przede wszystkim
człowiek z wielką siecią wpływów w środowisku
czerwono-zielonych i niezliczonych znajomości poza nim. Mimo że
jego na ławkę trenerską powołał Gerkus, od samego początku
mówiło się o konflikcie pomiędzy nimi. Konflikcie kompetencyjnym
i ambicjonalnym. Bo Sjomin miał ambicję decydować o wielu
sprawach, jako „Loko-Man” związany z klubem przez dziesiątki
lat, a przede wszystkim mieć ostateczny głos w temacie
pozyskiwanych graczy. Na to nie zgadzał się Gerkus, którego
filozofia prowadzenia klubu zakładała pozbawienie trenera
decydującej roli przy zatwierdzaniu transferów na rzecz
rekomendacji komitetu transferowego i dyrektora generalnego.
Gerkus chciał mimo to
dogadywać się ze Sjominem, zdając sobie sprawę z ogromnego
poparcia jakie szkoleniowiec ma u fanów. Po to przecież go ściągał,
by „kupić” kibiców. Sjomin z kolei, mając świadomość jak
wielu fanów za nim stoi, pozwalał sobie na otwartą krytykę
działań nie tylko Gerkusa, ale przede wszystkim dyrektora
sportowego Stoffelshausa, którego w swojej książce „Powrót na
piedestał”, nazwał częścią V kolumny w klubie. Wobec
szkoleniowca nie wyciągnięto żadnych konsekwencji, więc upewniło
to Sjomina w swojej nietykalności. Dzisiaj Stoffelshaus w wywiadzie
dla „Sport-Ekspressu” nazywa wydanie tej książki: „Poważnym
naruszeniem korporacyjnej etyki i reguł funkcjonowania klubu
piłkarskiego”. Każdy inny trener zapłaciłby wielką karę lub
zostałby zwolniony. Każdy oprócz Sjomina.
Gerkus ściągnął sobie
na głowę problem już w chwili, gdy zdecydował o zatrudnieniu
69-letniego wówczas trenera, który w wewnętrznych sprawach
Lokomotiwu był i jest wpływowy nawet wówczas, gdy oficjalnie w
klubie nie sprawuje żadnej funkcji (w latach 2006-07 był nawet
prezydentem klubu). Gerkus proponując mu posadę trenera, sam
zbudował opozycję wobec siebie. Sjomin bardzo oszczędnie opowiadał
o relacjach z dyrektorem i trudno było w tych wypowiedziach znaleźć
cień sympatii. Na błędach poprzednika nie uczył się Kiknadze,
gdyż kwestia transferów do dzisiaj stanowi kość niezgody pomiędzy
trenerem a kolejnym dyrektorem.
Wszystkie drogi prowadzą do skarbca
Zarzutem nieoficjalnym,
kierowanym wobec rosyjsko-niemieckiego tandemu dyrektorów jest
pogłębienie zadłużenia klubu z 1 miliarda rubli, które przejęli
w spadku po poprzednich władzach w 2016 roku, do 2,5 miliarda rubli
na koniec 2018. Również nieoficjalnie mówi się o obawach
rządzących klubem, związanych z uderzeniem w Lokomotiw przepisami
regulującymi Financial Fair Play. A przecież spod kurateli
regulacji tych przepisów Lokomotiw dopiero co wyszedł w połowie
2018 roku, dzięki sprawnym działaniom… Gerkusa. Problem w tym, że
Rosjanin przeliczył się z założeniami co do występów w
europejskich pucharach. Lokomotiw przez dwa sezony w Lidze Mistrzów
zarobił około 30 mln euro za same awanse do fazy grupowej, ale
odniósł tylko 2 zwycięstwa w 12 meczach i zajmując dwukrotnie
ostatnie miejsce w grupie, nie zdołał zarobić już nic w fazie
pucharowej Ligi Europy. Tak pesymistycznego wariantu Gerkus nie
zakładał.
Pocałunek śmierci były
dyrektor otrzymał, a jakże, od Sjomina, który według słów
47-letniego menedżera nie chciał sprzedawać zawodników z
mistrzowskiego składu w 2018 roku i postawił warunek, na komitecie
transferowym, utrzymania podstawowej kadry oraz jej dalszego
wzmacniania. Zebrani przychylili się ku temu wnioskowi, choć Gerkus
dzisiaj twierdzi, że był przeciwny i chciał równoważyć budżet,
sprzedając choćby Solomona Kwerkwelię do Leicester za 15 milionów
funtów. Finał jest taki, że z Lokomotiwu w ostatnich trzech
sezonach nie odszedł nikt za kwotę przekraczającą choćby milion
euro! Za to klub z Czerkizowa wydał w tym czasie blisko 40 mln euro
na transfery, nie mówiąc o wysokich kontraktach i premiach
menedżerskich.
Obecny, negatywny wydźwięk
wydarzeń wokół Lokomotiwu, dopełniały problemy w negocjacjach z
piłkarzami dotyczące obcięcia pensji na czas wstrzymania rozgrywek
z powodu koronawirusa. Porozumienie osiągnięto dopiero w Wielki
Piątek – najpóźniej spośród wszystkich, dużych klubów
rosyjskiej ligi. Stanęło na obniżeniu wynagrodzeń o 40 procent. O
tym, że sytuacja w Lokomotiwie jest wyjątkowa świadczy też
szczególny punkt w negocjacjach, o którym donosi rosyjski
„Sport-Ekspress”. Chodzi o możliwość odzyskania przez piłkarzy
różnicy w zarobkach, jeśli wywalczą bezpośredni awans do LM.
Sytuacja pokazała, że Kiknadze żyje w złych relacjach z szatnią
i ze Sjominem – zawodnicy mieli być bardzo niezadowoleni, gdy
usłyszeli, że na rozmowy w sprawie obniżki kontraktów mają udać
się na grupowe spotkanie z Kiknadze, podczas gdy w Moskwie
obowiązywały już zaostrzone przepisy sanitarne. Dodatkowo okazało
się, że Sjomin ze sztabem nie wezmą udziału w tym spotkaniu, co
wzbudzało podejrzenia o nieczystą grę dyrektora. Tym bardziej po
tym, gdy ogłoszono, że kierownictwo klubu i sztab już
zaakceptowali obniżenie swoich wynagrodzeń. Trener publicznie wziął
w obronę zawodników, domagając się ulg dla klubu, zamiast cięcia
zawodniczych pensji. Rosyjscy insiderzy donoszą, że dyrektor
pogorszył swoją pozycję i stracił dodatkowo w oczach drużyny. Na
domiar złego nie może liczyć na finansowe wsparcie właściciela
klubu, czyli Kolei Rosyjskich. Wsparcie, które i tak było w
ostatnich latach zmniejszane, również z powodu konieczności
dostosowania się do regulacji FFP. Notowania Wasilija Kiknadze wśród
właścicieli klubu są więc coraz gorsze. Sprawa przeciwko
Gerkusowi trafiła na wokandę 16 kwietnia. Ewentualne zasądzenie
zwrotu 1,75 mln euro nie sprawi jednak, że Lokomotiw nagle złapie
finansowy oddech. Może dojść więc do sytuacji, w której Kiknadze
nie dotrwa na stanowisku do ogłoszenia werdyktu sądu w sprawie,
której sam jest twarzą.
ARKADIUSZ STOLAREK
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 16/2020)
Sukces Ewy Pajor! Wygrana w El Clasico i kolejne trofeum do kolekcji
Barcelona Femeni sięgnęła po szósty tytuł Superpucharu Hiszpanii, odprawiając w sobotnim spotkaniu Real Madryt z kwitkiem. W podstawowym składzie Blaugrany wyszła napastniczka reprezentacji Polski, Ewa Pajor.
Michał Nalepa znalazł nowy klub! Opowiedział o życiu w Turcji
Był bez klubu od września, kiedy to rozwiązano z nim kontrakt ze względu na limit obcokrajowców, a po kilku miesiącach czekania wiemy, gdzie będzie kontynuował swoją karierę. Opowiedział nam o tym, jak żyje się w Kraju Półksiężyca.