Najpierw dział analiz federacji wyszukał i przedstawił na czterostronicowych prezentacjach około dziesięciu kandydatów do objęcia stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski. Rozmowy podjęto z sześcioma – Roberto Martinezem, Herve Renardem, Stevenem Gerrardem i finałową trójką, Paulo Bento, Vladimirem Petkoviciem oraz zwycięzcą wyścigu. Fernando Santos musi nauczyć się teraz polskiej piłki, ale i polska piłka musi nauczyć się jego.
Fernando Santos musi nauczyć się teraz polskiej piłki, ale i polska piłka musi nauczyć się jego. (fot. Piotr Kucza/400mm.pl)
PRZEMYSŁAW PAWLAK
Nieuzasadnione zdają się być obawy o wiek nowego selekcjonera. Byłoby nieprawdą stwierdzenie, iż ta kwestia przed pierwszymi rozmowami z Santosem w ogóle nie zajmowała PZPN, bo akurat wzbudzała niewielkie wątpliwości. Ale to już dawno nieaktualne, szybko bowiem zapanowało przekonanie, że niejeden czterdziestolatek mógłby pozazdrościć energii Santosowi. Zresztą, Portugalczyk trafił do Polski prosto z dużej piłki, zaraz po pracy z jedną z najlepszych drużyn narodowych na świecie, a nie z peryferii wielkiego futbolu.
Karta przetargowa?
Selekcjoner do Polski wróci 7 lutego. To ważna data także z punktu widzenia przyszłości drużyny narodowej. Dopiero bowiem przyjazd selekcjonera do Warszawy pozwoli na dokończenie procesu kompletowania sztabu szkoleniowego. Wiadomo, że Portugalczyk pracować w Polsce będzie z trzema swoimi zaufanymi ludźmi. Rolę asystenta odgrywa Joao Carlos, analityczno-skautingową Ricardo Santos, natomiast z bramkarzami popracuje Fernando Justino. Nie wiadomo za to, jak wyglądać będzie polska część sztabu. Polski Związek Piłki Nożnej zaproponował, by z Santosem współpracowali Tomasz Kaczmarek oraz Łukasz Piszczek, na obie kandydatury zielone światło musi zapalić jednak selekcjoner. Czy tak się stanie? W zeszłym tygodniu sytuacja nie była jednoznaczna.
W trakcie negocjacji z federacją z inicjatywy Santosa wywołany został temat zatrudnienia przy reprezentacji Polski człowieka, który dzięki znajomości języka portugalskiego będzie jego łącznikiem z otoczeniem, zapozna selekcjonera z naszym krajem, kulturą, także polską piłką. Trener nie tylko jednak poruszył potrzebę współpracy z taką osobą, co z imienia i nazwiska wskazał Grzegorza Mielcarskiego – Santos pracował z obecnym ekspertem stacji Canal+, gdy ten grał w piłkę w Grecji oraz Portugalii. Temat rozstrzygać się będzie właśnie po przylocie Santosa do Warszawy i niewykluczone, że Mielcarski pojawi się w reprezentacji Polski, gdyż wstępny kontakt ze strony federacji z telewizyjnym ekspertem miał nastąpić.
Na pierwszy rzut oka niewiele ma to wspólnego z kandydaturami Kaczmarka oraz Piszczka, ale… Santos to człowiek, który stawia na autorytarne rządy – co rzecz jasna może działać na korzyść drużyny narodowej – wymaga więc od najbliższych współpracowników pełnego podporządkowania. De facto każdą decyzję konsultują z szefem, działają razem od lat, nawet w półoficjalnych sytuacjach mówią o nim per mister, doskonale znają swoje role. Krótko mówiąc, trener ma pełne zaufanie do ich kompetencji i… ambicji, mimo że licencją UEFA Pro dysponuje tylko Carlos, natomiast pozostali portugalscy członkowie sztabu – wbrew informacjom zawartym na portalu transfermarkt – dysponują dokumentami UEFA A. Dlatego też nowy selekcjoner potrzebował najpierw rozmowy z Kaczmarkiem i Piszczkiem, a później czasu do namysłu, zanim podejmie decyzję o włączeniu ich do sztabu.
Kandydatura Piszczka nie powinna wzbudzać wątpliwości, były reprezentant Polski dopiero uczy się trenerskiego fachu, zresztą dla niego przygotowywana jest inna rola niż dla Kaczmarka. Piszczek z drużyną narodową pracowałby wyłącznie podczas zgrupowań, natomiast były szkoleniowiec Lechii Gdańsk, mający już doświadczenie w roli pierwszego trenera, ale też z czasów asystentury u Boba Bradleya w reprezentacji Egiptu, miałby ze sztabem Santosa współpracować w zdecydowanie szerszym zakresie. Kaczmarek podczas rozmów z PZPN na temat dołączenia do sztabu szkoleniowego biało-czerwonych miał podejść do propozycji rzeczowo, oczekiwał klarownego postawienia sprawy, jeśli chodzi o zakres obowiązków, należy więc znaleźć konsensus pomiędzy jego wizją pracy a spojrzeniem selekcjonera. I być może – to wyłącznie spekulacja – kartą przetargową może być w tym miejscu zatrudnienie Mielcarskiego. Przecież w trakcie poszukiwań selekcjonera z PZPN wychodziły informacje, że federacja nie widzi potrzeby obecności w drużynie narodowej dyrektora, bowiem zadania, które miałby wykonywać, rozdysponowane są na innych, mających już pokaźne doświadczenie ludzi – Łukasza Gawrijołka i Jakuba Kwiatkowskiego. Inna sprawa, że akurat w tym względzie federacja ma wcale niemało racji, gdyż zatrudnienie dyrektora sportowego wydaje się mieć sens tylko wtedy, gdyby miał on wpływ na wybór selekcjonera, a tego właśnie dokonano.
Pierwsze kroki
Inicjatywa zatrudnienia człowieka, który wprowadzi selekcjonera w polską rzeczywistość nie była jedyną przedstawioną przez Portugalczyka w trakcie rozmów z PZPN. Ze strony Santosa wyszła propozycja zamieszkania w Polsce, a także zaangażowania się w pracę w federacji w szerszym wymiarze, czyli nie ograniczanie się wyłącznie do pierwszej reprezentacji. Akurat te dwie informacje były cenne z punktu widzenia PZPN – prezesowi Cezaremu Kuleszy również na tym zależało, podczas rozmów z każdym z kandydatów federacja domagała się jasnych deklaracji w tym zakresie. Oczywiście trudno zakładać, że Santos i jego ludzie przebywać będą na terytorium Polski przez 365 dni w roku, zresztą – już wiadomo, że tak nie będzie. Po oficjalnej prezentacji Santos dość szybko udał się w podróż powrotną do Portugalii, natomiast na miejscu zostali Joao Carlos oraz Ricardo Santos. To oni brali udział w spotkaniach organizacyjnych i na bieżąco pozostawali w kontakcie z selekcjonerem – w rolę pomostu pomiędzy federacją a trenerem wcielił się Ricardo Santos. Portugalscy współpracownicy selekcjonera odwiedzili przypuszczalną (nie jest wciąż jasne czy z Albanią zagramy na Stadionie Narodowym) bazę biało-czerwonych na marcowe zgrupowanie, a więc hotel DoubleTree by Hilton, wizytowali również obiekty treningowe Legii Warszawa. Przede wszystkim jednak poprosili analityków zatrudnionych w federacji o przygotowanie prezentacji na temat każdego piłkarza, który wystąpił w pierwszej reprezentacji w ostatnich pięciu latach – uzbierało się bodaj około stu nazwisk. W piątek, 27 stycznia, wrócili do Portugalii i w Polsce pojawią się ponownie 7 lutego, razem z selekcjonerem oraz Fernando Justino, z którym według planu w sztabie drużyny narodowej współpracować ma Andrzej Dawidziuk. W pierwszej i drugiej kolejce Ekstraklasy po wznowieniu rozgrywek nie pojawili się zatem na trybunach żadnego stadionu. Plany zakładają jednak, że do marcowego zgrupowania selekcjoner i jego sztab pozostaną w Polsce, do Portugalii wrócą po meczach z Czechami i Albanią.
Podczas pierwszego pobytu w Polsce Ricardo Santos oraz Joao Carlos interesowali się również młodzieżowymi reprezentacjami Polski, bo zaangażowanie Fernando Santosa w rozwój naszej piłki polegać będzie na tym, że postawiono mu zadanie skoordynowania procesów treningowych i szkoleniowych we wszystkich drużynach występujących pod szyldem PZPN. Słowem – wygląda na to, że wzięli się na poważnie do pracy. I bardzo dobrze, w końcu będą kosztować federację poważne pieniądze. Pokrycie wynagrodzeń selekcjonera oraz jego portugalskich współpracowników to dla PZPN koszt około 2 milionów (trochę mniej) euro brutto rocznie. Rzecz jasna większość tej kwoty powędruje do Fernando Santosa, można szacować, że pensja selekcjonera to około 1,3 miliona euro rocznie. Sam kontrakt zawarty został na dwa cykle eliminacji – do finałów mistrzostw Europy w 2024 oraz do mundialu w 2026 roku. Natomiast, jak zapowiadaliśmy na łamach „PN”, w umowie znalazły się zapisy zabezpieczające interesy obu stron w ważnych momentach jej obowiązywania. A zatem najpewniej nie tylko po eliminacjach strony będą mogły zadecydować na jakich warunkach i co dalej.
Sprawy ważne i mniej ważne
Wraz z nastaniem ery Santosa pewnym zmianom podlegać będzie również funkcjonowanie drużyny. Każdy selekcjoner ma własne upodobania, nie inaczej jest w przypadku nowego opiekuna biało-czerwonych. Z poważniejszych tematów – zawodnicy wyjściowy skład na mecz poznawać będą dopiero na stadionie, a zatem mniej więcej dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania. Niewykluczone również, że opinia publiczna zdecydowanie później dowiadywać się będzie, jaki w ogóle kształt personalny przybierze kadra. Przepisy wskazują, iż federacja powinna poinformować kluby o zamiarze powołania ich zawodników 15 dni przed otwarciem okna na mecze reprezentacji w terminarzu FIFA. Tak też postępował dotychczas PZPN, przy czym około dwa tygodnie przed rozpoczęciem zgrupowania kadra była przedstawiana opinii publicznej. Santos i jego ludzie działali inaczej. Rzecz jasna w zgodzie z regulacjami z odpowiednim wyprzedzeniem rozsyłali informacje o powołaniach do klubów, natomiast była to szeroka kadra, a nazwisk piłkarzy nie publikowano. Tym sposobem zyskiwali zabezpieczenie na wypadek kontuzji zawodników czy po prostu zmiany koncepcji. Ostateczny kształt kadry podawali oficjalnie dopiero przed weekendem poprzedzającym początek zgrupowania.
Z kolei jeśli chodzi o sprawy mniej istotne, ale w pewnym stopniu wpływające na codzienne życie podczas zgrupowań, Portugalczyk zaordynował, iż drużyna będzie jadać posiłki przy prostokątnym stole, a zatem odwrotnie niż było ostatnimi czasy, kiedy obowiązywały stoły okrągłe. Piłkarze będą mogli rozpocząć ucztę dopiero po tym, jak dostaną sygnał ze sztabu. Pod tym względem będzie więc podobnie, jak w selekcjonerskich czasach Adama Nawałki, który przywiązywał baczną uwagę do każdego szczegółu. Punktów zbieżnych z kadencją Nawałki może być jednak więcej, bo co prawda autokar drużyny narodowej będzie mógł cofać, aczkolwiek nie z Fernando Santosem na pokładzie.
TEKST UKAZAŁ SIĘ NA ŁAMACH TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (NR 6/2023)
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Odkrycie Roku 2025 – Jan Ziółkowski. Partner nagrody ORLEN
W styczniu 2025 był jeszcze mało znanym piłkarzem. Miał wtedy w dorobku zaledwie 11 meczów w Ekstraklasie i nic nie zapowiadało, że tak szybko poczyni ogromne postępy. Partnerem nagrody jest ORLEN.