Słabsze chwile przeżywa Wojciech Grzyb. Doświadczony pomocnik Ruchu Chorzów stracił miejsce w pierwszym składzie, ale z tego powodu nie załamuje się.
– Nie jestem świętą krową. Nie zaryzykowałbym jednak stwierdzenia, że jestem w dołku, choć na pewno idzie mi ciężej niż wiosną, gdy więcej dawałem zespołowi, strzelałem bramki. Już w sparingach czułem, że to nie jest to – przyznał Grzyb.
37-letni zawodnik zapowiada jednak, że jeszcze wróci do optymalnej dyspozycji. – Zapewniam, że „Grzybek” się jeszcze nie skończył. Mam świadomość, że muszę dać z siebie więcej drużynie. Tego oczekują ode mnie kibice – zakończył Grzyb.