Aston Villa nadal jest niepokonana, Chelsea wciąż nie potrafi bronić, a West Ham nie przestaje zaskakiwać. Co jeszcze wiemy po piątej kolejce zmagań na poziomie Premier League? Oto dziesięć wniosków.
David Moyes może być dumny ze swoich piłkarzy i cieszyć się z tego już nie tylko w zaciszu domowym. (fot. Reuters)
Derby Merseyside + Goodison Park = remis
Everton przystępował do starcia z Liverpoolem z nadzieją na przerwanie trwającej od dziesięciu lat niemożności pokonania sąsiada zza miedzy. W teorii wiele argumentów przemawiało za podopiecznymi Carlo Ancelottiego. The Toffees byli liderami angielskiej ekstraklasy, śrubowali serię zwycięstw, a ofensywny tercet James Rodriguez – Dominic Calvert-Levin – Richarlison spisywał się znakomicie. W praktyce spotkanie zakończyło się remisem. Znowu.
To ósme z minionych dziewięciu ligowych derbów Merseyside rozgrywanych na Goodison Park, które przyniosły podział punktów. Minimalnie bardziej zadowoleni mogli być gospodarze. Bo choć kiepskiej passy w potyczkach z The Reds przerwać się nie udało, to Everton dwukrotnie musiał gonić wynik i dwukrotnie skutecznie odrabiał straty.
Bohater i antybohater w jednym.
Takim tytułem od soboty może posługiwać się Jordan Pickford. Z jednej strony Anglik wreszcie stanął na wysokości zadania. Nie dość, że w starciu z Liverpoolem nie popełnił żadnego rażącego błędu, który kosztowałby jego drużynę utratę gola, to w dodatku zanotował sześć interwencji, z których dwie należy określić mianem spektakularnych.
Z drugiej, zachował się na tyle nieodpowiedzialnie, iż przyprawił Virgila van Dijka o poważny uraz. Holender uszkodził więzadła krzyżowe w kolanie. Czeka go operacja i długa rehabilitacja. Niewykluczone, iż w tym sezonie już nie wybiegnie na boisko. Postępowanie Pickforda nie było intencjonalne, ale na pewno zasługiwało na karę. Golkipera Evertonu uratował VAR.
Jest Kepa, nie ma czystego konta.
Hiszpan wrócił między słupki bramki Chelsea pod nieobecność kontuzjowanego Edouarda Mendy’ego. Występu w meczu z Southampton nie zaliczy jednak do udanych. Był jednym z tych, którzy przyczynili się do roztrwonienia przez The Blues trzybramkowej przewagi, a w konsekwencji – zremisowania „wygranego” spotkania. Znów popełnił błąd.
W minionych dwunastu potyczkach zespół prowadzony przez Franka Lamparda zachował trzy czyste konta. Ani jedno z nich nie było dziełem Kepy Arizzabalagi. Dwa zapisał na koncie Willy Caballero, jedno – Mendy.
Manchester City ma namiastkę monolitu.
W meczu z Arsenalem The Citizens byli bardziej imponujący w obronie niż w ataku. Bardziej w destrukcji niż egzekucji (choć tej drugiej również nie zabrakło). Niemal doszczętnie zniwelowali potencjał ofensywny Kanonierów, pozostawiając rywalom bardzo mało miejsca, odcinając im linie podań i blokując kanały, za pośrednictwem których Pierre-Emerick Aubameyang i spółka mogliby zagrozić bramce strzeżonej przez Edersona. A wszystko to pomimo absencji Aymerica Laporte’a, najlepszego defensora w kadrze klubu. Pep Guardiola, który odniósł pięćsetne zwycięstwo w karierze szkoleniowej, ma powody do optymizmu. Manchester City wreszcie prezentuje się z tyłu pewnie.
Trzeba próbować do skutku.
W spotkaniu z Newcastle United Manchester United był stroną wyraźnie przeważającą. Uzyskał rzut karny, który zmarnował Bruno Fernandes (Portugalczyk wykorzystał dotąd wszystkie 10 jedenastek, jakie wykonywał w barwach Czerwonych Diabłów). Oddał aż 28 strzałów, spośród których dokładnie połowa była celna. Przez 64% czasu gry utrzymywał się przy piłce. Mimo to, do 86. minuty na telebimie wyświetlającym wynik widniał remis 1:1.
Piłkarze Ole Gunnara Solskjaera nie złożyli jednak broni. Atakowali do ostatniego gwizdka sędziego i zebrali tego owoce – ostatecznie wygrali 4:1. Nieustępliwość dotyczyła zarówno kolektywu, jak i indywidualności. Wspomniany wyżej Fernandes nie stracił wiary we własne umiejętności ani po nieszczęsnym rzucie karnym, ani po tym, jak VAR anulował jego gola. Występ zakończył z trafieniem i asystą. Właśnie takiej postawy oczekują członkowie sztabu szkoleniowego i kibice ekipy z Old Trafford. Szczególnie po dotkliwej porażce z Tottenhamem.
A będąc bardziej precyzyjnym, w zeszły weekend nie było. Napastnik Fulham nie zdołał pokonać golkipera Sheffield United po ustawieniu piłki na jedenastym metrze od bramki. To jego czwarta pomyłka na przestrzeni ostatnich dziesięciu prób. Na tym jednak pecha Serba nie koniec. W końcówce meczu to on sprokurował rzut karny, dzięki któremu The Blades doprowadzili do wyrównania.
Mitrović jest pierwszym zawodnikiem, który zmarnował jedenastkę i podarował jedenastkę rywalom w jednym spotkaniu Premier League od 2012 roku. Wówczas „sztuki” tej dokonał Mikel Arteta. – Najważniejsza będzie jego reakcja. Znając go, wierzę, iż będzie dobra – stwierdził po meczu Scott Parker.
Jose Mourinho ma coraz więcej wspólnych tematów z Frankiem Lampardem.
Tottenham miał wszystko pod kontrolą. Prowadził 3:0. Harry Kane i Gareth Bale mogli ustalić rezultat potyczki. Pierwszy trafił jednak w słupek, drugi uderzył minimalnie obok. West Ham poczuł krew. W końcówce widowiska Młoty zdobyły trzy bramki. Ostatnim aktem niewiarygodnego scenariusza był spektakularny gol Manuela Lanziniego. Gol, który będzie konkurował o miano bramki sezonu.
Roztrwonienie trzybramkowej przewagi w spotkaniu ligowym przydarzyło się Kogutom po raz pierwszy od 2001 roku. Pierwszy raz od 87 przypadków, w których londyńczycy mieli tak dużą zaliczkę. Jose Mourinho może wybrać numer telefonu Franka Lamparda i podpytać, w jaki sposób radzić sobie z takim niepowodzeniem.
David Moyes tańczy już nie tylko w domu.
– Myślę, że po ostatnim zwycięstwie Moyes tańczył w swoim domu – mówił po wygranej z Leicester Alan Irvine, który zastępował szkoleniowca West Hamu w okresie, gdy ten przebywał w izolacji. Teraz Szkot może świętować już nie tylko w zaciszu. A ma się z czego cieszyć.
Młoty świetnie radzą sobie z bardzo trudnym terminarzem. Ze starć z Wolverhampton, Leicester oraz Tottenhamem uzyskali siedem punktów. To kapitalny wynik, zważywszy na fakt, iż w żadnym z meczów nie były faworytami. Ba, wielu skazywało je na pożarcie. Przed Łukaszem Fabiańskim i jego kompanami jeszcze dwa wielkie wyzwania: potyczki z Manchesterem City i Liverpoolem. Potem powinno być już łatwiej, co niekoniecznie stanowi dobry omen dla drużyny ze stolicy Anglii. Na razie lepiej idzie jej w rywalizacji z teoretycznie silniejszymi zespołami.
Aston Villa pisze historię.
Cztery kolejki, cztery zwycięstwa, dwanaście goli strzelonych, dwa stracone. Pozycja wicelidera tabeli. The Villans rozpoczęli sezon w wyśmienitym stylu. Tak dobrze nie szło im od 1930 roku! Wówczas również wygrali pierwsze cztery spotkania rozgrywek, a na mecie zameldowali się jako wicemistrzowie kraju. O powtórzenie tego wyczynu będzie arcytrudno, lecz na razie drużyna prowadzona przez Deana Smitha śni na jawie i ani myśli się przebudzać.
1930-31 – Aston Villa have won their opening four games of a league season for the first time since the 1930-31 campaign, when they went on to finish 2nd in the top-flight. Ascent. pic.twitter.com/5Z5yT7UN1I
W poniedziałkowy wieczór właśnie to zrobił Raul Jimenez. Nie licząc początku drugiej połowy spotkania, Wolverhampton nie było w stanie narzucić Leeds swojego stylu gry. Musiało skupić się na defensywie, a ofensywę traktowało po macoszemu. W finalnej tercji boiska Wilki wymieniały bardzo niewiele podań, toteż ich napastnik nie dochodził do dogodnych sytuacji strzeleckich. W 70. minucie sam sobie takową wypracował i przy dużej pomocy Kalvina Phillipsa ją wykorzystał. Tym samym Meksykanin zapewnił swojej drużynie trzecie zwycięstwo w tym sezonie ligowym. Jeśli chodzi o zmagania w najwyższej klasie rozgrywkowej, to najlepszy start, jaki ekipa z Molineux zaliczyła od 1979 roku.
***
5 Kolejka
17 Października: Everton – Liverpool 2:2 (Keane 19, Calvert-Lewin 81 – Mane 3, Salah 72), Chelsea – Southampton 3:3 (Werner 15 i 28, Havertz 59 – Ings 43, Adams 57, Vestergaard 90+2), Manchester City – Arsenal 1:0 (Sterling 23), Newcastle – Manchester United 1:4 (Shaw 2 sam – Maguire 23, Fernandes 86, Wan-Bissaka 90, Rashford 90+6);
18 Października: Sheffield United – Fulham 1:1 (Sharp 85 – Lookman 77), Crystal Palace – Brighton 1:1 (Zaha 19 – Mac Allister 90), Tottenham – West Ham 3:3 (Son 1, Kane 8 i 16 – Balbuena 82, Sanchez 85 sam, Lanzini 90+4), Leicester – Aston Villa 0:1 (Barkley 90+1);
Z hukiem spadli z Premier League. To może być ich nowy trener
Burnley nie ma już nawet matematycznych szans na utrzymanie się w Premier League. Do końca sezonu zespół poprowadzi Michael Jackson, który tymczasowo przejął schedę po Scottcie Parkerze. Tymczasem media wskazały menedżera mogącego od przyszłego sezonu na stałe przejąć stery w ekipie The Clarets.