Pogrążoną w kryzysie drużynę przejął w listopadzie ubiegłego roku. Wniósł powiew świeżości, odbudował kilku piłkarzy, lecz wyników w dłuższej perspektywie nie poprawił. Obecnie Jose Mourinho czeka na wznowienie rozgrywek, a kibice Tottenhamu zastanawiają się, czy Portugalczyk zasługuje na zaufanie zarządu.
Mourinho wrócił do zawodu w dobrym nastroju i obiecującym stylu. (fot. Reuters)
Jeśli zawieszenie sezonu z powodu pandemii koronawirusa przyniosło komukolwiek ulgę, to był on zapewne związany z Kogutami. W tygodniach poprzedzających sądny dla świata angielskiego futbolu dzień zespołowi z Londynu wiodło się bardzo słabo. Hugo Lloris i spółka nie wygrali żadnego z sześciu kolejnych spotkań, odpadli z rywalizacji o Puchar Anglii i pożegnali się z Ligą Mistrzów. Jakby tego było mało, gros zawodników – i to tych z gatunku pierwszoplanowych – zmagało się z urazami. Niespodziewana pauza spadła więc klubowi z nieba. Pytanie, czy los ekipy ze stolicy jest we właściwych rękach, a The Special One zażegna marazm, kiedy wszystko wróci do normy?
GENEZA NIEDOLI
Aby poznać genezę niedoli Tottenhamu nie wystarczy cofnąć się do przełomu lutego i marca. Ba, na niewiele zda się także powrót do listopada, kiedy doszło do roszady na stanowisku menedżera. Kłopoty drużyny zaczęły się dużo wcześniej – w styczniu ubiegłego roku.
To wtedy na relacji Mauricio Pochettino-piłkarze pojawiły się pierwsze poważne rysy. Komunikacja stała się utrudniona, atmosfera napięta, a sesje treningowe – monotonne. Wszystko to odbiło się na wynikach, wszak stołeczny zespół zakończył przygodę z Pucharem Anglii już na etapie 1/16 finału, a z ostatnich dwunastu meczów ligowych uzyskał zaledwie jedenaście punktów. Krytykę złagodził jedynie epicki marsz ku finałowi Ligi Mistrzów. Porażka w tymże miała zamknąć pewien rozdział w najnowszej historii klubu.
Tak się jednak nie stało. Choć argentyński szkoleniowiec przez cały okres przygotowawczy apelował o transfery, konieczne do przebudowania kadry, Daniel Levy pozostał oszczędny w działaniach. Na Tottenham Hotspur Stadium trafiło jedynie trzech nowych graczy. Cała rzesza tych, którzy domagali się zgody na odejście – z Christianem Eriksenem i Tobym Alderweireldem na czele – pozostała zaś na miejscu. Pochettino nie dalej jak w sierpniu wiedział i głośno mówił o tym, jak trudne rozgrywki czekają Koguty. Wówczas nikt go nie słuchał. W listopadzie już go w klubie nie było.
Miesiąc przed końcem gorzkiego dla drużyny roku kryzys – zarówno w relacjach międzyludzkich, jak i na boisku – osiągnął apogeum. Zawodnicy nie potrafili sprostać reżimowi treningowemu byłego opiekuna Southampton, a ten ani myślał o zmianie metod. Obie strony były sobą zmęczone, wzorcowe niegdyś zaufanie i porozumienie zanikały w zastraszającym tempie. Sukcesów sportowych natomiast nie przybywało: w momencie zwolnienia Pochettino Tottenham plasował się na czternastym miejscu w tabeli Premier League, w dwunastu kolejkach zdobył tylko czternaście punktów, z Pucharu Ligi odpadł po porażce z Colchester, a w Lidze Mistrzów uległ Bayernowi 2:7.
SPEŁNIONE MARZENIE
Mourinho zastał więc zespół w kiepskim nastroju i nieciekawym położeniu. Sam był jego absolutnym przeciwieństwem. – Jestem silniejszy emocjonalnie, zrelaksowany, zmotywowany i gotowy. Sądzę, że zawodnicy odczują to już po pierwszych zajęciach – mówił Portugalczyk na powitalnej konferencji prasowej, pytany o nastrój po blisko rocznym rozbracie z zawodem. Do tego wrócił w bardzo obiecującym stylu.
No Tottenham away win in 10 months ❌
A victory away at West Ham in Mourinho’s first match ✅
Z pierwszych pięciu spotkań pod wodzą nowego bossa londyńczycy wygrali cztery. Choć stracili osiem bramek, sami zdobyli ich aż szesnaście. Jak za najlepszych czasów grał Harry Kane (5 goli, 1 asysta), niezmiennie skuteczny pozostawał Heung-min Son (2 trafienia, 5 finalnych podań), formą zadziwiał odrodzony Dele Alli (4 bramki, 3 asysty), swoje robili Lucas Moura i Moussa Sissoko, a na niewidziany od dawna poziom wspięli się Serge Aurier oraz Toby Alderweireld. Nie minęło wiele czasu nim ostatni z wymienionych zmienił plan na przyszłość i parafował nową umowę.
Sielankę Kogutów przerwał ponad miesięczny marazm, naznaczony dwoma triumfami w ośmiu meczach. I choć potem Tottenham znowu prezentował się dobrze, zaliczył 7-odcinkowy serial bez porażki i zbliżył się do czwartej w stawce ligowej Chelsea na dystans jednego punktu, ostatnie poczynania przed wybuchem pandemii wirusa, o których mowa we wstępie, były w jego wykonaniu koszmarne. Na The Special One wylała się fala krytyki. Wytknięto mu krótkotrwałość efektów jego pracy i niszczenie dziedzictwa poprzednika. 57-latek, świadom sytuacji, w jakiej znaleźli się jego podopieczni, wyznał, iż marzy o nastaniu 1 lipca. W pewnym sensie jego sen się ziścił. Rozgrywki stanęły.
NIEZASŁUŻONE CIĘGI
Okres przerwy to idealny czas na przemyślenia i podsumowania. Nie dziwota więc, że kibice oceniają Mourinho – to ich nienaruszalne prawo. Nie zaskakuje też fakt, iż nad szkoleniowcem jednego z największych angielskich klubów pochylają się media – to ich niezbywalna powinność. Sęk w tym, że obiekt zainteresowania obu grup nie zasłużył na cięgi, które raz za razem zbiera.
O tym, w jakiej kondycji psychicznej i fizycznej znajdowała się drużyna, kiedy przejmował ją były opiekun Manchesteru United, już było. Nie należy jednak deprecjonować kwestii składu personalnego owej grupy. Jej niedoborów oraz nadwyżek. W kadrze nie było i nadal nie ma: rezerwowego lewego obrońcy, zmiennika Harry’ego Kane’a, a także defensywnego pomocnika z prawdziwego zdarzenia. Byli natomiast Christian Eriksen, Danny Rose oraz Victor Wanyama, którzy od dawna szykowali się do transferu. The Special One musiał uporządkować szeregi i korzystać z graczy, którzy nie byli jego wyborami. Czasu i środków na roszady byle tyle, ile włosów na głowie menedżera po słynnej wizycie u barbera.
Mimo to, Jose wykorzystał dostępne mu narzędzia, nakreślił projekt i z powodzeniem rozpoczął budowę nowego etapu w dziejach klubu. Oprócz wymienionych wcześniej Kane’a, Sona, Alliego, Lucasa, Sissoko, Auriera i Alderweirelda, Mourinho dodał skrzydeł Giovaniemu Lo Celso oraz Harry’emu Winksowi, którzy stali się liderami linii środkowej. Co więcej, szansę otrzymał i wykorzystał Japhet Tanganga, który winien być przyszłością zespołu, jeśli chodzi o blok defensywny. Bardzo obiecujący początek przygody w nowych barwach zanotował z kolei Steven Bergwijn.
Taktyka – bezpośrednie, ofensywne usposobienie z przejściem na trójkę obrońców w fazie ataku, aktywnym Aurierem i dwoma kreatywnymi zawodnikami w pomocy – przynosiła oczekiwane rezultaty. Poczynania Kogutów były skuteczne, a przy tym przyjemne dla oka widza. Wszystko to jednak dopóty, dopóki na drużynę nie spadła plaga kontuzji. Z bardziej lub mniej poważnymi urazami zmagali się kolejno: Davies, Sissoko, Winks, Bergwijn, Son i Kane. Na przestrzeni kilku tygodni portugalski szkoleniowiec został pozbawiony głównych wykonawców jego planu. Nic dziwnego, że rezultaty przestały być zadowalające.
3 – Spurs manager José Mourinho suffered his joint-heaviest Champions League defeat, with tonight’s result equalling the 4-1 defeat he suffered with Real Madrid against Borussia Dortmund in April 2013. Dispatched. pic.twitter.com/sLbyxMlpjo
Mourinho nie jest oczywiście absolutnie niewinny. O ile na zdrowie swoich piłkarzy nie miał żadnego wpływu, o tyle na atmosferę w szatni już tak. Tu wróciły jego demony przeszłości. 57-latek nie wahał się krytykować publicznie Tanguy’a Ndombele, który „jest zawsze kontuzjowany”, a na dodatek „wciąż nie dostosował się do wymagań Premier League”. Po porażce z RB Lipsk przyznał natomiast: – Wszyscy rezerwowi rywala graliby u mnie w wyjściowym składzie. Wątpliwe, by poprawiło to morale zespołu.
Z drugiej strony, były menedżer Realu Madryt od pierwszego dnia pracy na Tottenham Hotspur Stadium głosił miłość do Sona, a Diera najpierw przeprosił za zmianę w pierwszej połowie starcia z Olympiakosem, a następnie wyraził zrozumienie dla jego wtargnięcia na trybunę po starciu z Norwich. Nietrudno wyobrazić sobie, że zawodnicy nie wiedzą, czego się spodziewać. Że w kontakcie z trenerem czują niepewność, a może i stres.
Mimo to, The Special One zdaje się być właściwym człowiekiem na właściwym stanowisku. Nie licząc kwestii relacji z niektórymi zawodnikami, wszystko, co było możliwe do skontrolowania, Portugalczyk skontrolował w sposób co najmniej poprawny. Korzyści płynące z jego pracy przeważają nad stratami. Co więcej, są widoki na to, by w przyszłości Kogutom wiodło się pod jego wodzą lepiej. Wierzą w to między innymi jego byli podopieczni: Joe Cole oraz Shaun Wright-Phillips. – Jeśli Levy zapewni mu odpowiednich piłkarzy i czas, przygoda Mourinho w Tottenhamie będzie sukcesem – mówił w rozmowie ze „Sky Sports” pierwszy z nich. Drugi nie ma wątpliwości, iż Jose sprawi, że Koguty ponownie będą liczyć się w rywalizacji o najwyższe cele.
Tymi są rzecz jasna trofea, których od 2008 roku w klubowej gablocie nie przybywa. Kto ma położyć kres niniejszej posusze, jeśli nie jeden z najbardziej utytułowanych szkoleniowców w historii futbolu?
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.