Gdyby w piłce nożnej można było rzucić ręcznik to jeszcze przed przerwą Kazimierz Moskal
pewnie by go chętnie rzucił. Rapid wyszedł na Wisłę jakby od wyniku meczu z nią zależało
jego być albo nie być. Ruszył, przydusił, docisnął i zanim wszyscy na dobre rozsiedli się na
trybunach już prowadził.
Przedmeczowy plan trenera Moskala, który zakładał, że jego zespół będzie się bronił jak najdłużej, by w końcówce postawić wszystko na jedną kartę chcąc odrobić jedną bramkę starty z meczu w Krakowie, runął niczym domek z kart.
Po zrealizowaniu pierwszego założenia, Rapid na chwilę odpuścił. Może chciał zobaczyć co Wisła na to, a jak zobaczył, że nic, to już zaczął lać ile wlezie. Tylko do przerwy było 5:0, a powinno więcej, bo jeszcze Chichkan obronił karnego. Jedyny plan jaki mógł układać Moskal dotyczył wyłącznie tego jak uniknąć rekordowej porażki polskiej drużyny w europejskich pucharach – co jako tako się udało – bo kompromitacja faktem już była. Złudzenia po pierwszym meczu, że Wisła jest w stanie Rapid ograć, były czystą naiwnością.
Moskal posłał w Wiedniu do boju wszystko co ma najlepsze. Bartosza Jarocha i Rafała Mikulca, którzy przez wszystkie swoje piłkarskie lata biegali po boiskach w Rzeszowie, Opolu, czy Głogowie, a do Krakowa zostali sprowadzeni po to by robić to dalej. Igora Sapałę i Łukasza Zwolińskiego, którzy od poważnych piłkarskich ambicji odbili się nie przez przypadek w Częstochowie. Marca Carbo, Angela Baenę i Angela Rodado w swoim kraju mogących co najwyżej marzyć o występach w najwyższej lidze, a co dopiero w Europie. Tak można by wyliczać do jedenastu, no może dziesięciu, pomijając Oliviera Sukiennickiego, tę jedną jaskółkę, która wiosny nie czyni. Co gorsza, gdyby Moskal chciał nawet szukać ratunku na ławce to miał tam graczy, którzy w ubiegłym sezonie nie zawsze wyróżniali się w czwartoligowych rezerwach.
Biała Gwiazda anno domini 2024 to nie jest projekt na Europę. Od trzech lat nie jest nawet na polską Ekstraklasę. Chwała jej, że w meczach z kosowskim Llapi zdobyła dla Polski komplet punktów do rankingu UEFA, ale chyba nie takie są ambicje polskiego futbolu. Ciśnie się tym samym pytanie czy po blamażu w Wiedniu tylko Wisła powinna się wstydzić. No bo co robiły takie krajowe tuzy z aspiracjami jak Lech, Raków czy Pogoń gdy dziesiąty zespół pierwszej ligi w pełni zasłużenie sięgał w maju po Puchar Polski?
Boniek uderza w Lecha. Tego brakuje mu w grze mistrza Polski
Drużyna Nielsa Frederiksena zalicza jak na razie brutalne zderzenie z Ligą Europy. Kolejorz przegrał po 0:4 z Crystal Palace i Bayerem Leverkusen. Zarzuty pod adresem mistrza Polski sformułował Zbigniew Boniek.
Kłopoty Lecha Poznań. Przed rokiem nikt nie awansował
Od dwóch wysokich porażek rywalizację w fazie zasadniczej Ligi Europy rozpoczął Lech Poznań. Wynik ten zwiastuje, że mistrz Polski mieć ogromne kłopoty z awansem do kolejnej części zmagań
Dziurawa defensywa Lecha. „Miałem wrażenie, że oni wszystko kontrolują”
Osiem goli w dwóch meczach Ligi Europy stracił Lech Poznań. To najgorszy wynik spośród wszystkich uczestników rozgrywek. Najbardziej bolesny jest jednak fakt, że co najmniej połowa z nich padła po błędach defensorów Kolejorza.
Siemieniec docenił Jóźwiaka. „Jestem z niego bardzo dumny”
Jagiellonia Białystok pokonała 3:1 Ararat-Armenię Erewan w 2. kolejce fazy ligowej Ligi Europy. Gospodarze musieli odrabiać straty, ale ostatecznie odnieśli ważne zwycięstwo. Po spotkaniu Adrian Siemieniec podkreślał znaczenie zespołowości, docenił Kamila Jóźwiaka i odniósł się do występu Ousmane'a Sowa na pozycji napastnika.
Ranking UEFA po meczach Lecha i Jagiellonii. Są przetasowania
Lech Poznań zaznał w czwartek dotkliwej porażki z Bayerem Leverkusen, a Jagiellonia Białystok pokonała Ararat-Armenię Erywań. Jak wygląda ranking UEFA po meczach przedstawicieli Ekstraklasy w Lidze Europy?