Finał Pucharu Ligi, w którym Aston Villa zmierzy się z Manchesterem City – oto najważniejsze wydarzenie nadchodzącego weekendu w piłkarskiej Anglii. Nie oznacza to jednak, iż w dwudziestej ósmej serii gier Premier League zabraknie interesujących zestawień.
Czy Wolverhampton zbliży się do Ligi Mistrzów? (fot. Reuters)
Spotkań będzie naturalnie mniej: zamiast dziesięciu – osiem. Oprócz uczestników niedzielnego starcia na Wembley wolne od zmagań ligowych dostali piłkarze Arsenalu oraz Sheffield United, którzy na początku przyszłego tygodnia zainaugurują kolejną fazę Pucharu Anglii. Pod ich nieobecność – niezgodnie z zasadą „nic o nas bez nas” – w najlepsze trwać będzie natomiast rywalizacja o prawo do gry w następnej edycji Ligi Mistrzów.
ZERO NAPASTNIKÓW KONTRA CZTERY CZYSTE KONTA
W tę mocno zaangażowani są zawodnicy Tottenhamu i Wolverhampton. Dla pierwszych jest ona kwestią utrzymania obecnego statusu, dla drugich – szansą na kolejny awans w hierarchii ekstraklasowiczów.
Po dwudziestu siedmiu meczach ligowych nieco bliżej, choć niewystarczająco blisko, celu są Koguty. Ich sytuacja byłaby jeszcze lepsza, gdyby nie druga w tym sezonie porażka z Chelsea. Jak tu jednak wygrywać, kiedy ma się – cytując Jose Mourinho – zero napastników na boisku, zero na ławce rezerwowych i zero na trybunach? Co gorsza, do powrotu do zdrowia Heung-min Sona jeszcze daleko, o Harrym Kanie nawet nie wspominając.
Nieszczęście gospodarzy stanowi miód dla uszu gości. Ci nie tylko w komfortowy sposób uporali się z Espanyolem (6:3 w dwumeczu), ale też – a w tym kontekście może wręcz przede wszystkim – zanotowali cztery czyste konta na przestrzeni minionych pięciu spotkań. Defensywy Wilków nie przechytrzył ani Manchester United, ani Leicester, ani Norwich, ani – przy pierwszym podejściu – wspomniane Papużki. W połączeniu z niezwykle skuteczną ofensywą, w której pierwsze skrzypce gra ostatnio Diogo Jota (10 goli w 12 występach), daje to mieszankę wybuchową. Paliwo do mknięcia w kierunku najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych na Starym Kontynencie.
10 – Diogo Jota has scored 10 goals in his last 12 appearances in all competitions – he has only scored in four of those games, netting more than once on each occasion (two braces, two hat-tricks). Buses. pic.twitter.com/tp5lBQUNbM
Triumf w stolicy może pozwolić podopiecznym Nuno Espirito Santo na wspięcie się na piątą lokatę w tabeli. W obliczu kary, jaką UEFA nałożyła na Manchester City, ta oznacza na ten moment przepustkę do Ligi Mistrzów. Biorąc pod uwagę, że jeszcze trzy lata temu drużyna z Molineux walczyła o utrzymanie w Championship, byłoby to nieprawdopodobne osiągnięcie.
SEN O EUROPIE
Aby marzenie stało się faktem Wilkom nie wystarczą jednak trzy punkty uzyskane na Tottenham Hotspur Stadium. Drugim, niezależnym od nich warunkiem jest porażka Manchesteru United.
Ten w niedzielę uda się na Goodison Park, by przetestować rozmiar progresu, jaki Everton poczynił pod wodzą Carlo Ancelottiego. A testować jest co, bo od przejęcia sterów przez Włocha The Toffees przegrali jedynie dwa spotkania ligowe (z Manchesterem City oraz Arsenalem), a więcej punktów od nich zgromadzili tylko The Reds i The Citizens. Dla gospodarzy jest to nie tylko okazja na rehabilitację po niepowodzeniu na Emirates Stadium, ale również drugi z czterech etapów serii spotkań z największymi klubami Premier League (po Czerwonych Diabłach przyjdzie kolej na Chelsea i Liverpool). Serii, która może zdefiniować proeuropejskie dążenia Richarlisona i spółki.
O występach na Starym Kontynencie, a będąc bardziej precyzyjnym, o grze w Lidze Mistrzów, śni także United. Jeśli Trybunał Arbitrażowy do sprawy Sportu (CAS) nie zmieni decyzji UEFA o ukaraniu klubu z Etihad Stadium, obecnie zajmowane, piąte miejsce w stawce da mu do tego sposobność. Zamiast czekać na wyroki sądowe podopieczni Ole Gunnara Solskjaera winni jednak zmniejszać dystans punktowy dzielący ich od Chelsea. Podróż do niebieskiej części Merseyside nie będzie miała charakteru turystycznego.
ZAROBIĆ, A SIĘ NIE NAROBIĆ
A skoro już o The Blues mowa, ci zdają się wcielać w głównego bohatera serialu „Świat według Kiepskich”. Ferdynand Kiepski wielokrotnie zastanawiał się przecież, jak zrobić, żeby zarobić, a się nie narobić. Ekipa ze Stamford Bridge wie.
W jej wypadku nie rozchodzi się o pieniądze – choć o nie przy okazji też – a o przepustkę do zawodów, w których gra się piłką wyszytą gwiazdami. Cesar Azpilicueta i spółka od miesięcy okupują lokatę, która to gwarantuje. Robią to, pomimo dalekiej od optimum formy, a ilekroć ktoś próbuje ich zdetronizować, wychodzą obronną ręką. Stało się tak zarówno w grudniowym, jak i zeszłotygodniowym starciu z Tottenhamem. Między nimi Chelsea wygrała jednak tylko dwa spotkania ligowe, nie dając rady choćby Southampton i Newcastle. Czyżby więc piłkarze motywowali się jedynie na występy, w których mają przysłowiowy nóż na gardle? Czyżby szli po linii najmniejszego oporu? Mecz z wracającym do złych nawyków Bournemouth dostarczy kolejną dawkę odpowiedzi.
DWA MAŁE „ALE”
Ani uzyskaniem kwalifikacji do Ligi Mistrzów, ani kwestią tytułu mistrzowskiego, ani tym bardziej zbliżającą się potyczką z Watfordem nie przejmuje się Liverpool. Drużyna z Anfield zdaje się mieć wszystko pod kontrolą. Nawet jeśli zdarzy jej się przegrywać z West Hamem, wystarczy wrzucenie wyższego biegu, przejęcie inicjatywy i kolejne trzy punkty oraz rekordy lądują na jej koncie. Zwycięstwo z Młotami było 18. kolejnym na poziomie Premier League, co stanowi powtórzenie wyczynu Manchesteru City z sezonu 2017/18, a także 21. w domowym meczu ligowym z rzędu (osiągnięcie, któremu dorównuje jedynie zespół Billa Shankly’ego z 1972 roku).
21 – @LFC have won their last 21 home Premier League games, equalling the English top-flight record for consecutive home wins, set by the Reds themselves between January and December 1972 under Bill Shankly. Throwback. pic.twitter.com/IY6iE0pEaS
Jak tak dalej pójdzie, gracze Jurgena Kloppa sięgną po upragniony laur już w marcu. Jedynymi kwestiami, które mogą ich niepokoić, są uraz Jordana Hendersona, którego wyraźnie brakowało we wspomnianym wyżej starciu, oraz kłopoty z niwelowaniem zagrożenia po rzutach rożnych rywala. Na przestrzeni dwóch spotkań The Reds stracili w ten sposób dwa gole. Na niechybny sukces na krajowym podwórku to nie wpłynie, lecz na arenie międzynarodowej już tak gładko może nie być.
Z ZIEMI POLSKIEJ NA ANGIELSKIEJ
– Fabiański zaliczył kilka bardzo dobrych interwencji. Jeśli mam być szczery, powinien wybronić także pierwszego gola. Kiedy grasz na Anfield, potrzebujesz dobrego występu golkipera, ponieważ gospodarze stwarzają sobie dużo sytuacji i oddają sporo strzałów. Mimo to, Łukasz był dla nas bardzo ważny – podsumował David Moyes, zapytany o poniedziałkowy występ Polaka. Ten z uwagi na błąd przy trafieniu Mohameda Salaha nie był najbardziej udany, czego 34-latek ma absolutną świadomość. Na jego szczęście okazja do rehabilitacji nadarzy się już w sobotę.
Wtedy to na London Stadium zawita Southampton z Janem Bednarkiem w pierwszym składzie. Obrońca znad Wisły wrócił do niego po niespodziewanej absencji w starciu z Burnley, pomagając Świętym w zwycięstwie nad Aston Villą. Czy podobnie będzie w potyczce z Młotami? A może jednak górą będzie drugi z kadrowiczów Jerzego Brzęczka?
Oprócz opisanych wyżej spotkań, w zbliżający się weekend kompletnie rozbite Norwich zmierzy się z pogrążonym w marazmie Leicester, remisujące na potęgę Brighton podejmie wreszcie zwycięskie Crystal Palace, a mizerne ostatnimi czasy Newcastle zagra z będącym w bardzo dobrej dyspozycji Burnley.
Mimo nieobecności czterech drużyn, dwudziesta ósma seria gier zapowiada się pasjonująco. Zanim więc oczy wszystkich zwrócą się w kierunku Wembley, warto poświęcić chwilę Premier League.
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.