Liverpool sięgnął po upragniony, wielce wyczekiwany tytuł mistrzowski, ale sezon Premier League daleki jest od rozstrzygniętego. Do końca pozostało jeszcze siedem kolejek. Najbliższa została rozplanowana aż na sześć dni.
Starcie Guardioli i Kloppa to niepodważalny hit kolejki (fot. Reuters)
ŚRODA W LONDYŃSKICH KLIMATACH
W środę do gry ławą ruszą drużyny ze stolicy. Dążący do wygrzebania się z marazmu Arsenal zmierzy się z tkwiącym po uszy w kryzysie Norwich. Dla Kanonierów to znakomita okazja na podbudowanie rozpoczętej w spotkaniu z Southampton passy zwycięstw. Ta jest niezbędna, jeśli londyńczycy chcą jeszcze włączyć się do rywalizacji o prawo do gry w europejskich pucharach.
W tych prawie na pewno wystąpi Chelsea. Dzięki wygranej z Manchesterem City The Blues umocnili się na czwartym miejscu w tabeli. Tym razem zadanie powinno być o wiele łatwiejsze, wszak naprzeciwko Christiana Pulisicia i spółki staną piłkarze West Hamu. Amerykanin został wyróżniony nieprzypadkowo. W dwóch pierwszych występach po wznowieniu rozgrywek 21-latek zdobył dwie bramki. W sumie na poziomie Premier League ma ich już siedem. Więcej niż jakikolwiek z jego rówieśników lub graczy młodszych od niego.
Młoty wciąż plasują się tuż nad strefą spadkową. ich sytuacja byłaby jeszcze gorsza, gdyby drużyny znajdujące się „pod kreską” nie radziły sobie równie marnie albo i marniej. Nie, żeby podopieczni Davida Moyesa mieli się czym chwalić. Żaden zespół angielskiej ekstraklasy nie stracił więcej bramek samobójczych od nich (3). Seria porażek ligowych poza własnym obiektem trwa już od siedmiu delegacji. Fakt, że West Ham zagra z Chelsea na London Stadium może mu jednak nie pomóc.
Bournemouth kontra Newcastle i Everton versus Leicester to pozostałe wydarzenia, jakie zaplanowano na środowy wieczór.
CZWARTKOWE STARCIE TYTANÓW
W czwartek dojdzie natomiast do hitu na hitami. Wicelider podejmie lidera. Ustępujący mistrz zmierzy się z ekipą zasiadającą na tronie. Choć na szali będzie głównie prestiż i honor, rywalizacja Manchesteru City z Liverpoolem zapowiada się pasjonująco.
Przede wszystkim dlatego, że Pep Guardiola nie zwykł traktować meczów ligowych po macoszemu, a drużyna Juergena Kloppa wciąż ma o co grać. Mowa rzecz jasna o rekordach. The Reds wiele z nich już pobili, ale kilka nadal mają szansę poprawić. Mogą stać się zespołem, który osiągnie największą liczbę zwycięstw (w sezonach 2017/18 i 2018/19 The Citizens uzbierali ich 32). Tym, który skompletuje najwięcej punktów (w rozgrywkach 2017/18 City zatrzymało się na 100) i wygra najwięcej spotkań domowych (Chelsea, Manchester United i Manchester City zdołali sięgnąć po 18 takich triumfów). Wreszcie tym, który zostanie mistrzem z największą przewagą nad wicemistrzem (aktualny rekord wynosi 19 punktów i należy do klubu z Etihad Stadium).
Liverpool na pewno nie spocznie na laurach. Zapowiedział to już jego szkoleniowiec, który w rozmowie ze „Sky Sports” przyznał: – Jesteśmy mistrzami. Na boisku będziemy się jednak zachowywać jakbyśmy nigdy niczego nie wygrali.
Zakładając, iż Kevin De Bruyne i spółka nie będą chcieli przekazać buławy polubownie, potyczka tytanów zapowiada się pasjonująco. Przystawkę do tej zaserwują natomiast gracze Sheffield United i Tottenhamu.
Przypieczętowanie tytułu mistrzowskiego przez The Reds z pewnością nie pozbawi końcówki sezonu Premier League emocji. Zbyt wielu ma do stracenia lub zyskania zbyt wiele.
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.