– Piłka szczęśliwie trafiła do Łukasza Madeja, nie wiem czy spowodowałem jego upadek, ale on ewidentnie czekał, by znaleźć się przede mną i upaść – powiedział obrońca Widzewa Łódź, Wojciech Szymanek o sytuacji z doliczonego czasu gry, kiedy arbiter podyktował rzut karny dla Śląska Wrocław, po którym ten doprowadził do wyrównania.
– Kontakt między nami na pewno był, ale od samego kontaktu nie powoduje się upadku, więc ciężko cokolwiek powiedzieć. Jest mi bardzo przykro, że tak się stało – podkreślił.
– Sędzia czekał i szukał momentu, żeby podyktować rzut wolny, gdzieś w granicach pola karnego – stwierdził Szymanek.
Tak na prawdę musimy mieć pretensje do siebie, bo przez cały mecz byliśmy bardzo dobrze ustawieni, a w decydujących minutach nie utrzymaliśmy tego ustawienia. Po raz kolejny tracimy bramkę w ostatnich minutach, to jest bardzo przykre i wszyscy jesteśmy bardzo wkurzeni – zaznaczył obrońca.