Hiszpańska ekstraklasa nie zwalnia tempa. Ledwo zakończyła się cała poprzednia seria gier, a już zaczyna się następna kolejka opatrzona numerem 33. Jej bezsprzecznym hitem jest konfrontacja FC Barcelony i Atletico Madryt. Ale to bynajmniej nie wszystko, czego będziemy świadkami.
(fot. Reuters)
Szczególnie interesująco zapowiada się rywalizacja Valencii z Athletikiem Bilbao. Obydwie drużyny w ligowej tabeli dzieli raptem jeden punkt. Obydwie także walczą o udział w europejskich pucharach. Faworytem wydaje się być zespół z Kraju Basków ze względu na ponadprzeciętnie słabą dyspozycję ich rywali. „Nietoperze” całkowicie nie odnajdują się w postkoronawirusowej rzeczywistości (zwycięstwo, remis i trzy porażki).
Zaś inna ekipa znad Zatoki Walenckiej – Villarreal – jest w zgoła odmiennej sytuacji. „Żółta Łódź Podwodna” skompletowała aż trzynaście punktów na przestrzeni ostatnich pięciu meczów hiszpańskiej ekstraklasy. Ze wszystkich zespołów tylko liderujący Real Madryt dopisał do własnego konta więcej oczek (piętnaście). W starciu z Betisem wybrańcy Javiera Callejy chcą po raz kolejny udowodnić, że wysokie – piąte – miejsce w ich wykonaniu bynajmniej nie jest dziełem przypadku.
Bez dwóch zdań niemałą oglądalnością będzie cieszył się pojedynek dwóch madryckich drużyn – Realu i Getafe. „Królewscy” nie popełnili dotychczas nie popełnili ani jednego błędu, odnosząc zwycięstwo w każdym z pięciu spotkań rozegranym po koronawirusowej przerwie. Piłkarze prowadzeni przez Zinedine’a Zidane’a są na prostej szosie do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii. Aby jednak ostatecznie móc sięgnąć po końcowy tytuł, należy kroczyć od wygranej do wygranej, a następną przeszkodą na ich drodze są rozczarowujący czerwcowymi rezultatami „Los Azulones”.