Zlatan Ibrahimović od dłuższego czasu robi wszystko, by było o nim głośno. W poniedziałek szwedzki napastnik raz jeszcze zaprezentuje się kibicom jako abdykujący król Paryża.
Zlatan Ibrahimović znów zagra w Paryżu, a dokładniej na jego przedmieściach, w Saint-Denis
34-latek grając przez ostatnie cztery sezony dla Paris Saint-Germain, mógł narzekać tylko na jedno. Mianowicie brak sukcesów z reprezentacją Szwecji. W Ligue 1 szło mu znakomicie. Przepełniony pewnością siebie piłkarz został najlepszym strzelcem zespołu w historii oraz trzykrotnym królem strzelców ligi. Żartował nawet sobie, że mógłby w Paryżu zostać, ale tylko wtedy, gdyby zamiast Wieży Eiffla postawiono jego pomnik.
Władze klubu pewnie taką zachciankę gotowe byłyby spełnić, ale paryski ratusz – bynajmniej. Tak czy inaczej jasne było, że po strzeleniu 156 goli w barwach PSG samozwańczy król Paryża zostawi swoich poddanych.
Teraz przed Ibrahimoviciem zadanie niesamowicie trudne. W grupie E mistrzostw Szwedzi zmierzą się kolejno z Irlandią, Włochami oraz Belgią. Pierwsze spotkanie wcale nie będzie dla Trzech Koron łatwe. The Boys in Green w eliminacjach przysporzyli ogromnych kłopotów Polakom, a nawet mistrzom świata z Niemiec.
Za Szwecją przemawia historia jej potyczek z Irlandczykami. Z dziesięciu spotkań ekipa ze Skandynawii wygrała pięć, podczas gdy rywale schodzili z placu boju w roli zwycięzców trzykrotnie. Po raz ostatni starcie obu ekip odbyło się w wrześniu 2013 roku. Szwedzi zdobyli trzy punkty, ale na mundial potem i tak nie pojechali.
Podopieczni Erika Hamkrena na Stade de France zrobią wszystko, by udanie rozpocząć turniej. Później o zwycięstwa będzie już o wiele trudniej. Chociaż Szwedzi raz już – na mistrzostwach Europy w 2004 roku – pokazali, że potrafią przechytrzyć Włochów. Jak będzie tym razem? Jeśli Ibra poczuje się jak w domu, ekipa Trzech Koron będzie walczyć o wyjście z grupy. 34-latek następnej okazji na sukces w ME mieć już nie będzie.
Gianni Infantino znalazł sojusznika. Niedawno był przez niego krytykowany
Prezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej (AFC), szejk Salman bin Ibrahim Al Khalifa, zamierza poprzeć Gianniego Infantino, aktualnego szefa FIFA, w jego staraniach o kolejną kadencję.