Dzisiaj poznamy kolejnego finalistę Euro 2016. W drugim spotkaniu barażowym reprezentacja Węgier postara się utrzymać na własnym terenie minimalną przewagę z pierwszego starcia z Norwegią.
Tamas Kadar z Lecha Poznań jest podstawowym obrońcą reprezentacji Węgier (foto: Ł. Skwiot)
Nie ma co ukrywać, że reprezentacja Norwegii znajduje się w bardzo trudnej sytuacji przed dzisiejszym meczem. Podopieczni Pera-Mathiaas Hogmo w pierwszym meczu przegrali 0:1 i to mając za sobą swoich kibiców. Węgrzy odnieśli minimalne zwycięstwo po golu Laszlo Kleinheislera.
Dzięki wygranej w pierwszym meczu reprezentacja Węgier znajduje się w bardzo dobrej sytuacji. Zespół prowadzony przez Bernda Storcka może osiągnąć historyczny sukces. Węgrzy po raz ostatni wzięli udział w wielkim turnieju w 1986 roku, kiedy to w mistrzostwach świata odpadli w fazie grupowej. Od tamtej pory tamtejszy futbol, zarówno reprezentacyjny jak i klubowy przeżywa spory regres.
– W pierwszym meczu osiągnęliśmy sukces, gdyż byliśmy bardzo zdyscyplinowani w naszych poczynaniach na murawie. W rewanżu chcemy zagrać co najmniej tak samo dobrze. Nie myślimy o przeszłości tylko skupiamy się na tym jednym meczu. Jesteśmy w dobrej sytuacji, ale to nie zmienia faktu, że przed nami duże wyzwanie – powiedział Storck.
Nie podlega dyskusji to, że reprezentacja Norwegii rzuci się do ataków. Jednak Węgrzy w tym roku spisują się bardzo dobrze w defensywie i w pięciu z ośmiu meczów zachowali czyste konto. – Kocham futbol, bo jest pełen niespodzianek. Postawa Węgrów jest dla nas dużą zagadką – czy oni się rzucą na nas, czy skupią na defensywie? – powiedział z kolei selekcjoner Norwegów.
Carlo Ancelotti z nowym kontraktem. Znak zaufania federacji
Włoski szkoleniowiec nie przeszedł jeszcze pierwszego poważnego testu w roli selekcjonera Canarinhos. Mimo to federacja postanowiła podpisać z nim długoterminowy kontrakt.