Faworytem była Sparta. Raków zapowiadał, że przyjechał po zwycięstwo. W Pradze wyszedł z tego bezbramkowy remis, z którego na pewno bardziej zadowoleni mogą być częstochowianie.
Na papierze mecz w Pradze wydawał się najtrudniejszym dla Rakowa w fazie zasadniczej Ligi Konferencji. W tym sezonie ze Spartą na jej stadionie przy Letnej nie wygrał nikt. Mało tego, prażanie w jedenastu meczach u siebie odnieśli dziesięć zwycięstw i tylko raz zremisowali. A co jeszcze więcej, w europejskich pucharach ze Spartą na wyjeździe jak dotąd żaden polski zespół nawet nie zremisował. Wszystkie przegrały. To najlepiej obrazuje skalę trudności przed jaką stali częstochowianie. I trzeba przyznać, że potrafili jej sprostać. Jasne, jeżeli chodzi o widowisko to postronni obserwatorzy nie znaleźliby specjalnych powodów do zachwytu. Nawet ci bardziej emocjonalnie zaangażowani, poza wynikiem za jakiś czas nie będą z tego meczu pamiętać pewnie nic. Ale to co było najważniejsze się zgadza. Raków na trudnym terenie wywalczył bardzo cenny punkt i w Lidze Konferencji jest w sytuacji komfortowej.
W pierwszej połowie gospodarze byli lepsi, ale nie była to jakaś miażdżąca przewaga. Dopiero po wymuszonej zmianie i wejściu na boisko Lukasa Haraslina, Sparta zaczęła za jego sprawą stwarzać groźne sytuacje. Jedną były gracz gdańskiej Lechii zamienił nawet na gola, ale sędziowie odgwizdali pozycję spaloną. W ostatnich minutach przed przerwą pod bramką Oliwiera Zycha kilka razy groźnie się zakotłowało, ale częstochowianie za każdym razem potrafili cało wyjść z opresji. Druga połowa zaczęła się zgoła odmiennie. Jonatan Brunes świetnie uwolnił się spod krycia obrońcy i znalazł w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale zamiast do siatki huknął z szesnastu metrów nad poprzeczką. Później do bramki trafił Michael Ameyaw, jednak był na spalonym. Jeszcze w samej końcówce Apostolos Konstantopoulos przymierzył głową w słupek. Można gdybać co by się stało jeśli, któraś z tych okazji zamieniłaby się w gola, ale po prawdzie Sparta swoich szans miała więcej i raczej należy się cieszyć, że nie powtórzyła się sytuacja sprzed trzech lat ze stadionu Slavii, gdy Medaliki straciły bramkę w doliczonym czasie gry.
Z dwóch wyjazdów do Czech Medaliki przywożą dwa remisy. Z tym, że o ile dwa tygodnie temu w Ołomuńcu raczej straciły dwa punkty, to w Pradze ze Spartą, bardziej jeden zdobyły. Na półmetku fazy ligowej mają pięć punktów i gdy wygrają jeszcze jeden z trzech pozostałych meczów na pewno w Lidze Konferencji grać będą także wiosną. Jeśli zaś utrzymają dotychczasowy trend, czyli będą wygrywać u siebie i remisować na wyjazdach, to mogą być pewni, że zakwalifikują się od razu do 1/8. Na półmetku są ku temu na dobrej drodze.
Za wysokie progi na polskiego klubu nogi [KOMENTARZ]
W obu meczach z Fiorentiną Raków obejmował prowadzenie i oba przegrał w doliczonym czasie gry. Po zakończonej rywalizacji trener Łukasz Tomczyk mówił, że zabrakło trochę szczęścia. To fakt, ale pamiętajmy, że ono sprzyja lepszym.