Legia Warszawa zremisowała w upalnym Mostarze ze Zrinjskim (1:1). Wynik ten stawia warszawski zespół w dość dobrej sytuacji przed rewanżem, ale nie da się ukryć, że kibice oczekiwali dziś od Wojskowych o wiele więcej.
Nemanja Nikolić otworzył wynik meczu, ale jego gol zwycięstwa nie dał
Legioniści do najważniejszego miasta Hercegowiny pojechali w nie najlepszych nastrojach. Kilka dni temu zespół Besnika Hasiego przegrał mecz o Superpuchar Polski z Lechem Poznań (1:4). Trener narzekał oczywiście na braki kadrowe, jednak te nie do końca tłumaczyły tak wysoką porażkę.
Przed wtorkowym spotkaniem w Mostarze prawie pewne było, że do składu Legii powrócą najważniejsi piłkarze. – Reprezentanci są gotowi do gry, ale decyzję o tym czy zagrają, zapadnie w dniu spotkania – mówił Hasi.
Albański szkoleniowiec zdecydował się oddelegować do boju m.in. Nemanję Nikolicia, Ondreja Dudę czy Tomasza Jodłowca. Gra warszawian w pierwszej połowie – mimo silnego składu – nie była jednak najlepsza. Spotkanie natomiast nie było przesadnie ciekawe. W dodatku sędzia Carlos Clos Gomez przerywał je dość często z uwagi na ostrą grę zawodników Zrinjskiego. W Legii aktywny był Guilherme. Właśnie po jednej z jego szarż w 35. minucie w znakomitej sytuacji znalazł się Duda. Słowak zniweczył jednak starania kolegi, źle przyjmując piłkę.
Po przerwie w Legii zadebiutował Radosław Cierzniak, który zastąpił narzekającego na ból łydki Arkadiusza Malarza. Żaden z nich nie był jednak bohaterem akcji z 59. minuty. Wówczas dobrym podaniem prostopadłym popisał się Thibault Moulin, a adresat zagrania – Nikolić – strzelił nie do obrony z kilkunastu metrów.
Wojskowi z prowadzenia cieszyli się zaledwie osiem minut. Ekipa z BiH wyrównała za sprawą celnego uderzenia głową Matii Katanca. Chorwat wykończył dośrodkowanie z rzutu rożnego.
Piłkarze Hasiego walczyli oczywiście o lepszy wynik, ale gra się im nie kleiła. W 70. minucie bliski ponownego pokonania Dalibora Kozicia był Nikolić, jednak tym razem bramkarz wyszedł z pojedynku zwycięsko. Do końca nic się już nie zmieniło i sędzia zagwizdał po raz ostatnim przy stanie 1:1.
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.