Godzinę przed meczem nad Bolonią zebrały się czarne, deszczowe chmury. Nad nowym selekcjonerem Jerzym Brzęczkiem nic się nie zbiera. On ma czas. Nikt go nie będzie oceniał po jesiennych meczach w Lidze Narodów. Na cenzurkę poczeka rok, jak w szkole. Ale na początek ugrał z Włochami remis 1:1, który jednak daje nadzieję na przyszłość.
(fot. Piotr Kucza/400mm.pl)
To był debiut Brzęczka na stanowisku selekcjonerskim, podobnie Roberto Maciniego. Obaj muszą zbudować nowe drużyny, choć Włoch kurtuazyjnie twierdzi, że jednak Polska jest na innym, bardziej zaawansowanym, etapie. Dla Włocha wizyta w Bolonii była czymś podwójnie wyjątkowym. Niemal co do dnia, 37 lat temu, jako zawodnik miejscowego klubu zadebiutował w Pucharze Włoch, w wieku 17 lat…
Zabytkowy, blisko stuletni Stadio Renato Dall’Ara zapełniał się w żółwim tempie i zgodnie z przewidywaniami nie zapełnił całkowicie, aczkolwiek przynajmniej trzy czwarte miejsc było zajęte. Mówią, że brzydki i niefunkcjonalny. Jest faktycznie stary, czeka na renowację, ale nie brzydki. Położony nieopodal wzgórz, z zabytkową fasadą i obowiązkową – jak to w Bolonii – wieżą. Sam mecz bardziej interesował Polaków niż Włochów. Via Andrea Costa ciągnął już od godziny 18 sznureczek polskich fanów. Włochów nie było. Zjawili się niemal w ostatniej chwili.
Skład desygnowany przez Jerzego Brzęczka nie był zaskoczeniem. W wyjściowym zestawieniu pojawił się jeden debiutant – Arkadiusz Reca. Zresztą też spodziewany, bo po tym, jak z powodu kontuzji do domu musiał wrócić Maciej Rybus, z lewych obrońców został tylko on i Rafał Pietrzak. Niepokojąca w zestawieniu Brzęczka była obecność jednocześnie kilku zawodników, którzy w tym sezonie grają incydentalnie, mowa o Recy właśnie, Jakubie Błaszczykowskim, Janie Bednarku i Rafale Kurzawie. Łukasz Fabiański na bramce, Robert Lewandowski kapitanem – kolejne dwie zrozumiałem decyzje selekcjonera.
W 6 minucie senny (nie licząc aktywnego sektora w biało-czerwonych barwach) stadion się ożywił, gdy znakomicie do Piotra Zielińskiego podał Robert Lewandowski, ale pomocnik Napoli przegrał pojedynek z Gianluigim Donnarummą, którego przecież kilkanaście dni wcześniej dwukrotnie pokonał w meczu ligowym. Później, po ewidentnie ćwiczonym wyrzucie z autu i dwóch kolejnych zgraniach głową, postraszył bramkarza gospodarzy Grzegorz Krychowiak. Polacy stworzyli przed przerwą klarowniejsze sytuacje od Włochów. Natomiast nawet niecelne uderzenia Mario Balotellego wzbudzały aplauz. Widać, że Super Mario to idol. Zresztą to czuć było już na rozgrzewce. A Donnarumma musi bardzo nie lubić Zielińskiego, bo to, co udało mu się w 6 minucie, nie udało w 40. Piękne podanie Lewego wykończył pewnie właśnie Zieliński. Po przerwie do natarcia rzucili się Włosi, ale pod bramką Fabiańskiego się raczej mocno nie paliło, najwyżej czasem dymiło. Bartosz Bereszyński zgłupiał tylko raz, kiedy zakręcił nim Lorenzo Insigne. Czujnie grał Bednarek, bez kompleksów i odważnie Reca, Glik nie mylił się w decyzjach. Poprawni Mateusz Klich i Grzegorz Krychowiak (bardziej) plus bardzo dobry Piotr Zieliński, który współpracował aż miło z Lewandowskim. Pewni w defensywie, nieźle zorganizowani, biało-czerwoni na wiele Italii nie pozwolili. Dali się niestety zepchnąć do defensywy, a rzut karny był tego efektem.
Ostatnim polskim selekcjonerem, który wygrał w debiucie był Janusz Wójcik 21 lat temu w Warszawie, przeciw Węgrom. Brzęczek, wiadomo, kapitan w olimpijskiej Wójcika, jego wierny żołnierz, w debiucie JW na Łazienkowskiej też wystąpił. Niewiele zabrakło, by w piątek pod tym względem dorównał swojemu byłemu trenerowi.
Media: Mateusz Żukowski coraz bliżej reprezentacji Polski
Mateusz Żukowski jest liderem klasyfikacji strzelców 2. Bundesligi. Zawodnik jest bacznie obserwowany przez sztab szkoleniowy reprezentacji Polski i jest bardzo duża szansa, że zobaczymy go na czerwcowym zgrupowaniu.