Real znów tańczy w rytmie samby, czyli jak Alvaro Arbeloa odzyskał Viniciusa?
Niedzielny spektakl na Santiago Bernabeu, w jednym z najsłynniejszych piłkarskich teatrów świata, pt. „Derby Madrytu” zebrał same pochlebne recenzje krytyków. Kunszt uznanych i utalentowanych aktorów, znakomicie odnajdujących się w swoich rolach, został doceniony przez szeroką publiczność. W roli głównej wystąpił jednak ktoś, bez kogo ostatnie produkcje słynnego madryckiego studia filmowego nie byłyby aż tak udane.
Do przerwy 0:1? Nie ma problemu, wyciągniemy to. Kosmiczna bramka z dystansu na 2:2? Spokojnie, jeszcze strzelimy. W niedzielnych derbach Madrytu Real zdawał się być gotowy do stanowczej odpowiedzi na każdy cios zadany przez Atletico. W konsekwencji Królewscy odnieśli pierwsze ligowe zwycięstwo nad rywalem zza miedzy od 18 września 2022 roku.
Alvaro Arbeloa skompletował tym samym symbolicznego hat-tricka. W krótkim czasie zdołał on bowiem pokonać zespoły prowadzone przez starych trenerskich wyjadaczy, jakimi niewątpliwie są Jose Mourinho, Pep Guardiola i Diego Simeone. Jeśli jednak Arbeloa był reżyserem tych sukcesów, to ich pierwszoplanową i najważniejszą postacią był nie kto inny jak Vinicius Junior, który pod skrzydłami 43-latka odzyskał radość z gry.
Brazylijczyk nie znalazł wspólnego języka z Xabim Alonso i nie jest tajemnicą, że trudna relacja obu dżentelmenów przyczyniła się do zwolnienia Baska. Awans Arbeloi z Castilli na stanowisko szkoleniowca pierwszej drużyny jawił się dla Viniego jako nadzieja na nowe otwarcie. Tym bardziej, że przez wielu kibiców Realu zaczął on być wytykany palcem jako „zgniłe jabłko”, które psuje atmosferę w szatni, a wręcz buntuje innych piłkarzy.
Ku zaskoczeniu niemal całego madryckiego środowiska, Arbeloa zaczął od… głaskania swoich podopiecznych. Chwalił ich absolutnie za wszystko, nawet gdy nie miał do tego żadnych podstaw, i wszystko brał na siebie. Wcale nie zniechęcił go fakt, że swoją przygodę na ławce trenerskiej rozpoczął od odpadnięcia z Pucharu Króla z drugoligowym Albacete na etapie 1/8 finału. Dalej chwalił i dalej pompował swoich zawodników. Kiedy wszyscy lub prawie wszyscy zastanawiali się, gdzie w tym sens i logika, na Viniciusa najwyraźniej podziałało to niczym kojący balsam.
Odkąd Arbeloa został mianowany następcą Alonso, 25-latek wystąpił w 16 spotkaniach na wszystkich frontach, w których zdobył łącznie 11 bramek i zanotował 3 asysty. Choć we wcześniejszej części sezonu zaliczył więcej ostatnich podań (9), to teraz stał się decydujący w polu karnym przeciwnika. Za kadencji Alonso strzelił 6 goli, ale zdecydowaną większość z nich – bo aż 5 – w okresie od sierpnia do października. Wszystko zmieniło się za sprawą Arbeloi.
Vinicius na nowo zaczął tańczyć i uśmiechać się na boisku. Czasem nawet dosłownie, jak w pamiętnym już starciu z Benficą na Estadio da Luz, kiedy po trafieniu przedniej urody wykonał swoją sambę przy chorągiewce. W rewanżu na Bernabeu znów to on był autorem kluczowej bramki na 2:1. W pierwszej konfrontacji z Manchesterem City nie wykorzystał rzutu karnego, a show skradł mu Fede Valverde, ale sześć dni później na City of Manchester Stadium to on popisał się dubletem, wieńcząc dzieło zniszczenia dokonane na ekipie Guardioli.
Kolejny recital Vini urządził sobie przeciwko Atletico. Najpierw skutecznie wyegzekwował jedenastkę wywalczoną przez Brahima Diaza, udowadniając, że pomyłkę z potyczki z City dawno puścił w niepamięć, a później po kapitalnym, przeszywającym podaniu Trenta Alexandra-Arnolda w swoim stylu zszedł z lewej strony do środka i strzałem w kierunku dalszego słupka zmusił Juana Musso do kapitulacji. W wielkim stylu zapewnił Los Blancos trzy punkty i stał się jednocześnie pierwszym graczem, który na przestrzeni pięciu ostatnich sezonów La Ligi osiągnął liczbę 100 udziałów bramkowych (gole i asysty).
– Kolejny wielki mecz Viniego, kolejny pokaz talentu, odwagi, charakteru, braku strachu przed popełnieniem błędu i ponownym spróbowaniem. Zdobył wielką bramkę, która dała nam zwycięstwo w bardzo trudnym momencie. I jak zawsze mówię, dla mnie to ogromne szczęście mieć takiego piłkarza ze względu na jego zaangażowanie, talent, na jego nieustanną chęć ciągnięcia drużyny. I myślę, że nie wiem, czy to najlepszy moment w jego karierze, ale na pewno niewiele mu do tego brakuje – powiedział Arbeloa na pomeczowej konferencji prasowej.
Popularny Spartanin (taki przydomek Arbeloa zyskał w trakcie kariery piłkarskiej ze względu na dyscyplinę i ofiarność, jakimi zawsze wykazywał się na boisku) odmienił Viniciusa jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i sprawił, że ten swoją pełną polotu i fantazji sambą prowadzi Real do kolejnych triumfów. A to wszystko u progu najważniejszego momentu w roku, w którym będą rozstrzygać się tytuły.
– Nie wiem, co się ze mną dzieje, kiedy nachodzi ten moment sezonu, że zawsze się poprawiam, zawsze strzelam, daję asysty. Zawodnicy są tutaj właśnie po to. Presi (Florentino Perez, prezes Realu – przyp. red.) zawsze mówi mi, że muszę zdobyć dwie bramki i dziś zdobyłem dwie dla niego – ocenił Brazylijczyk po niedzielnych derbach.
Jeśli Vinicius utrzyma taką dyspozycję, ćwierćfinałowy dwumecz Realu z Bayernem w Champions League może być prawdziwym starciem gigantów. Po jednej stronie barykady on, po drugiej – zachwycający w trwającej kampanii Michael Olise. A co w sytuacji, jeśli Vini po raz kolejny wcieli się w rolę głównego protagonisty, bezpośrednio przyczyni się do wyrzucenia Bawarczyków za burtę, a Królewscy będą mieć na horyzoncie 16. Puchar Europy?
Cóż, wówczas nowy kontrakt będzie jedynie formalnością, a on ponownie stanie się arcypoważnym kandydatem do nagrody, którą przed dwoma laty sprzed nosa sprzątnął mu Rodri – lauru godnego nazywania go swoistym piłkarskim Oscarem, czyli Złotej Piłki.
Szansa na to, że nie będzie zmuszony czekać na niego tak długo jak Leonardo DiCaprio, jest wielce – nomen omen – realna.
Media: Lewandowski nie jest zadowolony z oferty Barcelony
FC Barcelona złożyła propozycję przedłużenia umowy dla Roberta Lewandowskiego. Polak nie jest jednak zadowolony z warunków finansowych w potencjalnym kontrakcie.
Media: Ten trener może zastąpić Alvaro Arbeloę w Realu
Wiele wskazuje na to, że po zakończeniu sezonu dojdzie do roszady na ławce trenerskiej Realu Madryt. Jednym z głównych kandydatów do objęcia „Królewskich” ma być Mauricio Pochettino, obecnie odpowiadający za wyniki reprezentacji USA.