Real z kolejnym trofeum. Cennym, ale łatwym do zdobycia.
We wczorajszym finale KMŚ w
Marrakeszu Real napotkał na przeciwnika słabszego, niż większość tych, z
którymi rywalizuje na co dzień w Primera Dvision. Jeśli ktoś oglądał ostatni
ligowy mecz Królewskich z Almerią i spotkanie z San Lorenzo, to musi się z taką
tezą zgodzić. Nie wolno odbierać Carlo Ancelottiemu, piłkarzom RM oraz ich kibicom
satysfakcji i radości z dołożenia kolejnej perły do korony, ale faktom trzeba spojrzeć
w oczy: wygranie tego meczu było obowiązkiem, koniecznością, a nie możliwością.
Piłkarze Realu wypełnili swój obowiązek triumfując w klubowym mundialu
Pokazał on nie tyle potęgę Realu i
europejskiej piłki w ogóle, ale nędzę klubowego futbolu w Ameryce Południowej.
Owszem, San Lorenzo to w tej chwili argentyński średniak, ale sam fakt, że
zdobywca Copa Libertadores może się w krótkim czasie stoczyć w przeciętność (czy
ktoś sobie wyobraża, że Real wygrywa Ligę Mistrzów, a kilka miesięcy później
jest ósmy w La Liga?) pokazuje, na jak słabym poziomie stoją najważniejsze południowoamerykańskie
rozgrywki.
Piłkarzy papieskiego klubu w konfrontacji z Realem nie stać było na
nic więcej poza obroną, jeśli pominąć końcówkę, kiedy zawodnicy Realu prowadząc
2:0 już odliczali czas do wigilijnej kolacji. Prawda jest taka, że drenaż
zespołów z Ameryki Południowej przez kluby europejskie posunął się tak daleko, że
dziś grają tam już tylko rzemieślnicy, bo każdy młody zawodnik, który czymkolwiek
błyśnie, zaraz jedzie za Atlantyk. Prawda znana, ale dawno z taką ostrością się
nie uwidoczniła. Bo który z obecnych zawodników SL nadaje się do czołowego
zespołu w Europie? No, który? To proste, żaden.
Największym pozytywem z punktu
widzenia kibiców Realu była gra Ikera Casillasa, bo że Sergio Ramos znów ozłoci
swoją głowę wtedy, kiedy okaże się to potrzebne, było w zasadzie pewne. Casillas
zwieńczył występem w Marrakeszu znakomity miesiąc, w którym wcześniej obronił
dwa rzuty karne. Można powiedzieć zatem, że wrócił stary, dobry San Iker. A jeśli
Real chce zdobyć undecimę, musi mieć i w bramce prawdziwego tytana. Więc chyba
znów go ma.
Teraz fanom Los Blanco pozostaje tylko
mieć nadzieję, że forma zespołu nie uleci gdzieś w kosmos w trakcie Świąt, że w
nowym roku najpierw pobije on rekord Kurytyby, a potem odzyska mistrzostwo kraju
i jako pierwszy obroni triumf w Lidze Mistrzów.
Coraz bliżej tysiąca! Cristiano Ronaldo z kolejnym golem [WIDEO]
Al-Nassr wygrało 4:2 z Al-Szabab. Hat-trickiem popisał się Joao Felix, a jedną z bramek zdobył Cristiano Ronaldo. To 971. bramka Portugalczyka w karierze.