Raków w końcu skruszył pomarańczowy mur i wygrał z Zagłębiem. Częstochowianie odskakują w tabeli
W ostatnim meczu 26. kolejki PKO BP Ekstraklasy Raków Częstochowa pokonał na wyjeździe Zagłębie Lubin 2:0. Gole dla drużyny gości strzelali Jonatan Braut Brunes i Patryk Makuch.
Jakub Glibowski
Fot. Tomasz Folta/PressFocus
Zagłębie wyszło na murawę zdeterminowane, żeby urwać punkty liderowi. Już w pierwszych minutach Tomasz Pieńko po dalekim zagraniu był bliski wywalczenia sobie pozycji sam na sam. W 5. minucie pierwszy raz bramce gospodarzy zagroził Raków. Matej Rodin uderzył głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale Dominik Hładun zdołał obronić nogą i wybić piłkę.
Solidne Zagłębie
Planem Miedziowych na zaskoczenie rywala były rzeczone zagrania z głębi pola na wybiegającego Pieńkę. Medaliki częściej utrzymywały się przy piłce, ale nic konkretnego z tego nie wynikało. Zagłębie za to było w stanie wyprowadzać groźne kontrataki, a nawet spychać Raków do defensywy.
W 16. minucie Jakub Kolan trafił w słupek po sytuacyjnym strzale z obrębu pola karnego. Pierwszych kilkanaście minut było swego rodzaju niespodzianką, ponieważ to lubinianie wyglądali na zespół bardziej zdecydowany. Z czasem temperatura ich wypadów spadła, a pod obiema bramkami nie działo się zbyt wiele. W 44. minucie dobry strzał bezpośrednio z rzutu wolnego zapisał przy swoim nazwisku Adam Radwański. Kacper Trelowski był jednak czujny i odbił futbolówkę na rzut rożny.
„Mocne uderzenie” Michalskiego
Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia. I to dosłownie, bo Damian Michalski mocnym uderzeniem łokciem po wyskoku do główki poczęstował Jeana Carlosa. Sędzia Daniel Stefański nie wahał się ani sekundy i od razu pokazał obrońcy Zagłębia drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Od 48. minuty gospodarze musieli więc radzić sobie w dziesiątkę.
Dwadzieścia minut później wydawało się, że Raków będzie miał szansę wyjść na prowadzenie po rzucie karnym. Arbiter wskazał na wapno po rzekomym zagraniu ręką we własnej szesnastce Josipa Corluki. Ostatecznie Stefański słusznie zmienił swoją pierwotną decyzję po obejrzeniu powtórki z wozu VAR.
Skruszony mur
Częstochowianie wyraźnie dominowali przy grze w przewadze, nie mogąc jednocześnie znaleźć sposobu na szczelną obronę Zagłębia. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego nie pozostawali im jednak dłużni i próbowali się odgryzać. W 73. minucie niezłą próbę ponownie podjął Kolan, ale piłka po jego strzale poszybowała nad poprzeczką.
I w końcu stało się to, co stać się chyba musiało. W 77. minucie fenomenalnie dysponowany w ostatnich tygodniach Jonatan Braut Brunes otrzymał podanie od Gustava Berggrena, pewnie wbiegł w pole karne, wyprzedził Michała Nalepę i uderzył prawą nogą, kierując futbolówkę na przeciwległy słupek. Hładun był bez szans, a Raków wreszcie dopiął swego.
W tym momencie Zagłębie nie miało już nic do stracenia i choć jeszcze rozpaczliwie starało się coś zmienić, to ostatni akcent tego spotkania również należał do przyjezdnych. Tym razem pojedynek z Nalepą na prawej stronie wygrał Leonardo Rocha, podał w szesnastkę do Patryka Makucha, a ten wykończył całą akcję. W tej sytuacji wydatnie pomógł mu Hładun, który powinien był zachować się o wiele lepiej i po prostu obronić to uderzenie.
Pole position Rakowa
Nie była to łatwa przeprawa dla drużyny Marka Papszuna, ale cel został osiągnięty. Raków się męczył, przepchnął te trzy punkty, mając na boisku jednego zawodnika więcej, a przede wszystkim – wykorzystał porażki Jagiellonii oraz Lecha i umocnił się na pozycji lidera PKO BP Ekstraklasy.
Jego przewaga nad Dumą Podlasia wynosi obecnie 4 punkty, a nad Kolejorzem – 5. Tym samym Medaliki wysuwają się na pole position w walce o mistrzostwo Polski.