Choć Legia Warszawa była skazywana przed meczem z Realem Madryt na pożarcie – i w gruncie rzeczy wyniku 1:5 nie można nazwać korzystnym – to jednak drużyna Jacka Magiery długimi fragmentami potrafiła pokazywać dobry futbol. Miroslav Radović zdobył z kolei bramkę z rzutu karnego, która zakończyła fenomenalną serię czystych kont Keylora Navasa na Santiago Bernabeu w Lidze Mistrzów – 562 minuty. Piłkarz Legii czuł jednak po meczu niedosyt…
Wszyscy doskonale wiemy, że na twoje słynne już zwody nabierają się obrońcy w ekstraklasie, ale okazało się, że najlepszym obrońcom świata też byłeś w stanie sporo namieszać. No, coś tam zostało… Cieszę się ze swojej bramki, ale ostatecznie wynik jest gorszy niż nasza gra. Chyba już wszyscy wiemy, że rozegraliśmy najlepsze spotkanie w Lidze Mistrzów, pokazaliśmy to szczególnie w pierwszej połowie, która wyglądała naprawdę obiecująco. Pokazaliśmy, że potrafimy grać w piłkę.
Czego zabrakło? Bartosz Bereszyński uważa, że daliście się wciągnąć w pułapkę Realu – rywal zostawiał wam sporo miejsca i później kontrował. Wszyscy widzieliśmy, że wyszliśmy na ten mecz odważnie, nie baliśmy się grać. Rzeczywiście zrobiliśmy też więcej miejsca Realowi, a wiemy, jakich Real ma zawodników, jakie indywidualności. I tym nas punktowali. O losach meczu zadecydowały dwie pierwsze bramki. Dla nas to nowe doświadczenie, trzeba z niego wyciągnąć jak najwięcej, w przyszłości ta lekcja może nam przynieść wiele dobrego.
Nie chciałeś oddać piłki przy rzucie karnym. Wypracowałem sam sobie sytuację i dlatego wziąłem piłkę. Dobrze, że udało się wykorzystać tę jedenastkę.
Jak ci się grało przy tak licznej publiczności? Fajnie, kibiców było naprawdę wiele, ale wydaje mi się, że atmosfera w Warszawie jest gorętsza.
W rewanżu tego zabraknie. No właśnie, zabraknie. Szkoda, bo to święto dla miasta, klubu, kibiców. Mam nadzieję, że to nasza pierwsza i ostatnia taka nauczka i że to się więcej nie powtórzy. Wiemy, jaką mamy opinię w Europie.
Dzisiaj się jednak trochę powtórzyło… No tak, ale przed stadionem, przed meczem… Dlatego mamy nadzieję, że jakoś to się uspokoi i nie będzie z tego żadnych konsekwencji.
Dla was Liga Mistrzów nie przyszła trochę za szybko po letnich transferach? Nadal uważam, że ta drużyna nie jest do końca zgrana. To moje zdanie, być może się mylę, ale nadal nie pokazujemy tego, na co nas stać. Szczególnie jeśli popatrzymy na nazwiska z przodu, to widzimy, że jest duży potencjał w drużynie. Od przyjścia nowego trenera coś ruszyło. Dopiero powinniśmy złapać power, który nam pozwoli punktować.
Macie tę wymarzoną, jedną bramkę w Lidze Mistrzów. Groziło wam, że będziecie jedną z nielicznych drużyn w historii bez gola w fazie grupowej. Mamy bramkę, ale jestem optymistą i myślę, że uda nam się w kolejnych meczach Ligi Mistrzów ugrać jeszcze jakieś punkty…
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.