Bardzo dobre spotkanie we wtorek oglądali kibice w Poznaniu. Miejscowy Lech podejmował w pierwszym meczu 1/4 finału Pucharu Polski Wisłę Kraków. Goście mieli więcej powodów do radości po końcowym gwizdku arbitra.
Po raz drugi na przestrzeni kilku dni Lech Poznań zmierzył się z Wisłą Kraków. W piątek 9 marca obydwie drużyny rozegrały mecz w Ekstraklasie. Wówczas na stadionie Białej Gwiazdy kibice nie oglądali goli.
We wtorek doszło do kolejnego starcia tych dwóch drużyn. Tym razem w Poznaniu, Lech i Wisła rozegrały pierwszy mecz w ramach 1/4 finału Pucharu Polski. Od pierwszych minut spotkanie stało na wysokim poziomie. Obydwie drużyny stwarzały sobie sytuacje bramkowe. W 37. minucie Semir Stilić z kilku metrów trafił w poprzeczkę. Po kilku minutach to Wisła mogła zdobyć bramkę. Dudu Biton nie wykorzystał świetnej okazji, a jego strzał wybronił Krzysztof Kotorowski.
W drugiej połowie meczu przez długi czas wydawało się, że kibice nie obejrzą bramek. Jednak goście w 71. minucie otworzyli wynik spotkania. Bardzo dobrze z rzutu wolnego w pole karne Wisły dośrodkowywał Łukasz Garguła. W ogromnym zamieszaniu do piłki dopadł Gordan Bunoza i strzelił gola.
Skromne zwycięstwo na wyjeździe jest dobrą zaliczką dla Wisły przed rewanżem. Mecz w Krakowie rozegrany zostanie za tydzień.
Papszun o sytuacji w Legii: mamy taką kadrę, jaką mamy
Trener stołecznego klubu po meczu z Widzewem odniósł się do sytuacji kadrowej swojego zespołu. Obecna rzeczywistość wymaga od Papszuna, zadaniowego, przygotowywania niektórych zawodników na inne pozycje.
Żelijko Kopić zagra z Widzewem Łódź o posadę. Przyszłość trenera Wieczystej wisi na włosku po kolejnej porażce w lidze. Chorwat prowadzi krakowski klub od 26 sierpnia.
Masłowski szczerze o transferach Widzewa. Mówi o Kolourisie
Łukasz Masłowski zdradził kulisy polityki transferowej. Łódzki klub wprowadził nowe zasady kontraktowania zawodników i nie będzie płacił ,,podatku'' za bycie Widzewem.
Mateusz Stolarski zaliczy do udanych swój debiut w roli trenera Widzewa. Łodzianie zremisowali z Legią 1:1. Oba zespoły, jak na klasyk, stworzyły ciekawe widowisko.