Puchacz to prawdziwy piłkarski obieżyświat. 26-latek ma już na swoim koncie grę dla dziewięciu klubów w pięciu różnych krajach.
Przypomnijmy, reprezentant Polski zimą trafił na wypożyczenie do Plymouth Argyle z niemieckiego Holstein Kiel.
Wychowanek Lecha Poznań nie przebił się na poziomie Bundesligi. Przeprowadzka na Wyspy do klubu z Championship wydawała się być dla niego idealną okazją do odbudowania się.
Puchacz złapał wprawdzie rytm meczowy, występując łącznie w 18 meczach, lecz końcówka sezonu nie była dla niego udana. Po raz ostatni wystąpił w podstawowym składzie w marcu. W okresie od kwietnia do maja, zagrał w dwóch meczach, łącznie spędzając na boisku 47 minut.
Na domiar złego, Plymouth spadło do League One. W obliczu degradacji można się było spodziewać, że klub z południowej Anglii nie aktywuje klauzuli pierwokupu, a i sam Puchacz nie będzie chętny na grę na trzecim poziomie rozgrywkowym.
Dzisiaj oficjalnie się to potwierdziło. Plymouth poinformowało, że Puchacz nie został wykupiony, w związku z czym powróci do swojego macierzystego klubu, a więc Holstein Kiel.
Michael Obafemi, Tymoteusz Puchacz, Darko Gyabi, Nikola Katic and Muhamed Tijani have returned to their parent clubs.
Thanks for your efforts, lads, and good luck for the future. 💚
W Niemczech na Puchacza również nie czekają dobre wieści. Wspomniane Holstein na dwie kolejki przed końcem sezonu zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli i ma już tylko matematyczne szanse na utrzymanie się w Bundeslidze.
Niewykluczone więc, że latem Puchacz ponownie zmieni barwy klubowe, do czego przyzwyczaił nas już praktycznie co okienko.
Historyczny debiut trenerki w Bundeslidze. Jak wypadł Union Berlin pod wodzą Marie-Louise Ety?
W Berlinie napisała się historia. Po raz pierwszy w historii zespół z TOP5 poprowadziła kobieta. Marie-Louise Eta zadebiutowała w roli trenera Unionu Berlin. Drużyna pod wodzą 34-latki przegrała z Wolfsburgiem.
Manuel Neuer nigdy nie został nowym Oliverem Kahnem. Stał się kimś znacznie lepszym
Transfer Manuela Neuera do Bayernu wykraczał daleko poza klubowe gabinety. Dyskutowano o nim nie tylko na trybunach, ale stał się sprawą quasi polityczną. Dla kibiców Schalke był reinkarnacją Judasza, dla fanów Bayernu najemnikiem i uzurpatorem niegodnym miejsca w ich klubie.