Pod koniec kwietnia na Stadionie Narodowym w Warszawie odbyć się miał wielki finał Puchar Polski. Wiadomo już, że mecz odbędzie się w innej lokalizacji. Prezes Lato żali się, że miał plany nakręcenia wspaniałej atmosfery i wszystko legło w gruzach…
– Chcieliśmy finał rozegrać na Narodowym, w obecności prezydenta Bronisława Komorowskiego. Chcieliśmy przygotować wspaniałą otoczkę, jak to się robi w Anglii. Jednak dość mam już czekania na odpowiedź z Narodowego Centrum Sportu – grzmi z kolumn Przeglądu Sportowego prezes piłkarskiej centrali, Grzegorz Lato.
Finał odbyć się ma w innej lokalizacji. Propozycje są dwie: Gdańsk i Kielce. Pierwsza opcja wydaje się na pierwszy rzut oka lepsza, bo stadion jest nowy, potrzeba mu imprez. Minus? W finale może zagrać Arka Gdynia. Kielce są natomiast w połowie drogi między Warszawą a Krakowem. Minus? Zaledwie troszkę ponad 10 tysięcy miejsc dostępnych dla kibiców.
Sprawa zostanie zapewne w jakiś sposób rozwiązana, a decyzja o lokalizacji niedługo podjęta, ale nam na usta ciśnie się inne pytanie. Jeśli Grzegorz Lato chciał „robić otoczkę” finału na Narodowym, zapraszać oficjeli, nakręcać atmosferę wokół meczu w stolicy, to dlaczego nie może tego robić w przypadku meczu w Gdańsku czy nawet w Kielcach?
Były gracz Cracovii bije na alarm. „Jakieś ruchy muszą być wykonane”
Porażka z Wisłą Płock była już czwartą z rzędu Cracovii, wliczając to rozgrywki Pucharu Polski. Zdaniem byłego gracza Pasów, Roberta Ziółkowskiego, w klubie wkrótce musi dojść do zmian.