Muszą pić wodę z kranu i poddawać się masażom mydłem, bo klub nie ma pieniędzy na olejki i odżywki. Zestaw problemów polskich ekip jest naprawdę bogaty. I o dziwo dostrzegalny także na poziomie ekstraklasy!
Niemal tydzień temu ŁKS zniknął z piłkarskiej mapy Polski, a po kilku dniach znów się na niej pojawił. Nie wiadomo jednak na jak długo. Wszystko przez problemy finansowe, z którymi w Łodzi borykają się od dłuższego czasu. Piłkarze klubu z alei Unii to jednak nie jedyni, którzy w ostatnim czasie zmuszeni są do życia na tykającej bombie. Kilka tygodni wcześniej media po raz kolejny donosiły o gigantycznych problemach drugoligowego KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. I właśnie warunkom panującym w tych zespołach postanowiliśmy się dokładnie przyjrzeć. Bo choć kluby dzieli odległość dwóch klas rozgrywkowych, przeciwności tej samej maści bolą tak samo i jednych, i drugich.
20 stycznia władze ŁKS poinformowały o konieczności ogłoszenia upadłości, ale trzy dni później okazało się, że zespół dokończy sezon 2011-12. Próbą ratowania sytuacji jest utworzenie komitetu „Ratujmy ŁKS”, w skład którego wchodzą władze Łodzi, władze ŁKS, piłkarze i kibice. Komitet otworzył konto bankowe, na które można wpłacać pieniądze w celu ratowania łódzkiej drużyny.
– Nie wiem co o tym wszystkim myśleć – nie ukrywa w rozmowie z PilkaNozna.pl wychowanek ŁKS, Michał Łabędzki. – Mam obawy związane z pomysłem finansowania klubu właśnie w ten sposób. Polska to przecież nie Turcja, nie liczmy na to, że kibice będą w stanie zapewnić nam byt. Trudno oczekiwać, że fani ofiarują nam swoje pieniądze, skoro nawet na meczach nie rozpieszczają nas frekwencją – diagnozuje sytuację zawodnik ŁKS.
– Zakładając nawet, że gotówka regularnie wpływałaby na konto, to na co miałyby być przeznaczana? Na pensje? Organizację wyjazdów? Wydatków związanych z funkcjonowaniem klubu nie brakuje – kontynuuje nasz rozmówca. – Większość z nas chciałaby, żeby klub dalej funkcjonował, ale na innych zasadach. Nie może być tak, że drugi rok z rzędu nie jedziemy zimą na obóz, a warunki, w jakich przychodzi nam trenować, pozostawiają wiele do życzenia – uważa Łabędzki.
– W miejscu, w którym kiedyś znajdowały się nasze trzy boiska treningowe, powstała hala widowiskowa. Co prawda jest nam udostępniane inne boisko, ale przeprowadzanie zajęć na nim wiąże się z tym, że przebieramy się w jednym miejscu, a trenujemy w drugim. Na treningi jeździmy więc w strojach piłkarskich – opowiada o absurdach panujących w klubie były gracz Zagłębia Lubin.
To jednak nic w porównaniu z tym, czego doświadczają zawodnicy drugoligowego KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Piłkarze ekipy, której grę nie tak dawno obserwowaliśmy jeszcze na poziomie ekstraklasy (do dziś w składzie są zawodnicy – przede wszystkim młodzi – z ekstraklasowymi ambicjami), teraz nie mają pewności, czy na wiosnę będą mieli możliwość podjęcia rywalizacji w II lidze. – Treningi zostały zawieszone do 6 lutego, ale mogą zostać wznowione w każdej chwili, o czym mamy zostać poinformowani telefonicznie. Taka ewentualność wchodzi w grę tylko wtedy, jeśli znajdzie się ktoś, kto wyłoży kasę, by przedłużyć żywot i tak martwego już klubu – opowiada nam zawodnik KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, który chce pozostać anonimowy.
Słuchając opowieści o ostrowieckim klubie można odnieść wrażenie, że klub stał się niewypłacalny na wszystkich polach działalności – zaczynając od pensji piłkarzy, na bieżących potrzebach kończąc. – Klub nie jest w stanie zapewnić nam ani regularnych wynagrodzeń, ani odpowiednich warunków pracy. Brakuje nam nawet piłek. Na każdego zawodnika na treningu powinna przypadać jedna piłka, niestety dla wielu z nas ich brakuje i trzeba się wymieniać. W sumie szybko się do tego przyzwyczailiśmy. Gorzej było, gdy kierownik drużyny naszego rywala przed jednym z meczów poprosił o osiem piłek meczowych, a w odpowiedzi usłyszał, że tylu nie mamy – ze wstydem wspomina gracz pomarańczowo-czarnych. I dodaje: – Brak odpowiedniej ilości futbolówek to szczegół w porównaniu z tym, że pijemy wodę z kranu. Zawsze przed treningiem napełniany jest wielki baniak i sześć bidonów, które na bieżąco są uzupełnianie. Dzięki temu wody nigdy nam nie brakuje…
– Do masażysty chodzimy zazwyczaj ze swoimi maściami lub oliwkami. Tych bowiem w klubie nie ma, dlatego w Ostrowcu Świętokrzyskim popularne są masaże… mydłem. Problemy są też z jedzeniem – raz jemy, a raz nie. To i tak nieźle, bo w innym klubie, nie tak dawno, piłkarze przed meczem byli zmuszeni zajadać się hot-dogami na stacji benzynowej – wspomina nasz rozmówca.
Zdaniem Łabędziego powodem nieszczęść ŁKS-u są władze miasta, które nie wywiązały się z umów zawartych z klubem. – Tak przynajmniej mówią nam władze klubu, gdy przychodzimy do nich wylewać nasze gorzkie żale. Bo do kogo mamy iść? To z nimi podpisywaliśmy umowy, oni nas chcieli, oni ustalali wysokość i długość obowiązywania kontraktów. Podpisując nasze umowy godziliśmy się na proponowane warunki. Nikt nikomu pistoletu do głowy nie przystawiał – relacjonuje obrońca drużyny z alei Unii Lubelskiej i dodaje: – Interesy zawodników z władzami miasta załatwia klub. Nie mogę więc pójść do urzędu i zapytać o nasze pieniądze. Od władz miasta chętnie bym się jednak dowiedział, dlaczego nie mamy boiska treningowego, bo to oni podjęli decyzję o budowie hali widowiskowej.
– Hala praktycznie cały czas stoi pusta, a odbywają się w niej tylko wystawy mody i koncerty. W starej hali ŁKS-u przecieka dach, a mimo to w ciągu tygodnia odwiedza ją więcej dzieci i młodzieży niż halę widowiskową w ciągu całego roku. Wszystko przez to, że nowa hala jest niedostępna dla sportowców. W efekcie obiekt rocznie przynosi straty rzędu 4 milionów złotych, a straty pokrywają łódzcy podatnicy. Szkoda, bo za takie pieniądze wielu sportowców miałoby z tej hali ogromny pożytek. Ciekawe jest też to, że miasto ma gotówkę na przenoszenie pomników, a brakuje środków na rozwój sportu. I nie chodzi tu tylko o ŁKS – zauważa urodzony w Łodzi piłkarz.
Łabędzki nie ukrywa, że piłkarze Łódzkiego Klubu Sportowego znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji i jeżeli ta niebawem się nie poprawi, będą zmuszeni dokonywać wyborów pomiędzy dobrem zespołu, a dobrem rodziny. – Bez względu na to, co się w życiu robi, oczekuje się w zamian wynagrodzenia. Problem pojawia się wtedy, gdy te się uszczupla bądź nie przychodzi na czas. Co możemy robić? Stawianie ultimatum, czy też wysyłanie skarg do Polskiego Związku Piłki Nożnej są jakimiś rozwiązaniami. Każdy, komu nie odpowiadają panujące w Łodzi warunki, może też odejść, ale chyba nie o to chodzi. Ja na przykład wciąż chcę grać dla tego klubu, bo mam do niego ogromny sentyment. Do całej tej sytuacji mam też jeszcze trochę cierpliwości, ale wolałbym, żeby ta nie była wykorzystywana przeciwko mnie. Niektórym z nas, którym nie są z Łodzi, a grają w ŁKS-ie, muszą ponosić koszty związane z dojazdami, wynajmowaniem mieszkań i utrzymywaniem rodziny, na ową cierpliwość niestety zaczyna brakować pieniędzy.
Wojskowi uciekną ze strefy spadkowej? GKS Katowice – Legia [LIVE]
Drugie piątkowe spotkanie 21. kolejki PKO BP Ekstraklasy przypadło na Nową Bukową. W Katowicach GKS spróbuje uciec na dziewięć punktów, mierząc się z Legią Warszawa, która nadal czeka na pierwsze trzy punkty za kadencji Marka Papszuna. Zapraszamy na relację LIVE!
Feio nie wytrzymał po stracie drugiej bramki! Zarzucił sędziemu korupcję
Wrócił Portugalczyk, jakiego pamiętamy z Legii Warszawa. Jego wybuchowy charakter dał o sobie znać po podwyższeniu prowadzenia przez Koronę, zarzucając arbitrowi korupcję.